Cmentarze


Rzymsko-katolicki cmentarz na Bródnie
(Cmentarz Bródnowski / Bródzieński)

Lokalizacja: ul. św. Wincetego / Odrowąża / Budowlana / Rzeszowska / Chodecka.
Data założenia: 11 listopada 1884 r. (poświęcenie: 20 listopada 1884 r.)
Obszar: ok. 71 ha (1884 r.), ok. 115 ha1.

Historia

Do prawego brzegu Warszawy przylgnęła opinia "Dzikiego wschodu", gdzie ni kultury, ni zabytków i w ogóle ni-czego ciekawego nie uświadczysz, co najwyżej portfel stracisz. Polemikę z tym obrazem zostawiam tamtejszej kolonii artystycznej i pracownikom Muzeum Pragi, przypominając jeno, że taż sama Praga w "pogrzebowych" dziejach Warszawy zajmuje miejsce szczególne. Może się bowiem poszczycić dwoma cmentarzami z kategorii "naj" tj. najstarszym zachowanym (jako-tako) cmentarzem grzebalnym na terenie współczesnej Warszawy (zob. Cmentarz na Kamionku) i największą (do l. 70-tych XX w.) nekropolią stolicy tj. właśnie Cmentarzem Bródnowskim.

Zanim jednak na Bródnie zaczęto grzebać zmarłych, Prażanie bynajmniej nie byli skazani na transportowanie nieboszczyków na Cmentarz Powązkowski. W ciągu wieków pochówków dokonywano na zmianę bądź na wspomnianym Kamionku, bądź (przez względnie krótki okres czasu) - na Skaryszewie. W XIX w., zwłaszcza w 2. połowie stulecia, sytuacja poczęła się jednak nieco komplikować.

W owym czasie Praga, dotychczas okrutnie doświadczana przez kaprysy historii (np. rzeź z 1794 r.), zaczęła się wreszcie odradzać, choć nie bez trudności. Z jednej strony (a dokładnie od północy) ograniczały ją tereny wojskowe z Fortem Śliwickiego i jego esplanadą, a z pozostałych linie kolejowe, utrudniające rozwój terytorialny czy normalną komunikację z pobliskimi osadami. Kolej przyczyniła się jednak do rozwoju całej dzielnicy, czy to za sprawą podróżnych, korzystających z Dworca Petersburskiego (dziś okolice dworca wileńskiego) lub Terespolskiego (dziś Dworzec Wschodni), czy przemysłu, któremu dostarczała surowców i zapewniała dystrybucję produktów.

Innymi słowy liczba mieszkańców Pragi gwałtownie wzrosła, a co gorsza podobnie działo się i na lewej stronie Warszawy. A kiedy przybywa żywych, prędzej czy później przybywa również i umarłych, toteż na obu nekropoliach warszawskich (tj. Cmentarzu Powązkowskim i Kamionku) szybko poczęło się kurczyć wolne miejsce.

Dzieje cmentarza

W początku l. 80-tych XIX w. w sprawie organizacji nowego miejsca pochówków dla Warszawiaków zaczął więc działać Magistrat.

Sytuacja nie była łatwa, jak po latach wspominał prezydent miasta, Sokrates Starynkiewicz2. Na Starych Powązkach szybko kończyło się miejsce, a okoliczne tereny nie nadawały się pod kolejne groby m.in. ze względu na niskie położenie, wysoką cenę3 i niewielką odległość od zabudowań rozwijającego się miasta. Los chciał, że dokładnie te same problemy dotyczyły głównej nekropolii praskiej tj. cmentarza na Kamionku. Pierwotnie planowano zresztą utworzyć dwie, odrębne nekropolie dla lewego i prawego brzegu miasta, lecz jak to zwykle bywa, wszytko rozbiło się o pieniądze, a właściwie ich brak. Postanowiono więc utworzyć jedno, wspólne miejsce pochówków dla całej Warszawy, docelowo na jej wschodnich rubieżach m.in. dlatego, że z tamtej strony najrzadziej wiały watry4.

Grunt pod nową nekropolię wybrano w dobrach folwarku Bródno, między Nowym Bródnem, Targówkiem, a terenami fortecznymi. Należały one do szpitala św. Ducha, ufundowanego jeszcze w XV w. przez księżnę Annę Mazowiecką i w 1444 r. nadane mu przez ową panią w charakterze zaplecza ekonomicznego. W czasach Królestwa Polskiego administrację dobrami szpitalnymi przejęło Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, podobnie jak cmentarze, nadzorowane przez władze miejskie5. Jako ciekawostkę warto nadmienić, że ponoć na gruntach późniejszej nekropolii w 1794 r. znajdowały się szańce niesławnego Aleksandra Suworowa, a potwierdzeniem militarnej przeszłości okolicy były nierzadkie znaleziska archeologiczne6.

Negocjacje w sprawie zakupu rzeczonych terenów rozpoczęto w 1882 r., a w sierpniu tego roku Magistrat podpisał kontrakt na ich zakup7. Dopiero jednak na przełomie 1882 r. i 1883 r. przyszła zgoda władz gubernialnych na sfinalizowanie transakcji. Ziemię na Bródnie wyceniono jako rolną (300 rb za morgę zdatną do uprawy i po 100 za piaski) ostatecznie zakupując 126 morgów i 208 prętów (ok. 71 ha) za 14 753 rb 34 kop. Według współczesnych cena gruntu była bardzo okazyjna, lecz dziennikarze nie omieszkali wytknąć, iż koszta urządzenia nekropolii (wystawienie ogrodzenia, zniwelowanie terenu, urządzenie szosy itp.) zrównały wartość ziemi z gruntem np. za rogatkami Mokotowskimi. O tym, że cmentarz na lewym brzegu Wisły takoż trzeba byłoby ogrodzić malkontenci jednak nie pomyśleli ;)

Podobno tuż po złożeniu stosownych podpisów, pieczęci itp. władze miejskie zarządziły rozpoczęcie robót niwelacyjno-przygotowawczych, aby otworzyć nekropolię jeszcze wiosną tego samego roku. Prace mocno się jednak przeciągnęły i dopiero w początku listopada 1884 r. prezydent Sokrates Starynkiewicz zawiadamiał Metropolitę Warszawskiego, że nowy cmentarz na Bródnie można udostępnić dla pochówków.

Poświęcenia nekropolii (a właściwie jej części) dokonał 20 listopada 1884 r. arcybiskup warszawski Tadeusz Chościak Popiel, a już następnego dnia odbył się pierwszy pogrzeb - rocznej dziewczynki Marii Skibniewskiej (kw. 44G). Od tego momentu cmentarz był otwarty, a historyczną chwilę uwiecznił pomniczek wystawiony przy wejściu na cmentarz8.

W literaturze przedmiotu panuje pewien zamęt, jeśli chodzi o grupę "docelowych użytkowników" Cmentarza Bródnowskiego. Sam prezydent Starynkiewicz wspominał, że miała to być nekropolia wspólna dla wszytkich Warszawiaków, ale... nie od razu9. Początkowo cmentarz przeznaczono przede wszytkim dla mieszkańców Starej i Nowej Pragi oraz zmarłych w szpitalach i ubogich chowanych na koszt miasta. Mieszkańcom lewej części grodu nekropolię bródzieńską zamierzano udostępnić dopiero po zapełnieniu tymczasowych mogił (tzw. linii) na Starych Powązkach. Nastąpiło to w 1888 r., aczkolwiek już rok wcześniej zamknięto dla nowych pochówków cmentarz na Kamionku10.

Nawet gdybyśmy nie znały daty "przekierowania" ubogich pogrzebów na Bródno, można by się jej domyślić po liczbie pochówków: w 1887 r. było ich 2135, podczas gdy w 1888 r. - 522711. Z biegiem lat bródnowskie miasto umarłych zaczęło się coraz bardziej "zaludniać": od 1898 r. rocznie grzebano na nim ponad 10 tys. osób (ok. 31 pogrzebów dziennie!), a w latach pierwszej wojny światowej nawet ponad 16 tys. (w 1917 r.). Dopiero po 1920 r. liczba pochówków spadła do 7-8 tys. rocznie, a po II wojnie światowej nie przekraczała 4-6 tys.

Zwiększająca się liczba pochówków, wymagała też zatrudnienia dodatkowej "kadry". Już zresztą od 1888 r. Cmentarz Bródnowski posiadał "własnego" kapelana, tj przeniesionego ze Starych Powązek ks. Walentego Kalickiego (od 4 czerwca 1888r.). Wkrótce jednak liczba księży zwiększyła się do dwóch (od 1893 r.), a potem trzech (od 1902 r.)12.

Do chwili odzyskania niepodległości Cmentarz Bródnowski - podobnie jak inne nekropolie warszawskie - pozostawał pod administracją miasta (zob. Warszawa cmentarna. Dozory kościelne i cmentarne). O ile w ciągu pierwszych lat jego istnienia, wysiłki zarządców skupiały się tak naprawdę na zorganizowaniu całego przedsięwzięcia (zob. dalej), to w czasach Drugiej Rzeczypospolitej prowadzono głównie prace "unowocześniające" zastaną infrastrukturę. Okazją ku temu była m.in. pięćdziesiąta rocznica poświęcenia cmentarza (1934 r.), kiedy to nie tylko wystawiono kilka nowych budynków (zob. O budynkach cmentarnych), ale wydano również monografię nekropolii pióra ks. Wacława Niemyskiego (zob. bibliografia). Pomimo nieco subiektywnej oceny pewnych faktów, jest to bardzo wartościowe źródło informacji, którego właściwie nigdy nie doczekały się Stare Powązki. W planach było również wystawienie nowej, murowanej świątynii, lecz w ich realizacji przeszkodził wybuch II wojny światowej.

W 1939 r. na cmentarzu znajdował się punkt obrony Warszawy obsadzony przez żołnierzy 20. Dywizji Piechoty Wojska Polskiego i utrzymany aż do kapitulacji stolicy13.

Podczas okupacji nekropolia bynajmniej nie pozostawała na skraju działalności - no właśnie - Państwa Podziemnego. Jeszcze we wrześniu 1939 r. harcerze rozpoczęli tajną akcję ewidencjonowania grobów poległych podczas obrony stolicy, co umożliwiło późniejszą ekshumację zwłok. Przede wszytkim jednak cmentarz służył jako arsenał, co zapoczątkowali żołnierze broniący Warszawy w 1939 r., ukrywając w ziemi i grobowcach broń, aby nie wpadła w ręce hitlerowców. W kancelarii cmentarnej stacjonowało gestapo, choć doprawdy trudno uwierzyć w kompetencje jego funkcjonariuszy, skoro jednocześnie działała tam jadalnia dla osób poszukiwanych i ukrywających się wśród grobowców. Z tych czasów pochodzi również historia, jak to któregoś razu do pracowników cmentarza przybiegł przerażony chłopiec i z trudem opanowując drżenie wszytkich członków cielesnych wyszeptał:

"Tam... tam... w grobie... jeden nieboszczyk książkę czyta, a drugi śpi i chrapie"14

Nie tylko zresztą ludzie chronili się na Bródnie. Lokalne podanie mówi, jak to rodzina Piecyków, w porozumieniu z dyrektorem cmentarza, Władysławem Gajkowskim (kw. 7A), ukryła w katakumbach cmentarnych popiersie Ignacego J. Paderewskiego, przewiezione potajemnie z parku jegoż imienia.

Rok 1944 r. uczynił z Cmentarza Bródnowskiego centrum tragicznych wydarzeń. Okolice nekropolii były silnie obsadzone przez wojska niemieckie m.in. w budynku zarządu cmentarza stacjonował oddział SS. Natarcie Armii Krajowej, zmierzające do zdobycia budynków szkół powszechnych przy dzisiejszej ul. Piotra Wysockeigo i terenów kolejowych, nie powiodło się, a kosztowało wiele ofiar. Przez pierwsze dni sierpnia piechota i czołgi niemieckie "przeczesywały" teren cmentarza, podczas gdy w okolicy w ciągu całego miesiąca dokonywano masowych egzekucji ludności cywilnej. Dopiero we wrześniu Bródno zostało wyzwolone przez wojsko radzieckie, lecz sama dzielnica uległa zniszczeniu w wyniku pożaru, a do 26 października przedpola cmentarzy katolickiego i żydowskiego były jednym, wielkim polem minowym.

Armia Czerwona zajęła zabudowania zarządu, ale według relacji świadków, zachowywała się gorzej niż Niemcy. W ciągu kilku miesięcy czerwonoarmiści zdążyli niemal całkowicie zdemolować budynki, na dodatek ksiąg archiwalnych używali do podpałki lub robienia skrętów, toteż ewidencja starszych pochówków jest cokolwiek niepełna.

O ile I wojna światowa nie odcisnęła wielkiego piętna na nekropolii bródnowskiej, to spacerując dziś cmentarnymi alejami trudno nie dostrzec śladów kul na nagrobkach czy masowych mogił, oznaczonych mniej lub bardziej okazałymi pomnikami ku czci poległych obrońców Warszawy (kw. 114W), cywilów zamordowanych w 1944 r. (kw. 114H), żołnierzy powstania warszawskiego (kw. 33C, 35D) czy wreszcie Armii Czerwonej (kw. 43H).

Po czasach "burzy i naporu" przyszła jednak pora porządków. Cmentarz Bródnowski wzbogacił się o nowe drzewa (m.in. cisy wzdłuż Aleii Głównej), latarnie, studnie, a przy okazji uregulowano zasady prac kamieniarskich, prowadzonych wokół grobów.

Kiedy jedni porządkowali masowe mogiły, inni tworzyli nowe. Nie wolno bowiem przemilczeć faktu, że krótko po II wojnie światowej na Cmentarzu Bródnowskim grzebano potajemnie ofiary służb bezpieczeństwa (kw. 45 N wzdłuż muru).

W 1965 r. cmentarz został wpisany do rejestru zabytków (nr rej.: 803-A), co umożliwiło podjęcie prac konserwatorskich. W szesnaście lat później, w związku ze zbliżającym się stuleciem powstania nekropolii, utworzono Społeczny Komitet Opieki nad Cmentarzem Bródnowskim. W jego skład weszli (oprócz dyrektor cmentarza Janiny Łazarek) m.in. rzemieślnicy, kamieniarze i społecznicy, którzy za cel postawili sobie opiekę nad zabytkowymi nagrobkami oraz ochronę zieleni i dbanie o porządek na nekropolii. Przedsięwzięcie nie cieszyło się jednak takim poparciem ze strony mieszkańców Warszawy, jak Komitet Powązkowski, toteż zebrano fundusze na renowację zaledwie 150 pomników. Wkrótce też Komitet Bródnowski przestał istnieć, chociaż wielu kamieniarzy zobowiązało się do darmowej konserwacji nagrobków. W ostatnich latach (od czasu do czasu) renowację monumentów bródnowskich finansują też władze miejskie.

Na zakończenie części historycznej uraczę Was pewną dygresją filologiczną ;). Otóż, językoznawcy dozwalają używać zarówno formy Cmentarz Bródnowski, jak i Bródzieński, aczkolwiek ta pierwsza nie jest ponoć do końca poprawna. Co ciekawe, już pod koniec XIX w. kwestia nazewnictwa praskiej nekropolii (a właściwie całej okolicy) rozpalała umysły naszych przodków. Na łamach prasy toczyła się wówczas dyskusja na temat pisowni Bródna tj. przez ó czy u15. Uczone umysły dowodziły więc, iż chodzi o bród, czyli miejsce przejścia przez rzekę, którego nazwa wywodzi się od czasownika brodzić, a nie brudu. Przy okazji dowiadujemy się również, iż w l. 90-tych XIX w. planowano wprowadzić urzędową nazwę Cmentarz św. Wincentego, co też zostało uczynione, ale używano jej bardzo rzadko i nawet dziś, na stronach parafii św. Wincentego możemy poczytać o Cmentarzu Bródzieńskim.

Z powyższych "mądrości" należy przede wszytkim zakonotować sobie, iż nekropolia bródnowska była przedsięwzięciem ogromnym, zwiastującym niejako pojawienie się współczesnych nam cmentarzy komunalnych, nastawionych na iście masową obsługę - w tym wypadku - pogrzebów. W miarę upływu lat, dzięki przeznaczeniu nekropolii bródnowskiej dla nieboszczyków z całej Warszawy, cmentarz coraz bardziej "wrastał" w okolicę i dzieje całego miasta, przez co dziś stanowi nie mniej ważne świadectwo historii Warszawy niż Stare Powązki.

O powiększaniu cmentarza

Wbrew negatywnej ocenie międzywojennych historyków kościelnych, władze miasta, zarządzające nekropolią w czasach zaborów, dbały o stały "przyrost" powierzchni grzebalnej. Aczkolwiek nie było to łatwe...

Zanim przejdziemy do właściwego ad remu, warto zatrzymać się przy pierwotnym rozmiarze nekropolii bródzieńskiej. Dociekliwy czytelnik dawnych i współczesnych opracowań dostrzeże bowiem pewne "niekonsekwencje" w podawanych tam wartościach.

Weźmy np. pracę ks. Niemyskiego, gdzie czytamy, iż początkowo cmentarz zajmował teren 126 morgów 208 prętów 60 dziesięcin i 2112 sążni kwadratowych gruntu, czyli ok. 66 ha, którąż to uwspółcześnioną wartość podają plany miejski z l. 1936-1940 i dzisiejsze przewodniki po cmentarzu16. Nawet humanistyczny umysł Sowy, zaprawiony już nieco w przeliczaniu jednostek historycznych "na nasze", wykrył w tym jakiś "haczyk". Wygląda bowiem na to, że ks. Niemyski podał koło siebie te same (z grubsza) wartości, ale w różnych jednostkach powierzchni i na dodatek przeliczył je jakoś tak dziwnie...17

Faktycznie, w prasie sprzed 1918 r. pierwotny teren Cmentarza Bródnowskiego szacowano wg różnych jednostek powierzchni na:

  • 126 morg 208 prętów (ok. 71 ha);
  • 120 morg i 208 łokci kw. (ok. 67,2 ha i ok. 0,007 ha);
  • 64 dziesięciny i 2223,1 sążni kwadratowych (ok. 70,4 ha i 6,67 ha tj. ok. 77 ha lub ok. 90 ha i 6,67 ha, a więc ok. 96,7 ha)18.

ak widać z biegiem lat niezły się z tego zrobił bałagan, ale myślę, że możemy przyjąć, iż najbliższa prawdy była wartość podana w "Kurierze Warszawskim" w 1883 r. (126 morgów 208 prętów), czyli ok. 71 ha. Skąd więc się wzięło te 66 ha?

Otóż, w 1893 r. zarząd cmentarza zmuszony był oddać wojsku ok. 4,5 ha od strony Targówka, a w 1898 r. miasto zażyczyło sobie 109 sążni kw. (ok. 0,327 ha lub 0,5 ha) w związku z regulacją drogi do Nowego Bródna19. Od pierwotnego obszaru cmentarza "odpadło" więc ok. 4,8 - 5 ha, czyli powinno zostać właśnie ok. 66 ha.

Jak nietrudno było przewidzieć, Cmentarz Bródnowski, gdzie opłaty były znacznie niższe niż na Starych Powązkach, cieszył się ogromną popularnością. Już zatem w listopadzie 1890 r. arcybiskup Wincenty Chościak Popiel poświęcił kolejną część nekropolii, oficjalnie oddając ją do użytku Warszawiaków20. Nie były to nowo przyłączone tereny, tylko dotychczas niewykorzystywany fragment obszaru zakupionego jeszcze w 1884 r. W l. 90-tych XIX w. stopniowo dokonywano poświęcenia kolejnych części cmentarza, a 28 września 1892 r. w związku z epidemią cholery konsekrowano nawet specjalną kwaterę dla "zapowietrzonych" (kw. 50 A).

Jeszcze w 1900 r. zaczęto przemyśliwać o kolejnym powiększeniu nekropolii, gdyż terenu coraz szybciej ubywało i według prognoz miało go starczyć zaledwie na dwa lata21. I tym razem wybór padł na pola folwarku Nowe Bródno, z których zamierzano dobrać ok. 50 morgów tudzież 25 dziesięcin (ok. 28 ha). Granica nekropolii przebiegałaby wówczas w odległości stu kroków od zabudowań folwarku i przechodziła tuż obok chałup okolicznych włościan, co nie do końca było zgodne z ówczesnym prawem sanitarnym. Pozornie sprawa wydawała się prosta, gdyż pertraktacje prowadzono ze znanym już kontrahentem, czyli Warszawskim Towarzystwem Dobroczynności, a przyłączenie nowych terenów - paradoksalnie - ułatwiał brak ogrodzenia od tej strony cmentarza22. W 1902 r. rada Towarzystwa uznała pozbycie się owego terenu za niekorzystne dla finansów instytucji i podyktowała tak wysoką stawkę za morgę, że negocjacje zerwano.

Starania o miejsce pod nowe groby dozór podjął w 1904 r.23 Miasto powołało wówczas specjalną komisję, która zgodziła się, że sprawa jest pilna i niezwłocznie należy zakupić choćby włókę (tj. ok. 16 ha) ziemi od strony Nowego Bródna. Prawdę napisawszy wybór kierunku powiększenia nekropolii był dosyć ograniczony. Od północy kwatera 90 i następne przy numerach C i D sięgały już zabudowań i gruntów włościańskich na Nowym Bródnie, na zachodzie barierę stanowiła prochownia i cmentarz żydowski, na południu - drogi publiczne i osada Bródno Cmentarne (sic!)24.

Ponownie rozpoczęto więc rozmowy z towarzystwem dobroczynności, lecz ich wynik był taki sam jak dwa lata wcześniej: uszczuplenie własności instytucji o proponowane 31 morgów (ok. 17 ha) byłoby zbyt niekorzystnie.

W między czasie w 1906 r., czterech właścicieli gruntów na Nowym Bródnie zaproponowało miastu kupno 15 morg (8,4 ha) po 550 rb za morgę na potrzeby zmarłych25, ale transakcja nie została sfinalizowana.

Ostatecznie komisja zaproponowała nabycie terenów od okolicznych włościan, a nawet, w razie odmowy, zasugerowała przymusowe uwłaszczenie, na co też Magistrat się zgodził. Postanowiono więc zakupić od właścicieli pól wokół cmentarza 58 morgów (ok. 32,5 ha) za 26 tys. rb, na co z kolei nie zezwoliły władze gubernialne, gdyż tereny znajdowały się za blisko zabudowań mieszkalnych, przepuszczały wodę już na głębokości 3-5 stóp (0,87- 1,45 m) i były za drogie. Magistrat jednak nie ustąpił i ostatecznie w 1908 r. wyjednał zgodę władz zwierzchnich. Był ku temu najwyższy czas, bowiem już trzy lata wcześniej prasa donosiła o wyczerpaniu wolnych miejsc na cmentarzu, przez co zarząd nekropolii musiał zawiesić prawo wyboru miejsca i w 1905 r. zmarłych grzebano tylko w linii.

Od 1912 r. Magistrat ponownie głowił się nad problemem braku miejsca na cmentarzu i znowu okazało się, że nie obejdzie się bez współpracy z towarzystwem dobroczynności26. W 1916 r. rozpoczęto starania o nabycie 55 morgów (ok. 30,1 ha) i zarazem powołano specjalną komisję w celu ustalenia zdatności gruntów. Na szczęście wszystko poszło wyjątkowo gładko i już w początku listopada tego samego roku poświęcono nowe kwatery, zajmujące teren o powierzchni ok. 2 włók (ok. 33,6 ha) między dotychczasowym murem cmentarnym a wsią Bródno27.

Na marginesie warto wspomnieć, że brak miejsca nie był chyba w owym czasie aż tak dotkliwy, skoro w l. 1919-1930 zarząd cmentarza prowadził na nowo zakupionych terenach... gospodarstwo rolne28. Jednocześnie szacowano, że rezerwa starczy "zaledwie" na 10 lat.

Kiedy tylko więc nadarzyła się okazja, zarząd cmentarza skwapliwie przyłączył tereny dawnej prochowni (ok. 17 ha)29. Jakkolwiek stosowne dokumenty podpisano w 1921 r., to prace niwelacyjne trwały bardzo długo i dopiero w 1924 r. poświęcono nowe kwatery.

Właściwie na tym roku można by zakończyć dzieje powiększeń Cmentarza Bródnowskiego, który osiągnął wówczas powierzchnię... no właśnie ilu w końcu hektarów? Monografie (zob. bibliografia) podają 113 ha, co z grubsza potwierdzają pomiary na współczesnych mapach elektronicznych Warszawy30. Jeśli jednak podliczymy wszytkie wymienione wyżej ubytki i nabytki, wyjdzie nam wartość nieco "kosmiczna".

Data powiększeniaObszar
188471 ha
1893- 4,5 ha
1898- 0,5 ha
19068,4 ha
190832,5 ha
191633,6 ha
po 19180,87 ha
192117 ha
RAZEM158,37 ha

Najbardziej wątpliwe wydawały mi się informacje o przyłączeniu terenów w 1906 r. i 1908 r. Jeśli rzeczywiście miałyby miejsce, raczej nie podejmowano by tak szybko kolejnych działań w celu powiększenia cmentarza. Nadal jednak teren nekropolii zajmowałby ok. 117 ha, czego nijak nie jestem w stanie wyjaśnić...

O budynkach cmentarnych

Kiedy w Warszawie zakładano pierwsze cmentarze "w polu" (Cmentarz Świętokrzyski, Stare Powązki, najważniejszym budynkiem, wznoszonym równocześnie z przygotowywaniem samej nekropolii, był kościół. I na Cmentarzu Bródnowskim znajdziemy Dom Boży (nawet dwa), lecz bynajmniej nie był to pierwszy budynek cmentarny.

W 1884 r. na cmentarzu wystawiono zaledwie drewniany domek kancelarii wraz z mieszkaniami dla służby cmentarnej.

Wkrótce okazał się on nieco za szczupły, toteż w 1887 r., poza murem cmentarnym zbudowano większy, również drewniany budynek piętrowy z przeznaczeniem na pomieszczenie służby oraz mieszkanie nadzorcy i kapelana cmentarza. Stary domek miał służyć jako kaplica, czemu - jak nietrudno się domyślić - kategorycznie sprzeciwił się biskup warszawski.

Z biegiem lat, wraz z rosnącą liczbą pogrzebów, wymagających coraz liczniejszej obsługi, dotychczasowe zabudowania administracyjne znowu okazały się za ciasne. Przed dawnym domem mieszkalnym wniesiono więc kolejny budynek, tym razem murowany. W 1926 r znacznie go rozbudowano tak, że zmieściło się w nim obszerne biuro zarządu oraz wygodne i nowoczesne mieszkania naczelnika cmentarza, trzech księży i dwóch urzędników administracji nekropolii. Natomiast reszta obsługi cmentarza urzędowała w dawnej, drewnianej oficynie. Gmach ten zachował się do naszych czasów i tak jak kiedyś, również dziś jest siedzibą zarządu nekropolii bródzieńskiej.

Najstarszy, drewniany domek, wystawiony w 1884 r., trwał sobie nadal służąc jako miejsce schronienia dla kapelanów czy służby cmentarnej. Dopiero w 1934 r. w jego miejscu wystawiono murowane pomieszczenie poczekalni, umywalni i jadalni dla kapelanów i służby cmentarnej. Po II wojnie światowej znalazła się tam kancelaria księdza rektora i pomieszczenia dla grabarzy.

Oprócz wspomnianych zabudowań, przez pewien czas na Bródnie znajdowała się również remiza karawanów. Z czasem okazała się jednak przedsięwzięciem mało dochodowym (wręcz przynoszącym straty), toteż w 1894 r. tabor przeniesiono na Powązki, zostawiając na Pradze tylko 2 konie do obsługi cmentarza. Część budynku poinwentarskiego przerobiono w 1896 r. na mieszkania dla służby. Wkrótce jednak miejskie karawany (uważane za mniej eleganckie) straciły monopol na rzecz firm prywatnych i pozostała im tylko obsługa biednych pochówków. Szły one właśnie na Cmentarz Bródnowski, toteż od 1934 r. budynki dawnej karawaniarni ponownie zaczęły służyć swym pierwotnym celom.

Przez długi czas Cmentarzowi Bródnowskiemu brakowało również tak ważnego "przybytku", jakim jest kostnica31. Dopiero w 1891 r. planowano wzniesienie domu przedpogrzebowego, mieszczącego izbę do wystawiania ciał zmarłych, gabinet lekarski i kaplicę, dotychczas bowiem sekcje odbywały się... na wolnym powietrzu. Nie udało mi się ustalić, co wyszło z tych planów.

Podczas ostatniej drogi nieboszczykom przygrywały dzwony, choć o istnieniu dzwonnicy wspomina tylko jedno źródło32. Otóż w zbiorach Korotyńskich, przechowywanych w stołecznym archiwum, znalazł się odręczny plan Cmentarza Bródnowskiego z zaznaczoną w kw. 3A dzwonnicą33. W 1934 r., z okazji pięćdziesiątej rocznicy założenia nekropolii w miejscu starej wzniesiono nową, murowaną i wyniosłą dzwonnicę wraz z niewielką kaplicą, gdzie przechowywane są zwłoki przed pogrzebem.

Tym, co jednak najbardziej rzuca się w oczy zanim przekroczymy mur cmentarny, są kościoły. Dwa naraz.

Najstarszy z nich znajduje się w kw. 6-8A i w dzisiejszej Warszawie jest nie lada zabytkiem: kościół św. Wincentego a Paulo (bo takie otrzymał wezwanie) wzniesiono bowiem z drewna i w tejże postaci szczęśliwie przetrwał do naszych czasów.

Świątynia ta liczy sobie prawie tyle lat, co sam cmentarz, gdyż wystawiono ją w 1888 r. wg projektu Edwarda Cichockiego. Użycie takiego, a nie innego, budulca podyktowane było z jednej strony ograniczeniami narzuconymi przez władze wojskowe, cmentarz bowiem znajdował się w pasie przyfortecznym, gdzie nie wolno było wznosić wysokich i trwałych budowli. Architekt wykazał się przy tym nie lada konceptem, przeznaczając do budowy kościółka drewno z rusztowań, wykorzystanych podczas prowadzonego wówczas remontu Kolumny Zygmunta. Recykling? W pewnym sensie i owszem. Cichocki zauważył bowiem, iż owe belki są wyjątkowo odporne na szkodniki, co gwarantowało przyszłej świątynii bródzieńskiej wyjątkową trwałość34.

Zarówno architektura kościółka św. Wincentego jak i wyposażenie wnętrza są dosyć skromne: ot, jednonawowa budowla, z pięcioma przybudówkami i dachem zwieńczonym wieżyczką. W środku znajdziemy ołtarz główny z rzeźbą Chrystusa Ukrzyżowanego (dłuta niejakiego Panasiuka), ołtarze boczne z wizerunkami patrona kościoła i Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej, w prezbiterium zbiór podobizn różnych świętych oraz barwną polichromię pędzla Wiesława Kononowicza. Dziś kościółek św. Wincentego znajduje się w rejestrze zabytków (Nr rej.: 1423-A wpis z 22.05.1990) m.in. ze względu na wyjątkową w Warszawie technikę wykonania tj. ryglówkę.

Aż do 1952 r. kościółek św. Wincentego był "zaledwie" kaplicą cmentarną. W owym jednak roku ustanowiono na Bródnie parafię, stąd konieczne stało się też zbudowanie nowej, większej świątyni. Jej wznoszenie rozpoczęto pod koniec lat 50-tych XX w. według projektu Stanisława Marzyńskiego. Podobnie jak kościółek św. Wincentego, również kolejna świątynia cmentarna powstała z "surowców wtórnych". Do jej budowy wykorzystano bowiem neogotyckie mauzoleum Przeździeckich, przeniesione na Bródno z dawnego Cmentarza Świętokrzyskiego. Kościół został konsekrowany 24 sierpnia 1960 r. W l. 70-tych XX w. powiększono go o plebanię i przedłużono jedną z bocznych naw. Obecnie pełni funkcje parafialne, lecz w dni powszednie odbywają się tu również nabożeństwa pogrzebowe.

O ogrodzeniu i bramach

Już u swego zarania nekropolia bródzieńska przewyższała powierzchnią Cmentarz Powązkowski. Nawet jednak tak szacowna i pradawna nekropolia Warszawy, jak Stare Powązki, nie była całkowicie otoczona murem, nic więc dziwnego, że i Cmentarz Bródnowski długo nie mógł się doczekać trwałego ogrodzenia.

Z chwilą podpisania umowy zakupu terenów pod praskie "miasto umarłych", rozpoczęto prace wokół jego urządzenia. Należało do nich m.in. ogrodzenie cmentarza, co jednak zrealizowano tylko fragmentarycznie, wystawiając mur zaledwie z dwóch stron, pozostałą część oddzielając od okolicznych pól drewnianym płotem, a w większości wałem ziemnym35.

Przez następne lata dozór co i rusz domagał się od Magistratu wyasygnowania funduszy na ogrodzenie całego cmentarza, lecz udawało się uzyskać środki co najwyżej na prowizoryczne naprawy. Efekt był taki, że na cmentarz swobodny wstęp miały zwierzęta i złodzieje (zob. O klimacie lokalno-cmentarnym). W 1900 r. dozór zrzekł się więc odpowiedzialności za szkody na terenie nekropolii wynikające właśnie z braku jej ogrodzenia.

Dopiero w 1908 r. prasa mogła uprzejmie donieść publiczności, że groby od strony prochowni oddzielono kratą metalową osadzoną w murze, która zresztą kosztowała ponoć tyle, co mur od strony Nowego Bródna36. Na ceglane ogrodzenie w tym miejscu nie zgodziła się jednak władza wojskowa. Jednocześnie ukończono mur na całej długości zachodniej i północnej krawędzi cmentarza37 oraz wprowadzono zamykanie na noc bramy od Nowego Bródna, co wreszcie pozwoliło zapewnić jaki-taki porządek na terenie nekropolii i przy okazji ukróciło traktowanie przez "tubylców" głównej alei cmentarnej jako skrótu miedzy imprezą na Targówku a Nowym Bródnie lub odwrotnie.

Mur "z prawdziwego zdarzenia" otoczył Cmentarz Bródnowski dopiero w l. 20-tych XX w. W 1924 r. dokończono kamienne ogrodzenie wzdłuż ul. Św. Wincentego38, w 1925 r. wzniesiono mur wzdłuż granicy północnego-zachodniej, a w 1926 r. - południowej i południowo-zachodniej. Tym samym, w 1927 r. nekropolia została wreszcie całkowicie ogrodzona murem o długości ok. 5 km i wysokości 3-5 m.

Pełne ogrodzenie cmentarza nastąpiłoby może wcześniej, gdyby nie szereg czynników, nie zawsze natury finansowej (aczkolwiek rzeczywiście była to główna przeszkoda). Sprawę komplikowały m.in. ciągłe, a to wznawiane, a to przerywane, starania o poszerzenie cmentarza. Zarząd nekropolii - poniekąd słuszne - zwlekał z budową muru wokół całego cmentarza, licząc się z tym, że za rok-dwa trzeba będzie go zburzyć, aby przyłączyć nowe tereny, które i tak trzeba będzie za ciężkie pieniądze ogrodzić. Warto zresztą zauważyć, iż właśnie od strony północno-wschodniej, skąd planowano "dobierać" teren pod nowe groby, najdłużej nie było ogrodzenia.

Początkowo na Cmentarz Bródnowski prowadziły dwie bramy znajdujące się na krańcach Alei Głównej. Najbardziej reprezentacyjne było wejście najbliżej miasta, czyli od ul. Św. Wincentego. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że jeszcze w 1977 r. oświetlały je latarnie gazowe39.

Do 1934 r. liczba bram powiększyła się o trzy: dwie od ul. Odrowąża i jedną od ul. Św. Wincentego, aczkolwiek planowano wybicie dodatkowej furty od ul. Św. Wincentego, służącej jako wyjście dla odwiedzających cmentarz w Święto Zmarłych. Stale otwarte były tylko wejścia na krańcach Aleii Głównej.

Po II wojnie światowej dodano bramę przy nowym kościele Matki Boskiej Częstochowskiej, od ul. Św. Wincentego i ul. Budowlanej. Dziś, jak przed wojną, codziennie czynne są tylko bramy na krańcach Alei Głównej, co ma o tyle praktyczne uzasadnienie, że znajdują się przy nich zabudowania zarządu cmentarza (od ul. Św. Wincentego) oraz przystanki autobusowo-tramwajowe.

O administracji i innych porządkach cmentarnych

Uważny czytelnik na pewno zwrócił uwagę, iż to władze miejskie, nie kościelne, prowadziły wszelkie działania wokół założenia, a potem utrzymania nekropolii bródnowskiej. Takie były bowiem czasy, że sprawami pochówków trudnił się Magistrat (zob. Warszawa cmentarna. Dozory kościelne i cmentarne), i jakkolwiek jego działalność bywała oceniana różnie, to nie można zaprzeczyć, iż generalnie dbał, aby nie zabrakło ani miejsca dla zmarłych, ani stosownej infrastruktury, a przede wszytkim... pieniędzy w kasie cmentarnej ;)

O dwóch pierwszych zagadnieniach opowiedziałyśmy sobie wyżej, tymczasem przyjrzyjmy się "praktycznej" stronie funkcjonowania Cmentarza Bródnowskiego tj. jego organizacji przestrzennej i finansom.

Już pierwsze spojrzenie na plan nekropolii daje nam obraz pełnych harmonii proporcji i czystego funkcjonalizmu, typowych dla projektów powstałych w urzędach, a nie pracowniach artystycznych. Za "szkielet" Cmentarza Bródnowskiego służą bowiem dwie, szerokie (ok. 9 m) aleje. Pierwsza, ciągnąca się od ul. św. Wincentego do skrzyżowania ul. Odrowąża i Budowlanej na długości 1,25 km, zyskała miano Alei Głównej. Mniej więcej w połowie przecina ją Aleja Szeroka, prowadząca od bramy przy ul. Budowlanej do dawnego wyjścia na ul. Rzeszowską przy cmentarzu żydowskim. Obie aleje, wylane asfaltem, wyposażone w chodniki i obsadzone drzewami stanową całkiem urocze arterie komunikacyjne nekropolii. Uzupełnia je Aleja Lipowa, zaczynająca się przy drugiej bramie od ul. Św. Wincentego i biegnąca do Alei Szerokiej.

Wszytkie pozostałe alejki wyznaczono jako prostopadłe lub równoległe do alej głównych, przez co uzyskano prostokątne kwatery, których w 1904 r. było już 56340. Skrupulatnie je zresztą wymierzono i zaprojektowano, aby zmieściły 6 rzędów grobów po 32 mogiły każdy.

Warto w tym miejscu uczynić dygresję, że jakkolwiek Cmentarz Bródnowski mniej lub bardziej teoretycznie zakładano dla biedniejszych Warszawiaków, to nie planowano utworzenia na nim mogił zbiorowych, które jeszcze do niedawna (tj. co najmniej do 1882 r.) funkcjonowały na szacownych Starych Powązkach41. Dominującą i przez długi czas jedyną formą pochówku na Bródnie były tzw. groby w linii, czyli sprzedawane według kolejności w rzędzie i z gwarancją nienaruszalności na 15-20 lat. Według taryfy opłat, przypominanej przez prezydenta Sokratesa Starynkiewicza w 1888 r., możliwe było jednak wybranie sobie miejsca w rzeczonej linii, aczkolwiek pociągało to za sobą dodatkowy wydatek.

Nie tylko zresztą ubodzy mogli znaleźć na Bródnie godne miejsce wiecznego odpoczynku42. Mimo szczerych "niechęci" oficjalnych właścicieli cmentarza (tj. Kościoła), a zgodnie z prawem carskim ustanowionym jeszcze w 1846 r., Cmentarz Bródnowski przyjmował również doczesne szczątki różnych "odszczepieńców". W l. 1906-1914, dopóki nie powstała osobna nekropolia, grzebano tu więc mariawitów. Nawet jednak po odzyskaniu "niezawisłości" od Magistratu, zarząd, na polecenie władz Drugiej Rzeczypospolitej, musiał utworzyć osobną kwaterę dla ateistów, wyznawców religii nie uznawanych przez państwo lub też rytów pogańskich, gdzie w późniejszym czasie grzebano również Cyganów. Udostępniono ją dla pochówków 21 lutego 1929 r. na powierzchni 5 morgów (ok. 2,8 ha) w północno-wschodniej części cmentarza, która miała starczyć na 1500 mogił. Dostęp do niej był również możliwy przez specjalnie wybitą furtę43. Dnia 29 lutego 1929 r. odbył się w kwaterze "bezwyznaniowców" pierwszy pogrzeb, niejakiego Michała Korzenikowowa, członka misji sowieckiej.

Wróćmy jednak do samego planu nekropolii. W przeciwieństwie do Cmentarza Powązkowskiego na Bródnie zaprowadzono logiczny i elastyczny system numeracji kwater. Jego "oś" stanowi Aleja Główna, od której ciągnął się prostopadłe rzędy kwater, kolejno numerowanych od bramy przy ul. Św. Wincentego: na lewo liczbami nieparzystymi, na prawo parzystymi. W miarę powiększania cmentarza nowym kwaterom w rzędzie dodawano po prostu kolejną literę alfabetu. System ten obowiązywał prawdopodobnie od początku funkcjonowania cmentarza, w każdym razie w 1905 r. pozwolił dziennikarzowi "Kuriera Warszawskiego" precyzyjnie opisać lokalizację niektórych grobów44. Jedynym odstępstwem od tej zasady są kwatery wzdłuż ul. Św. Wincentego, za budynkiem zarządu cmentarza, numerowane równolegle do Alei Głównej od 108 do 114 i literami od F do R wzdłuż Alei Szerokiej.

Osobną kwestią, niemniej godną naszej uwagi, są finanse cmentarne. Już od zarania dziejów nekropolii bródzieńskiej opłaty pogrzebowe znacznie różniły się od taryfy obowiązującej na Starych Powązkach tzn. były o wiele niższe. W 1888 r. prezentowały się następująco45:

a) za pochowanie, wykopanie grobu, posługę religijną

KlasaDorośliDzieci
I100 rs 50 kop.2 rb 50 kop.
II7 rb 50 kop.1 rb 60 kop
III4 rb 50 kop.65 kop.
IV2 rb 3 kop.45 kop.
V1 rb 50 kop. 
VI60 kop. 

b) za przewiezienie zwłok na Bródno pobierano taką samą opłatę jak na Powązkach;

c) za wybór miejsca: 2 rb (dorośli), 1 rb (dzieci);

d) za wykup miejsc: 1 rb / łokieć kwadratowy;

e) za pomni czasowy na gruncie niewykupionym: 50 kop.;

f) za ogrodzenie sztachetami drewnianymi grobu: 2 rb (grób o powierzchni 8 łokci kw), 4 rb (16 łokci kw.);

g) za osadzenie tablicy w murze: 5 rs.

Przed 1904 r. taryfa uległa modyfikacjom m.in. w kwestii opłat za groby. Za miejsce wiecznego odpoczynku należało więc zapłacić46:

KlasaCena
I30 rb
II20 rb
III12 rb

Dla przypomnienia dodam, iż opłaty pogrzebowe uiszczane były w kasie miejskiej i to miasto zarządzało zgromadzonym w ten sposób funduszem (zob. Warszawa cmentarna. Dozory kościelne i cmentarne). Był on chyba niemały, lecz sposób dysponowania tymi środkami budził spore zastrzeżenia, głównie wśród duchowieństwa. Kiedy w 1934 r. świętowano półwiecze nekropolii bródnowskiej na łamach "Gazety Warszawskiej" pisano:

"Gospodarka magistratu okupacyjnego prowadzona była rabunkowo, bez uwzględnienia potrzeb cmentarzy, czego najlepszym dowodem jest suma 374 290 rb wywiezionych przez Rosjan, a stanowiących tzw. "fundusz pokładny", powstały z opłat za grzebanie zmarłych."47

W moim przekonaniu zgromadzenie kapitału jest raczej pozytywnym zjawiskiem, lecz rzeczywiście zastanawiające jest, że ciągle brakowało pieniędzy na inwestycje cmentarne. Należy jednak pamiętać, iż zarówno dozór, jak i władze miejskie w pewnych kwestiach miały dość ograniczone możliwości działania (biurokracja, uzależnienie wszelkich posunięć od decyzji władz centralnych i/lub wojskowych)48.

Nowy dozór chwalił się jednak, iż za jego czasów "dzięki zapobiegliwości o oszczędnej gospodarce" ogrodzono cmentarz murem na długości 4 km, wybrukowano 4 km dróg i 2,5 km chodników, ustawiono słupki informacyjne oraz zamontowano latarnie49. Inna rzecz, iż po przejęciu zarządu cmentarzami przez kościół drastycznie podniesiono opłaty pogrzebowe, ale to już inna bajka.

W XX w. nekropolia bródzieńska stała się prawdziwą instytucją pogrzebową, ze wszytkim konsekwencjami tego słowa, a więc również biurokracją. Na początku l. 60-tych XX w. Olgierd Budrewicz porównywał wizytę w administracji cmentarnej do załatwiania spraw w urzędzie kwaterunkowym, gdzie w salce:

"przedzielonej drewnianą ścianką (...) zainstalowano okienka dla petentów. Na ścianie, w grubych, bardzo czarnych ramach, wisi plan cmentarza (...). Obok, na blaszanej tabliczce, umieszczono wzory grobów - żeby nie było nieporozumień, towar pokazano przy pomocy kolorowych rysuneczków, tabela cen uwzględnia dwa rodzaje grobów: normalny i dziecinny, a spośród nich wyróżnia dwa podrodzaje w każdej kategorii - "kurkę" i "darnię". ceny wahają się od 85 do 150 złotych. W biurze obowiązuje język rzeczowy: "Sołtysiakowa na trzydziestce leży", Myśmy chcieli ciało pochować", "On do tamtego grobu idzie", "Czy to dorosła osoba?" "Do kasy proszę!"50

To specyficzne przedsiębiorstwo zatrudniało wówczas 10 grabarzy, 4 żałobników, 4 dozorców i pewną grupę pracowników fizycznych, wspierających kiedy trzeba stałą ekipę cmentarną. W 1955 r. pracownikom wyznaczono normę pogrzebów (12 dziennie), wymiar pracy określając wdzięcznym terminem "trupogodzin"51. A że w PRL normy były po to, aby je przekraczać, toteż dla ofiarnych "budowniczych socjalizmu" jako premię oferowano bezpłatną miejscówkę na cmentarzu ;)

Żarty, żartami, ale warto przy okazji zauważyć, iż Cmentarz Bródnowski posiada nie tylko własny kącik w internecie, ale również komputerową ewidencję zmarłych, czego jakoś nie mogą doczekać się dwa razy mniejsze Stare Powązki...

O klimacie cmentarno-lokalnym

Dziś Cmentarz Bródnowski (przynajmniej w części bliżej ul. Św. Wincentego) sprawia wrażenie szacownej nekropolii, tu i ówdzie nastrojowo ocienionej drzewami, choć co prawda o nieco monotonnej "architekturze". Podobnie jak w przypadku Starych Powązek, i Bródno musiało długo pracować na ów "dostojny" wizerunek.

Mimo zamiaru władz miasta, aby Cmentarz Bródnowski pełnił funkcję nekropolii ogólnowarszawskiej, od początku był on przede wszytkim miejscem pochówku ludzi niezamożnych lub wręcz biednych. Trudno się zatem spodziewać, dzieł sztuki wznoszonych na ich grobach, a i potrzeby estetyczne takiej klienteli były z pewnością znacznie mniejsze niż rodzin inteligenckich czy szlacheckich, grzebiących swych zmarłych na Starych Powązkach.

Cmentarz traktowano więc przede wszytkim jako centralną nekropolię Warszawy, toteż kiedy podczas prac ziemnych (np. wokół sieci wodociągowo-kanalizacyjnej) odkrywano jakieś zwłoki, przenoszono je najczęściej właśnie na Bródno, nie zawsze dbając zresztą o upamiętnienie tych masowych pochówków52.

Z biegiem lat status nekropolii bródzieńskiej stopniowo się poprawiał, a właściwie demokratyzował53. Już w 1904 r. prasa donosiła, że coraz więcej zamożnych osób kupowało tam groby, podając zresztą jako przyczynę "przełamania uprzedzeń"... podniesienie opłat na Starych Powązkach. Obok mogił "szarzyzny ludzkiej"54 stopniowo pojawiały się na Bródnie i miejsca "wskrzeszające wspomnienia dziejów". Już w 1905 r., korzystając z chwilowego zelżenia cenzury, dziennikarz "Kuriera Warszawskiego" precyzyjnie podawał lokalizację grobów ofiar ówczesnych demonstracji (kw. G72, G74, 60 i dalej).

Opinię nekropolii "drugiej kategorii" przełamano jednak dopiero w czasach Drugiej Rzeczpospolitej, do czego przyczyniły się pogrzeby takich osobistości jak kardynał Aleksander Kakowski (1862-1938, kw. 7A), polityk Roman Dmowski (1864-1939; kw. 15A) czy minister robót publicznych i zarazem wybitny uczony Witold Firlej Broniewski (1880-1939; kw. 29A). Wagę cmentarza podniosły również mogiły ofiar II wojny światowej (w tym pierwszy w wyzwolonej Warszawie pomnik na grobie zamordowanych 2 sierpnia 1944 r. w kw. 114 H) oraz "miejsca symboliczne" np. figury Najświętszej Marii Panny czy tzw. wysokie brzozy, gdzie czczono pamięć m.in. zamordowanych w Katyniu. Jakkolwiek Cmentarz Bródnowski nigdy nie doczekał się Alei Zasłużonych, to liczne pochówki znanych osób uczyniły zeń takie małe, praskie Powązki. Oprócz wyżej wymienionych warto więc wspomnieć o grobach m.in. Mieczysława Foga (kw. 10A), Tony'ego Halika (kw. 31D) lub... trzynastu biskupów z Faras55 czy Ksawerego Rokossowskiego, ojca marszałka ZSRR i PRL (kw. 15G). Z drugiej strony jest również Cmentarz Bródnowski nekropolią "proletariacko-klerykalną", gdyż obok rzesz robotniczych spoczywają tu działacze organizacji socjalistycznych (np. Grzegorz Kornacki kw. 27H) oraz biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice.

Sądząc po starych zdjęciach, wzmiankach w prasie lub przewodnikach, Cmentarz Bródnowski długo nie miał atmosfery skłaniającej do zadumy, a szczególnie często utyskiwano na brak ogrodzenia i kiepski dojazd. Estetyka cmentarza, mało chyba obchodziła tak jego zarząd, jak i rodziny zmarłych56.

W 1894 r. dziennikarz "Tygodnika Ilustrowanego" tak opisywał nekropolię bródzieńską:

"Wydma piaszczysta, zda się, jak rozpacz bezbrzeżna, jak skarga tęskna, jak żal ponura, w majestacie smutku przepotężna i w grozie brutalna...

Na Brudnie[!], na tej łez płaszczyźnie, nie szumią drzewa, jak na starem powązkowskiem cmentarzysku - tu wichry wyją i piaski roznoszą, tu jak burza coś huczy w powietrzu, tu cienie jakieś migają, jak koboldów roje, zlewają się w całe plutony i kolumnami płyną i płyną! Tu niema tego spokoju, zacisza, ni woni ogrodu, ni barwnych kwietników...

Ot, jak na wydmie: jakieś mgły unoszą się ze świeżych mogił nad całym obszarem badylami i ostem zarosłym, jakieś opary snują się szarymi woalami i, jak karyatydy łącza się z firmamentem, dźwigając na olbrzymich swych barkach całuny chmur... To padół łez!...

Gdy spojrzysz zdała, tylko garstka grobowców i krzyżów widnieje i główna aleja, jak zielona wstęga pluszowa, jeży się młodemi drzewkami.

Tam hen, daleko, przeszedłszy naukos całą przestrzeń cmentarna po za wyłomem parkanu, jest dolinka piaszczysta, gdzieniegdzie jeno kępami murawy upstrzona, śród której w nieładzie rozrzucone mogiły i grobowce."57

Minęło dziesięć lat, a na Bródnie niewiele się zmieniło. "Kurier Warszawski" pisał wówczas o "krzyczącym zaniedbaniu"58 bródnowskiej nekropolii spowodowanym m.in. brakiem parkanu, przez co piasek z sąsiednich wydm zasypywał groby, a wśród mogił wałęsały się psy lub... krowy z dóbr Pelcowizna. Wolny wstęp na nekropolię mieli również wszelkiej maści złodzieje (zob. niżej) i pospolici wandale. W kilkanaście lat po wystawieniu monumentu poecie, Włodzimierzowi Stebelskiemu, jego stan tak opisywał pewien dziennikarz:

"(...) jacyś ludzie o niskiej kulturze powyrywali wnętrze liter, porysowali kamień i pozostawili swoje podpisy na grobie. Z ostatnich wpadł mi w oko podpis, uczyniony ręką człowieka o wyrobionym charakterze pisma. Brzmi on: "Czesław Janczewski 27/8 1907 r." i został położony dla dłuższego utrwalenia, ołówkiem anilinowym."59

Z kolei w 1917 r. inny reporter donosił, że nekropolia zawalono była setkami drewnianych ławek i krzyży, których nikt nie sprzątał z wyjątkiem... złodziei60.

Przez długie lata dopominano się przede wszytkim o zadrzewienie cmentarza, co administracja nekropolii jako tako realizowała. W 1904 r. zieleń stanowiła: "(...) główny wdzięk cmentarza, poza tem smutnie jednostajnego"61. Mimo zwiększającej się ponoć liczby pochówków osób zamożnych o Cmentarzu Bródnowskim pisano:

"Nie ma on grobowców okazałych, nie przemawia z pomników głośnemi nazwiskami, nie wskrzesza wspomnień dziejów. Proste mogiłki szarzyzny ludzkiej, a w grobowcach - zdawkowy szablon kamieniarzy z przedmieścia - oto tło zasadnicze, na którym efektowniejszy dowód ludzkiej pamięci jest rzadkością."62

Sztuka cmentarna nie mogła na Bródnie zresztą zakiełkować nie tylko ze względu na ubóstwo grzebanych tam osób, ale również przepisy wojskowe, zabraniające wznoszenia obiektów o głębokich fundamentach, a więc m.in. mauzoleów czy w ogóle grobów murowanych63. Przez długi czas jedynym okazalszym nagrobkiem, wspominanym w artykułach poświęconych nekropolii bródnowskiej, był więc monument Włodzimierza Stebelskiego64. Z czasem, do grona wartych odwiedzenia zaliczono również pomniki starej kupieckiej rodziny Lesiszów, mauzoleum Lityńskich, kryjące prochy wiceprezydenta Towarzystwa Dobroczynności, Wierusz-Kowalskich, profesora konserwatorium Sobolewskiego, Stachiewiczów, Sikorskich czy archiwisty Józefata Detmerskiego.

Obraz "nędzy i rozpaczy" Cmentarza Bródnowskiego potwierdzają nieliczne zresztą zachowane fotografie czy ryciny. Na jednej z nich (zob. il. obok) ukazano "cmentarny zakątek", czyli pomnik poety Włodzimierza Stebelskiego. Na innych, zebranych m.in. przez Walerego Przyborowskiego, widzimy puste trawniki, od czasu do czasu urozmaicone jakimś rachitycznym drzewkiem czy prowizorycznym nagrobkiem.

Dopiero po 1908 r. wizerunek nekropolii zaczął się nieco poprawiać65. Niedaleko głównej bramy znalazły się więc klomby kwiatowe: "gustownie urządzone staraniem ogrodnika cmentarnego"66, wybrukowano główne alejki, dodano chodniki, a przede wszytkim wystawiono mur od zachodniej i północnej strony, dzięki czemu piach z sąsiednich wydm nie zasypywał już mogił i roślin.

Istną plagą były kradzieże67. Początkowo trudno było z nimi walczyć ze względu na fragmentaryczne ogrodzenie (zob. O ogrodzeniu i bramach). Teoretycznie cmentarz posiadał dozorców, ale różnie bywało z ich obowiązkowością, skoro masowo "ginęły" metalowe wieńce i krucyfiksy, rzeźby, blachy z nazwiskami, a nawet litery ołowiane. W 1917 r. dziennikarze donosili np., że złodzieje rabowali co się da zarówno w nocy, jak i w biały dzień, a proceder ułatwiali dozorcy, którzy zamiast pilnować, spali po kątach. W "naszych czasach" nie jest zresztą lepiej. W 1971 r. okradziono kościół Matki Boskiej Częstochowskiej68, a chociaż cmentarz otoczony jest wysokim murem, gazety warszawskie co i rusz donoszą o kradzieżach nie tylko zniczy, wieńców czy metalowych tablic, ale nawet masywnych płyt, przykrywających mogiły.

"Klimat" Cmentarza Bródnowskiego "harmonizował" z atmosferą okolicy, wyjątkowo długo zachowującej charakter półwiejski i ćwierć miejski zarazem. Na poczatku l. 60-tych XX w. Olgierd Budrewicz tak opisywał podróż ul. Św. Wincentego:

"Jedzie się meandrami ulicy, wśród rynsztoków, drewnianych domów, opłotków, prawie wiejskich, pomiędzy witrynami trzydziestu firm kamieniarskich, które oferują klientom śliczne, zgrabne, gładkie, błyszczące, okazałe, bardzo drogie płyty grobowe i pomniki."69

Dziś (2011 r.) dzielnica straciła swą "malowniczość", chociaż nadal o bliskości cmentarza świadczą wystawy nie mniej licznych niż dawniej firm kamieniarskich. Nie znajdziemy natomiast rynsztoków i opłotków, a jedyny drewniany dom stoi przy Rondzie Żaba i grozi mu zburzenie w związku z planowanym poszerzeniem ul. Św. Wincentego.

Z krajobrazu "Bródna Cmentarnego" zniknęła też instytucja, bez której żaden "szanujący" się cmentarz nie mógł się ongiś obejść. Mowa o restauracji "Krańcowa" tudzież "Ostatni przystanek", zwanej wśród mieszkańców Bródna "Barem pod trupkiem" lub "Ostatnim groszem". Znajdował się on przy końcowym przystanku linii tramwajowej, na przeciwko głównej bramy przy ul. św. Wincentego 86 w: "jednopiętrowym, widmowym, chwiejącym się na wietrze drewniaku - wchodzi się tam pod śliczny daszek w stylu kubańskiej bodegi i oczywiście kurczowo ściska się portfel z pieniędzmi."70 Knajpa niemal od zawsze stanowiła miejsce, gdzie mieszkańcy Bródna, Targówka, Pelcowizny odbywali huczne stypy (zwane także "syrkiem", a przez personel cmentarny "konselacją"), a jej istotne miejsce w krajobrazie kulturowo-obyczajowym zostało uwiecznione w "pieśni" spisanej przez Olgierda Budrewicza:

"Na Świętego Wincentego
Wprost Cmentarza Bródnowskiego
Piwko się w butelkach pieni
W budce z piwkiem panny Gieni
Po pogrzebie, kto żyw, rusza
Do Gieni na Haberbusza71
Tu są zdrówka wszystkich pite
Tych, co odwalili kitę.

I sobie piweczko popija,
Hej, popija! Hej, popija!
Gul, gul, gul, gul, gul, gul,
Gloryja, hej, gloryja, hej, gloryja!"72

Żywot "Trupka" dobiegł końca w 1967 r., a na jego miejscu znajdują się obecnie zakłady kamieniarskie. Szkoda, szkoda...

Wreszcie trzeba też wspomnieć o niezwykłej metamorfozie, jaką i nekropolia bródzieńska, i okolica przechodzą na przełomie października i listopada każdego roku. Wówczas teren przy bramach cmentarnych zamienia się w: "największy w kraju - obok Częstochowy i Kalwarii - bazar wspaniałej, monumentalnej, zapierającej dech szmiry"73. Cóż, domyślacie się, że chodzi o Wszystkich Świętych i Zaduszki, choć dziś okazji ku takim jarmarkom jest znacznie więcej (m.in. Boże Narodzenie, Wielkanoc), a i konkurencja wśród warszawskich cmentarzy bardzo ostra ;). Jeśli jednak komuś wydaje się, iż jest to wymysł naszych zlaicyzowanych czasów, to grubo się myli. W 1911 r. "Kurier Warszawski: donosił:

"Wędrówka zaduszna na Bródno od lat już wielu przybrała charakter żywiołowy. (...) Nie braknie i kramarzów, podsuwających przed oczy patrzącej z podziwem dziatwie pstre figurki krakowiaków, panien, strażaków, zachwalających garneczki z napisami "Pamiątka dla Mani, "Od Feliksa", "Dla Józefy" itd."74

"Nastrój" dodatkowo tworzyły gromady żebraków rozkładające się przed cmentarzem lub wzdłuż jego alejek, przygrywając zwiedzającym w tony różne m.in. zawodząc znane pieśni... kabaretowe75. Na tym tle stragany z "wszystkim po 5 zł" nie bulwersują już tak bardzo ;)

O komunikacji do-cmentarnej

Myśl założenia Cmentarza Bródnowskiego od początku miała charakter inicjatywy iście dalekosiężnej. Dostrzegali to i współcześni, jako główną wadę nowej nekropolii podając właśnie odległą lokalizację76.

Niemal równocześnie z poświęceniem cmentarza zaczęły się utyskiwano na trudności komunikacyjne. Bródnowskie camo santo znajdowało się bowiem dosłownie w polu. Utwardzone jezdnie kończyły się przy Dworcu Petersburskim77, natomiast w stronę cmentarza prowadziły głównie wiejskie drogi (m.in. od rogatek Ząbkowskich, czyli okolic wiaduktu nad dzisiejszą Al. Solidarności), na dodatek poprzecinane torami Kolei Nadwiślańskiej i obwodowej. Dzisiejszą ul. 11 Listopada (d. Esplanadowa, Śliwickiego) wytyczono dopiero na przełomie l. 80-tych i 90-tych XIX w., ale i tak wiele wody w Wiśle upłynęło zanim nadawała się ona do komunikacji masowej.

W ramach prac podczas organizacji cmentarza przeprowadzono również "adaptację" istniejącej drogi polnej, prowadzącej od dzisiejszego Ronda Żaba do skrzyżowanie ul. Budowlanej, św. Wincentego i Gilarskiej (dawne tereny Folwarku Bródno)78. Położono bruk na odcinku między cmentarzem a granicami Warszawy oraz nadano jej oficjalną nazwę "Św. Wincentego". Budowa ciągnęła się chyba dość długo, skoro jeszcze w 1889 r. dozór cmentarny zauważył zaniedbania ze strony dróżnika, który m.in. zamiast pilnować prac przy szosie "wydala się po całych dniach po za obręb swego stanowiska"79. Starania magistratu i tak nie zostały docenione przez potomność, gdyż w 1934 r. ks. Niemyski wytykał, iż droga była wąska, kręta (co utrudniało jazdę karawanom), brak było chodników i oświetlenia, latem ścieżkę zasypywał piach, a zimą śnieg i dopiero w 1900 r. dodano chodniki i nieco ją poszerzono80.

Już w 1884 r. wysuwano wiec postulaty budowy linii tramwajowej z wagonami specjalnie przystosowanymi do transportu trumien81, lecz nawet na wehikuł do przewożenia żywych trzeba było poczekać kilkadziesiąt lat.

Droga na cmentarz nie była więc łatwa, a środki transportu dostępne w 1884 r. tak mimochodem streścił redaktor "Kuriera Warszawskiego", Władysław Sabowski, w poleceniu służbowym wydanym jednemu z dziennikarzy:

"Jutro - dwunasta -południe,
Poświęcenie cmentarza w Bródnie;
Niech pan tam się uda w kolasie,
Zaczerpnąwszy kapitału w kasie.
P.S.
Mógłbyś pan też tam podążyć piechotą,
Lecz nie radzę, bo deszcz, zimno i błoto"82

W następnych latach wyglądało to podobnie: tramwajem konnym dojeżdżano do Dworca Petersburskiego, a potem omnibusem lub bryczką pod bramę cmentarza.

Największy problem stanowił transport zwłok, ograniczony dodatkowo przepisami sanitarnymi. W 1901 r. Magistrat nie zgodził się jednak na dowóz trumien kolejką Jabłonna - Wawer ze względu na trudności we wnoszeniu i znoszeniu zwłok z platform kolejowych83. Jednocześnie zgodzono się na budowę bocznicy kolejowej od dzisiejszego mostu Śląsko-Dąbrowskiego (d. Aleksandrowskiego) do samego cmentarza84.

W tym samym roku przewodniczący zarządu nekropolii, Józef Juszczyk, wystąpił do władz miejskich z żądaniem uporządkowania kwestii przechodzenia orszaków pogrzebowych przez przejazdy kolejowe za rogatką Ząbkowską, proponując jednocześnie budowę tunelu w tym miejscu85. I tym razem zabrakło funduszy, aczkolwiek Magistrat zabiegał o budowę wiaduktu nad ul. Stalową, aby przedłużyć linię tramwajową właśnie do Cmentarza Bródzieńskiego. W 1907 r. prasa informowała jednak, że w związku z przebudową linii kolejowej projekt nie tylko upadł, ale nawet planowano zamknąć przejście od strony Targówka. Na "pocieszenie" kolej obiecała wybudować tunel na końcu dzisiejszej ul. 11 listopada (d. Esplanadowej lub Śliwickiej), co więcej - z własnych funduszy.

Powoli cywilizacja wkraczała również i w "okolice" Cmentarza Bródnowskiego, gdyż jeszcze przed 1908 r. linię tramwajową przedłużono do ul. Stalowej. Przeniósł się tak i postój powozów, dzięki czemu wynajęcie bryczki kosztowało nieco mniej.

Nadal jednak wyprawa na Cmentarz Bródnowski wymagała nie lada determinacji, zwłaszcza w czasie Święta Zmarłych86. Jakimś cudem trzeba było w ogóle dojechać do granic miasta, co wbrew pozorom łatwe nie było. Wiele bowiem osób specjalnie dojeżdżało na stacje krańcowe tramwajów, przez co na dalszych przystankach nie dawało się wsiąść do wagonów. Gdy komuś udało się jednak dotrzeć do rogatek, zazwyczaj przesiadał się do bryczki, omnibusu lub specjalnych wehikułów przerobionych z... platform do transportu bydła. W granicach miasta ruch kołowy był jeszcze jako tako utrzymywany w porządku, lecz tuż po ich przekroczeniu rozpoczynał się jeden wielki zator drogowy zwany dziś pospolicie korkiem, a w owym czasie urozmaicany dodatkowo licznymi kłótniami między poszczególnymi uczestnikami ruchu. Nic zresztą dziwnego, że na Cmentarz Bródnowski trudno było dojechać, gdyż - pomijając wspomniane wymiary i kształt drogi - komunikację utrudniały ponadto kramy handlarzy, sprzedających świeczki, wieńce i... pierniki czy obważanki.

Dopiero po I wojnie światowej poprowadzono tramwaje w stronę Nowego Bródna i Pelcowizny. Jeszcze w początku l. 20-tych XX w. komunikacja szynowa kończyła się jednak na rogu Szwedzkiej i Stalowej (tramwaj nr 18), a dalej trzeba było radzić sobie samemu. Istniała jednak pewna alternatywa tj. autobus kursujący między Pl. Zamkowym a Nowym Bródnem, którym można było dojechać aż pod bramę cmentarną od ul. Odrowąża. W 1924 r. zastąpił go tramwaj, co wielkim sukcesem nie było, gdyż wszelkie formalności i tak trzeba było załatwiać w zarządzie przy ul. św. Wincentego, czyli dokładnie po drugiej stronie - niemałego przecież - cmentarza. Dopiero w 1933 r. uruchomiono tramwaj, podjeżdżający pod bramę główną nekropolii.

Mijały kolejne dekady, kiedy to ów jeden tramwaj musiał starczyć żywym, odwiedzającym zmarłych. W 1959 r. na Bródno zaczęła dojeżdżać kolejna linia szynobusów. Nie na długo zresztą, bo wkrótce (1969 r.) zastąpiły ją autobusy, który to stan trwa do dziś.

Utrudniona komunikacja do-cmentarna miała wpływ nie tylko na "samopoczucie" uczestników ceremonii pogrzebowych. Jak słusznie zauważył pewien dziennikarz, spora odległość i brak dogodnego połączenia powodowały, że cmentarz był rzadko odwiedzany87, co też wpłynęło na jego wyjątkowo nieciekawy wizerunek w pierwszych dekadach istnienia. Dziś na Cmentarz Bródnowski można się dostać całą masą autobusów oraz kilkoma tramwajami - do wyboru do koloru ;)88

Wrażenia z wycieczki

Na Bródno udałam się głównie z kronikarskiego obowiązku, gdyż z dawnych wycieczek, odbytych jeszcze w latach mego pacholęctwa, pamiętałam jeno morze jednakowych, brzydkich grobów i... bolące nogi. Cóż, plątanie się po 100 ha każdego może zmęczyć.

Tym razem moje wrażenia były nader pozytywne, gdyż - powiedzmy sobie szczerze - spodziewałam się po Bródnie czegoś gorszego ;-) No ale, po kolei.

Postanowiłam zachować się jak przystało na prawdziwą turystkę, czyli zacząć zwiedzanie od bramy głównej. O dziwo najbliższe kwatery wcale nie składały się z samego lastriko. Wiele grobów i grobowców wykonane zostało z piaskowca i chociaż skromne w formie, jakoś tak wyjątkowo ładnie wyglądały na tle współczesnej produkcji kamieniarskiej.

Dokonawszy oględzin okolicy bramy głównej, udałam się do zabytku nr 1 tj. kościoła św. Wincentego a Paulo. Niestety, jak to z zabytkami bywa, świątynia była zamknięta, więc mogłam ją podziwiać tylko z zewnątrz, zza gustownego metalowego płotka. Kościół faktycznie jest skromny w formie, choć wielkością znacznie przekracza rozmiar przeciętnej kaplicy cmentarnej. Pomalowano go też w całkiem sympatyczne kolory tj. ciemno-zielony, podkreślając belkowanie czarną farbą.

Po drodze do kościółka, zaraz po lewej stronie od wejścia mijamy wspomnianą poczekalnię dla personelu cmentarnego, budkę telefoniczną (sic!) oraz dzwonnicę. W oddali, na zachodzie majaczy kościół Matki Boskiej Częstochowskiej z bryłą stylizowaną na bardzo skromny gotyk.

Nas jednak interesują przejawy "wystroju" cmentarnego, zapuszczamy się więc w pobliskie kwatery. I tu jest problem: Bródno jest olbrzymie i dominuje na nim nowoczesna "zabudowa", między którą tylko od czasu do czasu można znaleźć jakąś na wpół zapadłą stelę, strzaskaną tablicę z piaskowca, figurkę Matki Boskiej, Jezusa, zatroskanego anioła czy pacholęcia na dziecięcym grobie. Opisywanie jednak gdzie na nie trafiłam nie ma sensu, bo po pierwsze nie pamiętam ;P, a po drugie zazwyczaj występowały w kilku egzemplarzach ulokowanych w różnych krańcach nekropolii. Napiszę zatem CO można znaleźć, Waszej ocenie zostawiając, czy warto szukać ;)

Przede wszytkim zapomnijcie o okazałych grobowcach czy wyniosłych kaplicach. Zwłaszcza tych ostatnich jest mało, acz udało mi się trafić na pewien przysadzisty egzemplarz niedaleko budynku zarządu cmentarza (Grób rodziny Tabaczków) oraz coś stylizowanego na neogotyk. Z kolei do większych grobowców zaliczyć można pomnik rodu Kostrzyńskich z charakterystycznym białym, masywnym krzyżem o nowoczesnej ornamentyce geometrycznej.

Większość starych pomników to zwykłe płyty z piaskowca z płaskorzeźbioną tarczą ozdobioną krzyżem i gałązką palmową. Zdarzają się też proste stele, rzadko zwieńczone choćby jakimś "gzymsem". Wyjątkiem jest może nagrobek rodziny Staszewskich (1891 r.), na który składa się stela, zakończona półokrągłym tympanonem z wpisaną alfą, omegą i PAX oraz klasycznymi naszczytnikami. Całość stanowi podstawę dla niewielkiego kamiennego krzyża przybranego wieńcem.

Sporo zachowało się pomników o rodowodzie romantycznym np. pnie drzew (w tym idealnie okrągłe kolumny z wykutą imitacją kory czy liści dębowych), stylizowane kopczyki kamieni, porośnięte kamiennym kwieciem i paprociami. Te ostatnie stanowią zazwyczaj cokół dla jakiejś rzeźby figuralnej lub krzyża.

No właśnie, rzeźby. Przetrwało ich stosunkowo niewiele, chociaż trafniej by było powiedzieć: przetrwało mało oryginalnych egzemplarzy. Na stosunkowo niewielkim terenie, jaki udało mi się obejść, naliczyłam średnio cztery wcielenia jednego wzoru pomnika! Oprócz tego spotkałam kilku znajomych z Cmentarza Powązkowskiego (np. nagrobek rodziny Pożlewicz z ok. 1918 r. powtarzający dosłownie kompozycję z grobu Marii Zofii Wieczorek z 1901 r.), a nawet z cmentarza ewangelicko-augsburskiego (nagrobek rodziny Traczewskich z ok. 1915 r.). Obok najpopularniejszych modeli (tj. Matek Boskich, aniołów, Jezusów) zdarzają się także zaiste "oryginalne" realizacje jak np. niemal naturalnej wielkości podobizna plutonowego Aleksandra Zborowskiego (zm. 1919 r.) czy powstańców z 1944 r. braci Kozłowskich.

Od l. 20-tych XX w. pojawiają się płaskorzeźbione, całopostaciowe podobizny różnych niewiast lub aniołów, "załamujących" się nad inskrypcją jakiegoś nieboszczyka. Modele te cieszyły się niemałą popularnością w całej Warszawie - obok Bródna, można je spotkać na mniejszych cmentarzach np. Tarchominie czy Służewiu.

Nie chcę nikogo urazić, ale poziom artystyczny bródnowskich nagrobków balansuje na granicy podmiejskiej tandety i prawdziwego artyzmu, zazwyczaj skopiowanego ze starszych, "zamożniejszych" nekropolii. Podobnie zresztą jak na wielu cmentarzach dawnych przedmieść Warszawy, również na Bródnie znajdziemy ślady malowania pomników, nieraz w dość "żywe" kolory. Nie mogę sobie wyobrazić (może to i zresztą lepiej) np. ogromnego krucyfiksu w skali 1:1 z grobu rodzin Torżewskich i Kosińskich, który pierwotnie musiał być cytrynowo-żółty.

Z innych wrażeń, pozwolę sobie nadmienić o faunie i florze. O ile na wielu cmentarzach dostojność atmosfery podkreślają tak szlachetne zwierzęta jak koty, na Bródnie ich populacja nie ujawnia się zbyt często. Za to podczas ostatniego spaceru nie mogłam się opędzić od... wiewiórek! Małe, bezczelne łaziło za mną ciągle żebrząc o coś dobrego, choćby pańską skórkę, którą kupiłam przed wejściem!

Drugi element środowiska naturalnego, który mnie zadziwił to ogromna ilość... chmielu porastającego groby ;). Normalnie na cmentarzu można się spodziewać bluszczu, dzikiego wina, ale chmiel! Co nie zmienia faktu, że wyglądało to dosyć ładnie. Większa część nekropolii jest też przyzwoicie zadrzewiona, acz niestety im bliżej skrzyżowania ul. Odrowąża i Budowlanej tym więcej przysłowiowych "patelni", gdzie jedyne drzewa to te, posadzone wzdłuż Alei Głównej i Szerokiej.

Z kolei miłą niespodziankę stanowią widoczne ślady konserwacji niektórych pomników, prowadzonej przez Społeczny Komitet Opieki nad Cmentarzem Bródnowskim. Gdzieniegdzie pieczę nad starymi grobami sprawują nawet rodziny okolicznych zmarłych. Widziałam np. fragment nagrobka dosłownie odkopany spod piachu i ozdobiony kwiatami oraz płonącym zniczem. Wzruszające.

Niestety nie dało się też nie zauważyć wielu pomników wciśniętych między "plecy" lastrikowych koszmarków. Czasem nowi "sąsiedzi" posuwali się nawet do samowolnego "upiększania" zabytku, pokrywając go srebrną farbą, coby lepiej pasował do lastriko :-/

Ma też Cmentarz Bródzieński swoje curiosa. Ot, na ten przykład Daimona odkryła nagrobek... wampira! Tak, tak drogie dzieci, w kwaterze 4D, rząd II, pochowany został niejaki Ignacy Kowalewski(?), który zmarł 6 września 1913 r. w wieku... 682 lat! :-) Zobaczcie sami ;-)

© Sowa
31.10.2011

Przypisy:

  1. Pomiar narzędziem Serwisu mapowego m.st. Warszawy. Zobacz też O powiększaniu cmentarza.
  2. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1888, nr 149, s. 1-2.
  3. Podobno grunty na lewym brzegu Wisły, zwłaszcza niedaleko rogatek były dosyć drogie. - "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1.
  4. Proszę się nie śmiać, takie były zalecenia specjalnej instrukcji wydanej jeszcze w 1846 r. i zawierającej szczegółowe wskazówki, co należy uwzględnić przy zakładaniu nekropolii. - Zob. Policya lekarska : o grzebaniu ciał zmarłych [lub Postanowienie Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego i przepisy względem grzebania ciał zmarłych], Warszawa 1846
  5. Jeśli myślicie, że jakoś ułatwiało to nabycie gruntów, to... cóż... jesteście w błędzie ;) (zob. O powiększaniu cmentarza).
  6. W 1891 r. na cmentarzu znaleziono dobrze zachowaną karabelę, pałasz kawaleryjski i kosę, a ok. 1898 r. wykopano... srebrną monetę hiszpańską z 1641 r. - Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego III 161, IX 164. Archiwum m.st. Warszawy ; "Rzeczpospolita" 1921, nr 172 wyd. por., s. 6.
  7. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1882, nr 193, s. 5 ; 1883, nr 5, s. 4 ; 1884, nr 324a, s. 1.
  8. Pomnik znajdował się w kw. 7A, lecz został usunięty po odzyskaniu niepodległości (ze względu na inskrypcję łacińską zaczynającą się: "Panowania Aleksandra III..."). W 1938 r. pochowano w tym miejscu arcybiskupa Aleksandara Kakowskiego. - Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 21.

    W starych przewodnikach datę założenia cmentarza przesuwa się na 1878 r., za którą to "dywersję" Franciszek Galiński oskarża redakcję "Wędrowca" z 1893 r. Jest to jednak data błędna.

  9. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1, 1888, nr 149, s. 1-2.
  10. Bynajmniej nie oznaczało to definitywnego zamknięcia Cmentarza Powązkowskiego dla pochówków, jak można przeczytać w niektórych publikacjach. Pogrzeby kontynuowano w grobach wykupionych na własność.
  11. Szczegółową statystykę pochówków z l. 1884-1934 r. zebrał ks. Wacław Niemyski: W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 80-81.

    Dane z lat powojennych podaję za: M. Walecki, Przewodnik po cmentarzu na Bródnie w Warszawie, Warszawa 1977, s. 15.

  12. Spis kapelanów Cmentarza Bródnowskeigo do 1934 r. podaje ks. Niemyski w swojej pracy: W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 67.
  13. Dzieje Cmentarza Bródnowskiego po 1939 r. oprac. na podst.: Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 35-45.
  14. Podaję za: O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 202-203.
  15. Zob. np. : Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego VII 147. Archiwum m.st. Warszawy (artykuł z "Gazety Codziennej 1896, nr 94).
  16. Plan z l. 1936-1940 w Serwisie mapowym m. st. Warszawy oraz W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 57 ; Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 20 ; M. Walecki, Przewodnik po cmentarzu na Bródnie w Warszawie, Warszawa 1977, s. 11.
  17. Przeliczniki jednostek powierzchni przejęłam następujące:
    1 morga (nowopolska) = 300 prętów kw. = 0,55976 ha a wiec 1 pręt kw. = 0,002 ha
    1 pręt kwadratowy (nowopolski) = 0,001867 ha
    1 łokieć kwadratowy (nowopolski) = 0,000033 ha
    1 dziesięcina = 1,1 ha (urzędowa miara rosyjska dla ziem na wschód od Bugu)
    1 sążeń kwadratowy (nowopolski) = 36 stóp kw.= 0,0003 ha
    1 sążeń kwadratowy (rosyjski) = 0,000455 ha
    - Dawne jednostki miar ; Hasło: Miary rosyjskie [w:] Wikipedia : wolna encyklopedia.
  18. Poszczególne wartości pochodzą kolejno z: "Kurier Warszawski" 1883, nr 5, s. ; Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XIII 326. Archiwum m.st. Warszawy ; "Słowo" 1906, nr 193, s. 3.
    Por. różne wartości dziesięciny.
  19. Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 22 ; W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 58-59.

    Ksiądz Niemyski nie wspomina o oddaniu terenu wojsku, aczkolwiek rzeczywiście od strony ul. Odrowąża przy cmentarzu żydowskim na planie z 1916 r. widać zagadkową "wyrwę" w powierzchni nekropolii, lecz daleko jej do 4,5 ha.

    Według tego samego autora linia drogi odcięła trójkątny obszar cmentarza o powierzchni 109 sążni kw. tj. 566 m2 (0,56 ha), chociaż po przeliczeniu zarówno na miary nowopolskie daje to ok. 0,33 ha lub wg miary rosyjskiej - 0,5 ha.

    Teren ten zamierzał odkupić niejaki Antonii Markiewicz, który jednak po I wojnie światowej sprzedał dozorowi swój plac. Razem z pierwotnie odciętym fragmentem cmentarz miał na tym zyskać ok. 0,87 ha (przedwojenne posesja przy ul. Białołęckiej 1). - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 58-59.

    Droga do Nowego Bródna to dzisiejsza ul. Odrowąża, lecz według planu Warszawy z 1916 r. biegła ona tak daleko od cmentarza, iż nie wyobrażam sobie, jak mogła cokolwiek odciąć...

  20. "Rola" 1890, nr 1, s. 8.

    Ksiądz Niemyski notuje trzy takie "doświęcenia" nie wspominając o tym z 1890 r. - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 58.

  21. Oprac. na podst.: "Słowo" 1906, nr 193, s. 3 ; Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XIII 326, XIV 219, XV 51, XVI 100, 224, 252. Archiwum m.st. Warszawy.

    Z części wycinków, datowanych prawdopodobnie ręką Przyborowskiego, wynika jakoby grunt rzeczywiście kupiono. Być może sprawa ciągnęła się dość długo i miała jakieś "nieoczekiwane zwroty akcji".

  22. Co więcej, Towarzystwo w każdej chwili mogło wymówić dzierżawę swoich terenów i np. sprzedać je w celu powiększenia Cmentarza Bródnowskiego. - Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XV 51. Archiwum m.st. Warszawy.
  23. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2, 1905, nr 324, s. 4 ; "Słowo" 1906, nr 193, s. 3 ; Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXI 51, XXVII 123, XXVIII 24, 175. Archiwum m.st. Warszawy
  24. Od południa znajdowały się drogi publiczne, prostopadłe do nekropolii (m.in. ul. Cmentarna). Natomiast o Bródnie Cmentarnym pierwsze czytam, ale nazwa mi się podoba ;)
  25. "Nowa Gazeta" 1906, s. 7.
  26. Oprac. na podst.: "Godzina Polska" 1916, nr 68, s. 6 ; Zbiór Korotyńskich, sygn. 19755, Archiwum m.st. Warszawy (wycinek prasowy z datą 5 listopada 1916).
  27. "Godzina Polska" podaje jakoby były to tereny po dawnej prochowni, która jednak znajdowała się na zachód od cmentarza, przy dzisiejszej ul. Odrowąża.
  28. Oprac. na podst.: W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 75 ; "Rzeczpospolita" 1921, nr 172 wyd. por., s. 6.

    Według niedatowanego planu ze zbiorów Korotyńskich, w miejscu dzisiejszego kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej znajdował się "ogród i plantacye". - Zbiór Korotyńskich, sygn. 19755. Archiwum m.st. Warszawy.

    Oba "nieużytki" cmentarne widać zresztą na fotoplanie z 1945 r.

  29. W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 61.

    W 1927 r. podczas wytyczania pasów zieleni wzdłuż ul. Odrowąża, dozór wynegocjował przesunięcie muru na odległość 25 m od ulicy (nie jak planowano 50 m), choć i tak w miejscach sąsiadujących z zabudowaniami nie wolno było grzebać zmarłych bliżej niż w odległości 50 m od domów. W tym samym roku włączono w obręb nekropolii wydmy wzdłuż linii tramwajowej, zrównując tym samym linię muru Cmentarza Bródnowskiego z sąsiednim kirkutem, co by oznaczało, ze w 1924 r. poświęcono zalewie część terenów o dawnej prochowni. - Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski 1927, nr 72 wyd. wiecz., s. 4 ; nr 178 wyd. wiecz., s. 3.

  30. Serwis mapowy m.st. Warszawy
  31. Oprac. na podst.: "Zorza" 1891, nr 44, s. 11 ; Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XVI 100. Archiwum m.st. Warszawy.

    Budowę domu przedpogrzebowego, mieszczącego m.in. kostnicę, narzucały przepisy z 1846 r. (zob. Warszawa cmentarna. Domy przedpogrzebowe). W całym Królestwie nie miały one jednak... hmm... mocy prawnej.

  32. Oprac. na podst.: Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 31 ; M. Walecki, Przewodnik po cmentarzu na Bródnie w Warszawie, Warszawa 1977, s. 20 ; Zbiór Korotyńskich, sygn. 19755. Archiwum m.st. Warszawy.
  33. Plan przedstawia kw. 1-72, a więc stan cmentarza prawdopodobnie sprzed powiększenia w 1916 r.
  34. Przyczyną tej odporności była żywica, zachowana w drzewie, która twardniejąc uniemożliwia "wgryzienie" się wszelkim insektom.

    W następnych latach większość zabiegów "pielęgnacyjnych" wokół kościółka polegała więc głównie na wymianie dachu lub wzmacnianiu fundamentów. - Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 31 ; M. Walecki, Przewodnik po cmentarzu na Bródnie w Warszawie, Warszawa 1977, s. 52.

  35. "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1 ; Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 20.
  36. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1910, nr 60, s. 5 ; Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXVIII 209. Archiwum m.st. Warszawy (wycinek prasowy z 1908 r.).
  37. Według niedatowanej notki prasowej, od strony gruntów włościańskich cmentarz nie był ogrodzony na długości wiorsty, a swobodny dostęp do grobów "utrudniał" tylko płytki rów. Z dalszej treści wynika, iż mowa o była o czasach po 1908 r., być może 1912 r. - Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXXVI. Archiwum m.st. Warszawy.
  38. Ksiądz Niemyski pisze o ul. Wejherowskiej, lecz wg planów Warszawy z l. 1933-1939 biegła ona równolegle do ul. Olgierda i Tykocińskiej (dziś ul. Gościeradowska) i w żadnym miejscu nie stykała się z cmentarzem. Zapewne chodzi o ul. Św. Wincentego.
  39. M. Walecki, Przewodnik po cmentarzu na Bródnie w Warszawie, Warszawa 1977, s. 20.
  40. "Kurier Warszawski" 1904 nr 323 dod. por., s. 1-2.
  41. "Kurier Warszawski" 1885 nr 15b, s. 6.
  42. Oprac. na podst.: K. Mórawski, Przewodnik historyczny po cmentarzach warszawskich, Warszawa 1989, s. 49 ; W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1834, s. 62 ; "Rzeczpospolita" 1929, nr 52, s. 3.
  43. Ksiądz Niemyski podaje, iż furta znajdowała się od ul. Wejherowskiej, co jest o tyle nieprawdopodobne, że ulica ta nie dochodziła do cmentarza, a już tym bardziej do jego północno-wschodniej części. W tym miejscu biegła natomiast ul. Św. Wincentego. - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1834, s. 62.
  44. "Kurier Warszawski" 1905, nr 324, s. 4.
  45. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1888, nr 149, s. 1-2.

    Klasy pochówku odnoszą się do: Taryfy wszelkich opłat przy obrzędach pogrzebowych dla parafij warszawskich rzymsko-katolickich zatwierdzona reskryptem JW. Jenerał-Gubernatora z d. 29 sierpnia 1882 r. na No 11 315

  46. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1904, nr 286, s. 5.
  47. "Gazeta Warszawska" 1934, nr 351, s. 6.
  48. W 1889 r. dozór postanowił wystąpić do władz miejskich o zgodę na założenie księgi protokołów ze swoich zebrań. Trudno się domyślać, dlaczego nie zrobiono tego wcześniej, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż chodziło o utrwalenie wniosków dozoru, które i tak były potem ignorowane przez Magistrat. - "Kurier warszawski" 1889, nr 73, s. 3.
  49. Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 31 ; "Gazeta Warszawska" 1934, nr 351, s. 6
  50. O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 196-197.
  51. O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 199.

    Na pocz. l. 60-tych ponoć zaniechano używania tego określenia.

  52. Tak postąpiono m.in. z likwidowanym cmentarzem przy dawnym Szpitalu Dzieciątka Jezus. Ponoć na Bródno wywieziono wówczas 10 furmanek szczątków ludzkich. - Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XV 8. Archiwum m.st. Warszawy.
  53. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1904, nr 286, s. 5 ; nr 323 dod. por., s. 1-2 ; 1905, nr 324, s. 4.
  54. "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2.
  55. Szczątki duchownych odkopano w l. 60-tych XX w. przez misję archeologiczną prowadzoną przez prof. Kazimierza Michałowskiego z Muzeum Narodowego w Warszawie. Do Polski przywieziono je w celu przeprowadzenia badań archeologicznych, ale wobec zalania katedry w Faras nigdy nie wróciły one do Sudanu. Ostatecznie, po latach przechowywania w magazynach Muzeum, prochy pochowano w 1994 r. w katakumbach Cmentarza Bródnowskiego. - Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 31 ; "Gazeta Warszawska" 1934, nr 351, s. 45.
  56. Oprac. na podst.: "Godzina Polska" 1917, nr 14, s. 5 ; "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2 ; P. Kośmiński, Pożegnanie, "Tygodnik Ilustrowany" 1894, nr 43, s. 263 ; Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXV 75, XXVIII 209. Archiwum m.st. Warszawy.
  57. P. Kośmiński, Pożegnanie, "Tygodnik Ilustrowany" 1894, nr 43, s. 263.
  58. "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2.
  59. Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXV 75. Archiwum m.st. Warszawy.
  60. "Godzina Polska" 1917, nr 14, s. 5.
  61. "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2.
  62. "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2.
  63. Do 1896 r. każdorazowo należało uzyskać zgodę władz wojskowych, lecz od tego roku wydawanie zezwoleń całkowicie ustało. - Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XVI 100. Archiwum m.st. Warszawy (wycinek z ok. 1901 r.).

    Prawdopodobnie zakaz przestał obowiązywać z chwilą likwidacji Twierdzy Warszawa tj. od ok. 1909 r.

  64. Nagrobek wystawiono po 1891 r. kosztem rodziny i przyjaciół zmarłego wg projektu Wiktora Gomulickiego, zrealizowanego przez firmę Henryka Żydoka i z brązowym medalionem portretowym dłuta Jana Woydygi. - Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego VI 102. Archiwum m.st. Warszawy.

    Oprac. m.in. na podst.: Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXXII 198. Archiwum m.st. Warszawy.

  65. Oprac. na podst.: Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXVIII 209. Archiwum m.st. Warszawy.
  66. Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXVIII 209. Archiwum m.st. Warszawy.
  67. Oprac. na podst.: Z. Knittel, Na cmentarzu kradną nagrobki. Widać trumny w grobach, "Gazeta Stołeczna" 26.09.2011. Edycja elektroniczna ; "Godzina Polska" 1917, nr 14, s. 5. ; "Kurier Warszawski" 1904, nr 323 dod. por., s. 1-2
  68. Nieco później banda chuliganów próbowała zresztą podpalić kościół Św. Wincentego, w związku z czym władze duchowne wystawiły wokół niego metalowe ogrodzenie. - Cmentarz Bródnowski, [red. i oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007, s. 44.
  69. O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 198.
  70. O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 200.
  71. Piwo firmy Haberbusch i Schiele - znakomite piwo warszawskie produkowane w browarach przy ul. Grzybowskiej (między Żelazną a Towarową). Po wojnie browar upaństwowiono (piwo Królewskie), obecnie (2011 r.) zabudowania zostały w większości rozebrane i czekają na wtłoczenie w jakieś apartamentowce czy biura.
  72. Podaję za: O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 200.
  73. O. Budrewicz, Bedeker warszawski : Praga, Warszawa 1964, s. 200.
  74. Zbiór Korotyńskich, sygn. 19968, Archiwum m.st. Warszawy (wycinek z "Kuriera Warszawskiego" z 2 listopada 1911)
  75. Zbiór Korotyńskich, sygn. 19969, Archiwum m.st. Warszawy (wycinek z "Warszawianki" 1926, nr 248).
  76. Oprac. m.in. na podst.: "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1 ; M. Orłowicz, Przewodnik po cmentarzach warszawskich z planem Powązek, cmentarza ewangelickiego i żydowskiego, Warszawa 1921, s. 40 oraz schematów Sieci komunikacji miejskiej w poszczególnych latach zamieszczonych na stronach TRASBUS.
  77. Dziś tereny dyrekcji PKP na rogu Al. Solidarności i Targowej. Po I wojnie światowej budynek główny dworca przeniesiono na wprost dzisiejszej Al. Solidarności (przebicie do Radzymińskiej jest z czasów po II wojnie światowej)
  78. Oprac. na podstawie dedukcji, wiedzy własnej, planów Warszawy i informacji z: "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1 ; W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 71.

    W źródłach panuje pewien zamęt jeśli chodzi o długość tej drogi i jej bieg. W 1884 r. prasa donosiła o urządzeniu dwuwiorstowej szosy, nie precyzując, skąd miała prowadzić i jak przebiegać. - "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1). Natomiast autor monografii Cmentarza Bródnowskiego z 1934 r. pisał:

    "Od dworca Wileńskiego w stronę Bródna istniała jedyna droga w stronę Jabłonny (tem samem w stronę Bródna). Droga była brukowana do punktu przecięcia jej przez tor kolei dawniej Nadwiślańską zwanej t.j. do końca dzisiejszej ulicy 11 Listopada. Dalej droga była niebrukowana i w bardzo złym stanie. (...) Magistrat, (...) wybrukował kilometr i ćwierć (694 sążni) liczącą dróżkę, łączącą cmentarz z drogą wiodącą z Warszawy do Jabłonny."

    - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 71).

    Jeśli przyjmiemy, że:
    1 wiorsta = ok. 1 km;
    1 sążeń (staropolski) = ok. 0,0017 km;
    1 sążeń (rosyjski) = ok. 0,0021 km - zob. Dawne jednostki miar.
    to nasza "dróżka" miałaby: 2 km lub ok. 1,2 km albo 1,5 km. Jak to pogodzić?

    Dociekliwy Czytelnik zapyta od razu, gdzie była właściwie owa droga do Jabłonnej? Według starych planów Warszawy dziś składają się na nią ul. Jagiellońska i Modlińska, a najbliższy nekropolii jej odcinek to dzisiejsze rondo Stefana Starzyńskiego, odległe od bramy głównej Cmentarza Bródnowskiego o ok. 2,5 km. W całej swojej historii droga ta prowadziła co najwyżej na Tarchomin, a nie Bródno (Stare czy Nowe) i chociaż na planie Warszawy z 1887 r. widać jakąś drogę łączącą dzisiejsze ronda S. Starzyńskiego i Żaba, to raczej nie była ona najlepszej jakości. Z kolei ul. Stefana Starzyńskiego powstała dopiero na przełomie l. 50-tych i 60-tych XX w.

    Trakt, o którym pisał ks. Niemyski, to ul. 11 Listopada (dawna Eslplanadowa), zresztą nigdy nie krzyżująca się z "szosą do Jabłonny", ale znajdująca się w odległości ok. 1,3 km (ok. 694 sążni) od bramy cmentarnej. Co jednak począć z tymi 2 wiorstami? Ot, zmierzyć odległość od linii Kolei Nadwiślańskiej do dawnego folwarku Bródno. Być może jednym z warunków sprzedaży terenów pod nekropolię lub po prostu gestem dobrej woli ze strony prezydenta Starynkiewicza, było zapewnienie dojazdu do folwarku, będącego majątkiem Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, nadzorowanego również przez władze miejskie.

  79. "Kurier Warszawski" 1889, nr 73, s. 3.
  80. W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 71.

    Bieg ul. Św. Wincentego nie zmienił się zbytnio od tamtych czasów, acz dziś jej "krętość" łagodzi dość duża szerokość.

  81. "Kurier Warszawski" 1884, nr 324a, s. 1.
  82. "Kurier Warszawski" 1900, nr 322, s. 5.

    Wiersz cytowany jako wspomnienie przy okazji rocznicy poświęcenia nekropolii.

  83. Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XV 212. Archiwum m.st. Warszawy.

    Wąskotorowa kolejka Jabłonna - Wawer miała stację za rogatką petersburską (dziś ul. Jagiellońska, tuż za ul. S. Starzyńskiego). Nie wiem jak dalej planowano transportować zwłoki na cmentarz, bo co prawda na niektórych planach Warszawy (np. z 1887 r.) zaznaczano jakąś drogę do dzisiejszego Ronda Żaba, ale nie wierzę, aby była bardziej komfortowa niż ówczesna ul. Św. Wincentego.

  84. Mam wrażenie, iż było to raczej "mydlenie oczu" opinii publicznej. Koszt budowy takiej linii byłby na pewno ogromny, ponadto biegłaby ona tuż przy terenach wojskowych (magazyny i koszary na Nowej Pradze), których władze dbały o trzymanie cywilów na rozsądny "dystans" od swych włości.
  85. Oprac. na podst.: Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XV 246, XXI 11, XXV 108. Archiwum m.st. Warszawy.

    Chodzi chyba o rogatki Bródnowskie, w miejscu dzisiejszego Ronda Żaba. Od rogatek Ząbkowskich w 1913 r. prowadziła droga na Nowe Bródno, ale z ul. Św. Wincentego łączyła się zaledwie jakąś ścieżyną. - Zob. Plan m. Warszawy : : dodatek do Kalendarza informacyjno-encyklopedycznego 1913, Warszawa 1913.

  86. Oprac. na podst.: Zbiór Korotyńskich, sygn. 19968, Archiwum m.st. Warszawy.
  87. Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego XXXII 198. Archiwum m.st. Warszawy.
  88. I wszytko byłoby dobrze, gdyby nie jakaś irracjonalna potrzeba, drzemiąca w sercach naszych urzędników, aby to co dobre, uczynić jeszcze "lepszym". Tak więc, jeśli kiedyś można było spokojnie dojechać z jednego końca Warszawy (tj. tego, w którym mieszkam) na Bródno jednym środkiem lokomocji, tak dziś (tj. w 2011 r.) bez przesiadki w centrum się nie obejdzie :/

Źródła:

  • Cmentarz Bródnowski, [red. Oprac. nauk. Jan Kieniewicz], Warszawa 2007.
  • W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934.
  • Prasa warszawska z XIX i XX w.
  • Zbiór Korotyńskich. Archiwum m.st. Warszawy.
  • Zbiór rodziny Walerego Przyborowskiego. Archiwum m.st. Warszawy.


Do góry