Cmentarze


Cmentarz ewangelicko-augsburski w Warszawie

Lokalizacja: ul. Młynarska
Data założenia: 2 maja 1792 r.
Obszar: 45000 m2 (1792 r.); ok. 66000 m2 (2006 r.)

Historia

Jak już nieraz i do znudzenia przypominałam, pod koniec XVIII w. władze Warszawy (tak duchowne, jak państwowe1) wprowadziły pewną "innowację" w praktykach funrealnych. Postanowiono bowiem poprawić kondycję obywateli przenosząc cmentarze z dala od osiedli ludzkich, co wpłynęło nie tylko na poprawę warunków sanitarnych, ale przy okazji dawało pretekst do dłuższych wypraw za miasto ;-)

Nekropolie innowiercze podporządkowały się temu prawu jeszcze zanim (w wielkich bólach) udało się je uchwalić, ponieważ od dawien dawna "heretyków" grzebano poza murami miejskimi np. na Lesznie. Jednak uchwalona w 1791 r. ustawa o miastach królewskich, likwidując odrębność jurydyk2, włączała je do tzw. Wielkiej Warszawy, trzeba więc było spakować manatki i przenieść się poza granice powiększonej stolicy.

Dzieje historyczne

Z wspólnego użytkowania cmentarza na Lesznie obie konfesje ewangelickie wyniosły pewną ważną naukę tj. wszędzie dobrze, ale na swoim najlepiej ;-) Dlatego też, kiedy pewnego pięknego, majowego dnia Karol Schultz oddawał w dzierżawę ewangelikom tereny między ul. Młynarską, Karolkową i Żytnią, z każdym zborem spisano oddzielne umowy.

Na mocy jednej z nich luteranom przypadło gospodarować na działce o kształcie wydłużonego prostokąta między ul. Młynarską a Karolkową, zajmującej ok. 45000m2. I tak zaczęła się historia cmentarza ewangelicko-augsburskiego na Woli.

A że nasze dzieje, w tym także polskich nekropolii, naturalnie nie mogą być "nudne", więc, coby było ciekawie, w 1794 r. wybuchła wojna znana potem w historii jako insurekcja kościuszkowska. I tak nekropolie ewangelickie służyły nie tylko jako miejsca pochówków, lecz również jako stanowiska piechoty, otoczone na dodatek artylerią. Nic zatem dziwnego, że zabudowania cmentarne oraz pracowicie wystawiony parkan uległy zniszczeniu. W 1831 r. sytuacja się powtórzyła, ulokowano tu bowiem artylerię, a w murze powybijano strzelnice. Kiedy upadła Reduta Ordona i Sowińskiego, to właśnie wśród luterańskich nagrobków toczyły się najzaciętsze walki. Rok 1939 r. również okazał się pechowy, jak zresztą dla całej Warszawy. Na cmentarzach ewangelickich, ze względu na duże zadrzewienie, ulokowano bowiem stanowiska obrony przeciwlotniczej. Eugeniusz Szulc wspominał:

"W dniu kapitulacji [Warszawy] cmentarz przypominał pobojowisko pełne rozbitych armat i jaszczy, trupów koni i łusek pocisków oraz stosów amunicji i niewypałów. Aleje poprzegradzane były pniami zwalonych drzew i rozbitymi pomnikami."3

Prawdziwą klęską okazało się jednak powstanie warszawskie, podczas którego na obu nekropoliach znajdowały się stanowiska powstańców. Cmentarz luterański i kalwiński przechodziły z rąk do rąk, zniszczono zabudowania cmentarne i wiele pomników, m.in. poważnemu uszkodzeniu uległa kaplica Halpertów.

Powojenna odbudowa trwała przez wiele, wiele lat. Dość powiedzieć, że wspomnianą kaplicę dźwignięto z ruiny dopiero w 1975 r. Budynek kancelarii, spalony w czasie powstania, odbudowano najprędzej, bo w kilka lat po wojnie. Nie odtworzono jednak pierwszego piętra, którego pozostałością jest obecnie niewielki strych.

Choć od II wojny światowej wiele ścieków w Wiśle upłynęło, nadal liczne nagrobki wymagają renowacji. Dlatego też w 1984 r. został powołany Społeczny Komitet Opieki nad zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego, który już w 2 poł. l. 70-tych XX w. przeprowadził inwentaryzację zabytkowych pomników. Od momentu powstania, podobnie jak inne Komitety "cmentarne", organizuje kwesty zaduszkowe, które warto wesprzeć (nie, żebym coś sugerowała, ale... ;-))5.

Dzieje cmentarzy to nie tylko dzieje zniszczeń, ale także wielkich pogrzebów, ważnych i zasłużonych ludzi. Taką okazją była m.in. ostatnia droga ppłk Jana Pauklera, który wolał popełnić samobójstwo niż strzelać do bezbronnych tłumów zgromadzonych w 1861 r. na Pl. Zamkowym. Na cmentarzu luterańskim spoczywają również osoby, bez których kultura i gospodarka Polski byłaby o wiele uboższa. Wymieńmy choćby architektów - Szymona Bogumiła Zuga, Jana Fryderyka Heuricha, malarza starej Warszawy - Zygmunta Vogla, autora monumentalnego Słownika Języka Polskiego - Samuela Bogumiła Linde, właściciela znanej firmy kamieniarskiej zaopatrującej m.in. warszawskie nekropolie - Józefa Manzla, ofiarnego lekarza - Jana Fryderyka Malcza, wydawców - Michała Grölla, Gustawa Adolfa Goebethnera, Ludwika Józefa Everta, redaktorów poczytnych czasopism - Ludwika Jenike ("Tygodnik Ilustrowany"), przemysłowca i filantropa - Karola Jana Szlenkiera4.

Dzieje planowania

Luteranie do nowej nekropolii podeszli bardzo ambitnie i profesjonalnie. O jej rozplanowanie poprosili bowiem zawodowego architekta i to nie byle jakiego, bo samego Szymona Bogumiła Zuga, projektanta kościoła św. Trójcy (na obecnym pl. Małachowskiego) oraz... licznych parków-ogrodów (m.in. Izabeli Lubomirskiej na Mokotowie).

Układ nekropolii od samego początku był więc bardzo logiczny i przejrzysty, gdyż regularny obszar prostokątnej działki architekt poprzecinał siatką prostopadłych aleii. Od razu starano się też racjonalnie gospodarować na owej przestrzeni, zmarłych chowano bowiem na placu przy ul. Młynarskiej, stopniowo powiększając przestrzeń grzebalną ku wschodowi. Z czasem cmentarz został podzielony na kwatery, choć jak to bywa w ciągu dziesięcioleci ich numeracja uległa pewnym zmianom. Obecnie istnieje ich dziewięć, ale o wiele istotniejszy w orientacji cmentarnej jest podział na aleje i... numeracja grobów. Tak, tak, drogie dziatki, skrupulatni ewangelicy opatrzyli każde miejsce pochówku uroczą, metalową tabliczką ze stosowną cyferką. Jak jednak wspomina Mieczysław Orłowicz, różne były koleje owych numerków i nieraz rdza tak je zżarła, że pozostawały praktycznie nieczytelne.

Także projektu Zuga był niski budyneczek gospodarczy i kancelarii cmentarza od ul. Młynarskiej - obecnie parterowy, w XIX w. posiadał jedno piętro. Na chwałę architekta warto wspomnieć, iż wszytkie prace projektowe wykonał całkowicie charytatywnie6.

Skoro mowa o zabudowaniach cmentarnych, wspomnieć należy o katakumbach oraz kaplicy.

Te pierwsze, nazywane ongiś pieczarami, znajdowały się w północno-wschodniej części cmentarza, a złożono w nich prochy, ekshumowane z cmentarza na Lesznie. Oprócz tego służyły jako przechowalnia zwłok do czasu wybudowania przez rodzinę stosowego grobowca7. Zlikwidowano je 13 marca 1851 r. i dziś przypomina o nich tylko pomnik-krzyż.

Z czasem, a dokładnie w 1834 r., nasz cmentarz doczekał się również pięknej kaplicy. Budowlę, projektu Adolfa Schucha8, sfinansowała Maria ze Słuckich Halpertowa. Warto dodać, że dekorację rzeźbiarską wykonał znany nam m.in. z rzeźb nagrobnych, Paweł Maliński9. W latach 60-tych XIX w. kaplica została przebudowana przez Jana Heuricha (ojca), choć porównując jej stan obecny z litografią z dzieła K. W. Wójcickiego jakoś nie widać różnicy. Oprócz "typowych" funkcji kaplicy cmentarnej, przejęła ona częściowo rolę zlikwidowanych w 1851 r. katakumb tzn. "przechowalni" zwłok.

Podobnie jak nekropolia reformowana, także cmentarz augsburski miał opinię zadbanego i pięknego. Mieczysław Orłowicz pisał w l. 20-tych XX w.: "Cmentarz dość obszerny, jest bardzo czysto utrzymany, pełen kwiatów i pięknych grobowców."10

Cmentarz augsburski stał się miejscem snu wiecznego nie tylko dla luteranów. Już w 1798 r., a potem w 1823 r., udostępniono dwie kwatery prawosławnym, którzy grzebali tu swoich zmarłych do 1841 r.11. Najbardziej okazałą pamiątką po tych czasach jest zbudowana w stylu bizantyjskim kaplica grobowa niejakiego Skwarcowa (al. 23)12, ale tu i ówdzie można znaleźć także pojedyncze groby prawosławne. Ewangelicy w ogóle mieli jakieś "szczęście" do "przygarniania" wszelkich innowierców, a nawet... komuistów! To właśnie na warszawskiej nekropolii przytułek znalazły doczesne szczątki ambasadora ZSRR Iwana Iwanowicza Petrowa (zm. 1926 r., al. 1)

Oba zbory (tj. i luterański i kalwiński) przez długi czas musiały też borykać się z problemami "logistycznymi". Od zachodu Warszawa była bowiem otoczona wałami Lubomirskiego13, które utrudniały migrację nie tylko "zapowietrzonym", ale i zwykłym śmiertelnikom (oraz w naszym wypadku - nieboszczykom ;-)). Początkowo udało się wynegocjować utworzenie furty w okopach na wysokości ul. Nowolipie, ale w 1807 r. została ona zasypana i kondukty kierowano przez Rogatki Wolskie. W 1813 r. ewangelicy wystąpili do władz policyjnych z prośbą o przywrócenie furty. Władze, owszem zgodziły się, lecz z jednym-małym-ale, a mianowicie, aby zbory odpowiednio "zabezpieczyły" przejście na wypadek działań zbrojnych, a klucz przechowywały u dozorcy Rogatek Wolskich. Dla doprawdy niewiadomych przyczyn ani luteranie, ani kalwini nie zdecydowali się na taką inwestycję ;-).

Dzieje powiększania

W gruncie rzeczy dzieje kolejnych powiększeń cmentarza nie są zbyt skomplikowane czy zajmujące (może to i lepiej ;-)).

Pierwszego zakupu (od ówczesnego właściciela dóbr wolskich Rocha Biernackiego) dokonano w 1822 r.. Przyłączono wtedy prostokątną działkę od północy cmentarza. W 38 lat później niewielką cześć owego placu odstąpiono gminie muzułmańskiej z przeznaczeniem na miejsce pochówków.

Planowa gospodarka, wbrew naszym PRL-owskim doświadczeniom, przynosiła chyba niezłe efekty, gdyż kolejne powiększenie miało miejsce dopiero w 1858 r.14 Dokupiono wówczas teren biegnący wzdłuż ul. Karolkowej aż do Żytniej. Na pochówki przeznaczono jednak tylko połowę, bezpośrednio graniczącą z cmentarzem. Jako teren grzebalny nie funkcjonował on zresztą wiecznie, bo "zaledwie" do 1925 r. Natomiast na pozostałej części (ul. Karolkowa 77) w początkach XX w. wystawiono dom starców oraz zakład dla dzieci upośledzonych umysłowo i sierociniec15. Istniały one do 1944 r.

Obecnie cmentarz ma kształt dosyć rozległego prostokąta o powierzchni ok. 66000 m2 (6,6 ha), rozciągającego się od ul. Młynarskiej do Karolkowej.

Okiem turysty

Chociaż od czasów Mieczysława Orłowicza dzielą nas zniszczenia II wojny światowej, dziś luterański cmentarzyk jest tak samo piękny i zadbany, jak w l. 20-tych.

Zatem wchodzimy sobie bramą tuż przy budynku kancelarii i... no właśnie gdzie teraz? Cmentarz nie jest duży, ale szczegółowa prezentacja wszytkich jego zabytków zajęłaby nam z pewnością wiele czasu. A jak wiemy zbyt długie ślęczenie przed monitorem jest szkodliwe ;-) Postaram się zatem tylko zasygnalizować, co warto zobaczyć i czego się można spodziewać.

Wspomnieć więc należy, iż przez dziesięciolecia wśród architektury cmentarza augsburskiego niepodzielnie królował klasycyzm. Stąd większość starych nagrobków to wszelakie stele, cippusy, kolumny czy też tłumy mniej lub bardziej udanych Greczynek/Rzymianek opartych o gasnące pochodnie i inne symbole doczesności. Nawet za "panowania" eklektyzmu w 2 poł. XIX w. nagrobki augsburskie zachowały umiarkowaną antykizującą ornamentykę, gdyż uważano, iż stylistyka ta najlepiej oddaje majestat śmierci.

Tym niemniej nawet do tej "twierdzy klasycyzmu" zabłąkało się kilka barokowych nagrobków. Jednym z nich jest pomnik Elżbiety Eckelt (zm. 1798 r., al. 2) naszpikowany wręcz symboliką wanitatywną. Cóż my tu bowiem mamy? Ano, dwa putta bawiące się na trumienkach, uchyloną trumnę z wysuniętą kobiecą ręką, jaszczurkę (odrodzenie, regeneracja) biegnącą po skale (wiara?), snop zboża (dobrobyt, chwała) z motylem/ćmą (dusza ludzka, zmartwychwstanie). Kolejny barokowy nagrobek to monument Anny Reginy Killeman (zm. 1793 r.) (al. 1), z którym wiąże się tyleż ciekawa, co nieprawdziwa historia16.

Wiek XIX w. to także "odkrycie" Afryki, a dokładnie Egiptu, co zaowocowało m.in. "wysypem" wszelakich obelisków, najczęściej z granitu lub czarnego marmuru, ozdobionych popiersiem czcigodnego nieboszczyka. Również tej modzie zawdzięczamy oryginalny pomnik Jana Riedel (zm. 1808 r.) w kształcie piramidy o trójkątnej podstawie (al. 9).

Za wyjątki możemy natomiast uznać przykłady romantyzmu, jak np. pomnik Jana Karola Weiss (zm. 1844 r.), udający pień drzewa.

Bardzo popularny był z kolei neogotyk, występujący zarówno w formach produkowanych masowo kapliczek czy krzyży, jak i monumentalnych, koronkowych konstrukcji pokroju grobowca rodziny Bräunig (al. D).

I wreszcie coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli rzeźba figuralna. Nie ma jej wiele, ale to, co jest, robi wrażenie. Pozytywne lub negatywne. Zaraz przy wejściu mamy zatem śliczny, odlany z brązu posąg "Załamanej" na grobie rodziny Ludwika Andersa (Bolesław Jeziorański, al. 2). Z kolei w al. 19 na grobie Feliksa Gebethnera można spotkać wcale udanego anioła o... hmm... "niezwykłych" skrzydłach, autorstwa Jana Woydygi. Warto odwiedzić również melancholijne dziewczątko, zadumane nad antyczną urną, a pozbawione prawej dłoni (al. 5). Do bardzo częstych należą również przedstawienia Jezusa, z których wyjątkowo udany, pełen ekspresji jest odlew z brązu na grobie rodziny Wolfram (al. 13), ukazujący Chrystusa w czasie modlitwy w Ogrójcu. Kolejna "Zatroskana", tym razem z białego marmuru, spoczywa na grobie Ireny z Krausharów Grossman (zm. 1929 r., prof. Lasoret z Mediolanu; al. 24). Mniej więcej z tego czasu (tj. 20-lecie międzywojenne) pochodzi także grobowiec rodziny Weigle z posągiem pielgrzyma, który po trudach życia puka do Nieba bram (al. 23). Zapewne powojennym, choć tworem wyjątkowo udanym jak na nasze czasy, jest również rzeźba "upadłego" anioła na grobie rodziny Schweitzer (al. 1). Z kolei do mniej udanych rzeźb należy m.in. matrona na grobie Anieli Bandtkie-Stężyńskiej (al. 18), autorstwa Józefa Manzla. Artysta ten jest również twórcą anioła na własnym grobie rodzinnym, który również pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o proporcje17.

Osobną bajką jest także rzeźba portretowa, czyli wszelakie medaliony lub biusty18. W wielu z nich znać rękę mistrza jak np. samego Bolesława Syrewicza (popiersie Joanny Neubaur, zm. 1885 r., al. 2) czy Jakuba Tatarkiewicza (popiersie Samuela Bogumiła Lindego, al. 1; Jana Fryderyka Malcza, al. D)

Stosunkowo nieliczne są natomiast kaplice, lecz również i w tym wypadku jest na co popatrzeć. Idąc wzdłuż ul. Młynarskiej nie da się nie zauważyć monumentalnej kaplicy Halpertów, będącej dominującą budowlą cmentarza. Już w aleii 1 mijamy skromną światynkę dorycką rodziny Dückertów, a dalej, u wylotu aleii C, okazały klasycyzujący grobowiec rodziny Bogumiła Moehringera. I wreszcie po lewej stronie mamy jedną z eklektycznych perełek cmentarza luterańskiego tj. wyniosły grobowiec rodziny Granzow. Wewnątrz znajduje się piękny posąg anioła, sprowadzany ponoć aż z Florencji19. Podążamy teraz aleją 9 w stronę cmentarza żydowskiego, aby westchnąć z zachwytu przy pięknym, neoromańskim mauzoleum rodziny Jungów. Wracając z kolei w stronę kaplicy Halpertów, w al. 11 możemy podziwiać niewielkie (w porównaniu z wcześniej wymienionymi), ale oryginalne grobowce rodziny Karola Kuhnela i Petykusów. I jeśli chodzi o "domki" cmentarne, to by było właściwie wszytko, co warto obaczyć.

Z pewnością nie zaszkodzi również spacer wzdłuż wschodniego muru cmentarza, gdzie niedaleko budynku kancelarii stoi śliczny i bardzo symboliczny monument z pocz. XIX w. o nieczytelnej inskrypcji. Dalej znajduje się kolumbarium i grobowiec rodziny ks. Augusta Loth, gdzie każda tablica została oprawiona w przepyszne, iście barokowe kamienne ramy. Po drodze warto też zatrzymać się przed mauzoleum rodziny Freundów z czarnego marmuru o pięknej tablicą z brązu, przedstawiającej zadumaną anielicę w powłóczystej szacie na tle różanej dekoracji.

Ozdobą starych grobów są również kunsztownie kute ogrodzenia i furty. Zdobią je zarówno greckie meandry, gotyckie ostrołuki, jak i barokizujące, przepyszne kompozycje z liści i kwiatów, a na jednym z grobów znalazłam nawet... skrzyżowane armaty20. Skoro już mowa o metalach, warto też zwrócić uwagę na prześliczne plakiety z odlewami kwiatów (najczęściej róż), gałęzi palmowych lub liści dębu i zamaszyście zawiniętym arkuszem, na którym umieszczano personalia zmarłego (np. grób Wilhelma Urbana Geyera, zm. 1906 r.; al. 2).

Na koniec z przyjemnością wspomnę o czymś, co jest rzadkością na warszawskich cmentarzach tj. lapidarium. Z inicjatywy Społecznego Komitetu Opieki nad Cmentarzem Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie pod południowym murem zostały wyeksponowane zabytkowe płyty nagrobne. Widać, iż nie jest to byle śmietnik (jak w Wilanowie), bo i stosowna informacja się znalazła, i każda tablica została ustawiona pionowo oraz podmurowana. Nie są to "super-extra" zabytkowe nagrobki, choć na wielu z nich można podziwiać np. przepiękne kroje pisma. Po prostu władze cmentarza i Komitet zdają sobie sprawę, że są to ślady historii, które należy zachować.

Czasy nowożytne, jak niestety jestem zmuszona pisać przy niemal każdym opisie cmentarza, nie wniosły wiele piękna w architekturę augsburskiej nekropolii. Na szczęście w starej części nadal dominuje tradycyjny typ grobu "z ogródkiem"21, lecz w nowszych kwaterach wszędzie pełno lastrykowych łóżek :-(

A jednak nasz cmentarz ma "klimat". Składają się nań nie tylko zabytkowe nagrobki, lecz również takie drobiazgi, jak: ozdobne, metalowe tabliczki z numerkami grobów, artystyczna oprawa zlewu przy budynku kancelarii czy... palma z metalu udająca naturalny element cmentarnej flory ;-) Skoro już jesteśmy przy roślinności rzec trzeba, iż cmentarz dosłownie tonie w zieleni. Stare groby o typie "ogródka" najczęściej porasta trawa, paprocie i oczywiście bluszcz, a ocieniają je cisy, tuje czy wyniosłe kasztany i klony. To połączenie architektury i zieleni sprawia, że nasz cmentarz bardzo przypomina park.

Ech, a miało być krótko... ;-)

© Sowa
25.05.2008

Przypisy:

  1. W mieście, w którym przebywał król, zarząd należał do Marszałka dworu. Dlatego właśnie korespondencja w sprawie przeniesienia cmentarzy poza miasto odbywała się między biskupem a marszałkiem Stanisławem Lubomirskim.
  2. A więc i Leszna.
  3. E. Szulc, Cmentarz ewangelicko-augsburski : materiały dla przewodników PTTK.
  4. Jeśli ktoś poczuje niedosyt informacji o "wielkich zmarłych", to na murku po prawej stronie od wejścia znajduje się i plan cmentarza, i szczegółowy spis zasłużonych nieboszczyków.
  5. W l. 1984-1999 Komitet przeprowadził renowację 180 nagrobków w tym aż 80% z nich nie posiadało żyjących opiekunów. - W. Straus, Piętnaście lat ratowania, (Z kroniki stowarzyszeń), "Spotkania z Zabytkami" 1999, nr 11, s. 33.
  6. Podobnie zresztą jak w wypadku kościoła św. Trójcy w Warszawie.
  7. Anons w "Warszawskiej Gazecie Policyjnej" z 1851 r. upominał, że nieodebrane nieboszczyki zostaną zamurowane. Kto wie zatem, co za zwłoki czają się w starych pieczarach ;-)
  8. M. Orłowicz podaje, iż projektantem kaplicy był Atonio Corazzi. - M. Orłowicz, Przewodnik po cmentarzach warszawskich : z planem Powązek, cmentarza ewangelickiego i żydowskiego, Warszawa 1921, s. 29.
  9. Twórczość nagrobkowa nie była wyłącznym źródłem dochodów Pawła Malińskiego. Zajmował się on także wykonaniem detali niejednej warszawskiej kamienicy lub pałacu.
  10. M. Orłowicz, op. cit., s. 29.
  11. To jest do oficjalnego otwarcia cmentarza przy Reducie Wolskiej - patrz Cmentarz prawosławny na Woli w Warszawie.
  12. Zamknięta obecnie na głucho i wymagająca pilnego remontu. Wewnątrz w latach międzywojennych znajdowało się popiersie rzeczonego biznesmena dziś natomiast służy jako składzik mioteł, grabi itp.
  13. Usypane ok. 1770 r. z rozkazu marszałka koronnego Stanisława Lubomirskiego miały spełniać funkcję kordonu policyjnego i zabezpieczyć miasto przed zarazą. W efekcie zakreśliły ramy rozbudowy Warszawy.
  14. Inna bajka, że społeczność ewangelików w Warszawie nie była znowu tak liczna.
  15. Ów zakład, ponoć bardzo nowoczesny, zajmował przez pewien czas wspólny budynek z sierocińcem, lecz w 1910 r. przeniesiono go do osobnego domu mieszczącego się również na ul. Karolkowej.
  16. Eugeniusz Szulc pisze:

    "Prasa warszawska z 1893 r., powołując się na informację sprzed stu lat opisała okoliczności niezwykle dramatycznej śmierci Anny Kilemann, która została na skutek pomyłki lekarskiej pochowana w letargu. A oto przebieg wydarzenia wg relacji "Kuriera Warszawskiego" z 1893 r.: "Następnego dnia po pogrzebie grabarz kopiąc dół w sąsiedztwie szał jęki [...] Rzucił przerażony robotę. Nadzorca po sprawdzeniu tego kazał rozkopać grób, wydobyto trumnę, oderwano wieko i oczom widzów ukazał się widok pełen grozy. Kobieta pochowana wczoraj jako umarła, dziś przebudziła się. Była w letargu. Pomoc jednak przybyła za późno. Ofiara w kilka minut skonała. Lecz nie tu koniec tragedii [...] Nieszczęsna była w stanie poważnym i konając wydała na świat żywe i zdrowe dziecię." Tak to zdarzenie przedstawiała ówczesna prasa. Ja natomiast przypominam sobie zasłyszaną w dzieciństwie opowieść starego grabarza na ten temat. W jego relacji przebieg tego wypadku był nieco odmienny. Otóż mąż zmarłej, nie mogąc pogodzić się z werdyktem lekarskim orzekającym śmierć żony i będąc wewnętrznie przekonany, że ona żyje, starał się wszelkimi sposobami odwlec termin pogrzebu. Mimo jego oporu żona została jednak pogrzebana. Wówczas nieszczęśliwy zakradł się nocą na cmentarz, rozkopał mogiłę, otworzył trumnę i zobaczył z przerażeniem, że ciało żony znajduje się w zmienionej pozycji, jakby usiłowała wydobyć się z zamknięcia. Obok spoczywały zwłoki noworodka. Ta wersja wydaje mi się bliższa prawdy, chociaż nie można wykluczyć, że źródłem opowieści grabarza była ta sama notatka z "Kuriera", zmieniona przez opowiadających w miarę upływu lat. Jakikolwiek nie byłby przebieg tego wydarzenia, pozostaje faktem oczywistym, iż rzeźba na płycie grobowej Anny Kilemann jest wymowną ilustracją tej tragedii. W pęknięciu tablicy, czy wieka trumny, ukazana jest postać kobiety wyciągającej przez szczelinę rękę trzymającą niemowlę. Nad głową kobiety widoczna jest korona - prawdopodobnie symbol męczeńskiej śmierci."
    - E. Szulc, Cmentarz ewangelicko-augsburski w Warszawie : zmarli i ich rodziny, Warszawa 1989, s. 264-265.

    Tak naprawdę pomnik ten jest trochę uproszczoną kopią nagrobka Marii Magdaleny Langhaus z Hindelbank k. Drna, wystawionego w 1753 r., będącego na dodatek ilustracją proroctwa Ezechiela: Dlategoż prorokuj, a mów do nich: Tak mówi panujący Pan: Oto Ja otworzę groby wasze, i wywiodę was z grobów waszych, ludu mój! i przywiodę was do ziemi Izraelskiej! (Ez. 37, 12, Biblia Gdańska). - Obecni... : karty z dziejów ewangelików warszawskich : materiały z sesji popularnonaukowej : Muzeum Woli. Oddział Muzeum Historycznego m. st. Warszawy, Warszawa, 22.V.1992 r., [zebr. i przygot. do dr. B. Rogalska i J. Wiśniewska], Warszawa 1992.

  17. Dopiero za n-tym razem i przy odpowiedniej scenografi udało mi się wymyslić ujęcie, w którym ładnie wyszedł na zdjęciu. Cóż, to tylko potwierdza, że każdy ma jakieś dobre strony ;-)
  18. Bez skojarzeń - chodzi o popiersia ;-)
  19. M. Orłowicz, op. cit., s. 31.
  20. Od razu znać, że spoczął tam jakiś wojskowy ;-)
  21. Tzn.: jest sobie placyk otoczony nieraz artystycznie kutą kratą, wewnątrz którego wśród trawy umieszczone są tablice, poświęcone zmarłym tudzież stosowny monument. W rogu znajdziemy zazwyczaj także ławeczkę, gdzie można przysiąść i w tej zamkniętej przestrzeni podumać nad sensem wszechświata bez obawy, że zostaniemy zadeptani przez innych "strapionych" podążających pobliską alejką.

Źródła:

  • Obecni... : karty z dziejów ewangelików warszawskich : materiały z sesji popularnonaukowej : Muzeum Woli. Oddział Muzeum Historycznego m. st. Warszawy, Warszawa, 22.V.1992 r., [zebr. i przygot. do dr. B. Rogalska i J. Wiśniewska], Warszawa 1992.
  • M. Orłowicz, Przewodnik po cmentarzach warszawskich : z planem Powązek, cmentarza ewangelickiego i żydowskiego, Warszawa 1921.
  • E. Szulc, Cmentarze ewangelickie w Warszawie : Cmentarz Ewangelicko-Augsburski, Cmentarz Ewangelicko-Reformowany, Warszawa 1989.
  • W. Straus, Piętnaście lat ratowania, (Z kroniki stowarzyszeń), "Spotkania z Zabytkami" 1999, nr 11, s. 32-34.


Do góry