Cmentarze


Cmentarz ewangelicko-reformowany w Warszawie

Lokalizacja: ul. Młynarska / Żytnia
Data założenia: 2 maja 1792 r.
Obszar: 2700 m2 (1792 r.); 17250 m2 (2006 r.)

Historia

Ostatnie lata XVIII w. na zawsze zapadły w pamięci potomności i ku zgrozie przeciętnego uczniaka obfitowały w całą masę "istotnych faktów historycznych zapamiętania godnych" ;-). Dla "cmentarologa" jednym z owych ważkich wydarzeń był "exodus" cmentarzy poza miasto. Dyskutowano o tym już od l. 70-tych XVIII w., acz likwidacja stołecznych nekropolii i tworzenie nowych poza obrębem Warszawy miały miejsce dopiero w początku l. 90-tych XVIII w.

Wbrew pozorom, ani Cmentarz Świętokrzyski, ani Powązki nie były tu pionierami. Od dawna bowiem poza Warszawą lokowano nekropolie innowierców. Skoro jednak wszyscy się przenoszą to i ewangelicy również. Tym bardziej, że stary cmentarz na Lesznie był już cokolwiek zatłoczony.

Prosta historia

I tak w 1792 r. warszawscy kalwini wydzierżawili od bankiera Karola Schultza plac o powierzchni 8000 łokci2 (ok. 2700 m2)1. Przylegał on do ul. Młynarskiej, przy której znajdowała się brama wjazdowa oraz zabudowania gospodarskie m.in. domek mieszkalny, wozownia, a nieco w głębi także studnia.

Wypadki historyczne nie pozwoliły kalwinom zbyt długo cieszyć się nową nekropolią. W 1794 r. obok cmentarzy ewangelickich ulokowano stanowiska artylerii, a wśród nagrobków stacjonowała piechota. Nie trudno się domyślić, iż nie odbiło się to pozytywnie na architekturze cmentarnej.

W 1831 r. zarówno kalwińskie, jak i luterańskie miejsce pochówków znalazło się między liniami obrony Warszawy. Po upadku reduty Ordona oraz Sowińskiego były to ostatnie bastiony wojsk polskich i to właśnie tu toczyły się najzaciętsze walki. Zniszczenia wtedy powstałe likwidowano przez wiele, wiele lat (patrz niżej).

Nasza nekropolia "brała udział" także w II wojnie światowej - w 1939 r. znajdowały się tu polskie stanowiska obrony, a w czasie powstania w 1944 r. budynki cmentarne stanowiły siedziby powstańczych pułków i naturalnie tu też się bili. Nekropolia przechodziła wtedy z rąk do rąk, aż w końcu, zdobyta przez hitlerowców, stała się punktem wypadowym wojsk likwidujących powstanie. Nie muszę chyba nadmieniać, że i tym razem nie obyło się bez "ofiar" wśród zabytków cmentarnych. Spłonęły także zabudowania od ul. Młynarskiej tj. dom intendenta (nadzorcy) cmentarza wraz z księgami zmarłych, domek grabarza oraz kaplica.

Po tym kataklizmie cmentarzyk nigdy już nie był taki jak kiedyś. Budynki gospodarcze odbudowano co prawda w 1947 r., lecz tym razem ulokowano je po drugiej stronie cmentarza od ul. Żytniej. Przez długi czas nabożeństwa żałobne odprawiano w mauzoleum Leopolda Kronenberga, gdyż dopiero w 1984 r. odbudowano kaplicę cmentarną (na "starym" miejscu od ul. Młynarskiej).

Był też cmentarzyk kalwiński miejscem wielkich pogrzebów wielkich ludzi. Do "wydarzeń wszechczasów" należało m.in. pożegnanie doczesnych szczątków Katarzyny Sowińskiej (1860 r.), wdowy po sławnym generale2 czy Stefana Żeromskiego (1925 r.). Obok nich spoczywają takie osobowości, jak: Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Juliusz Kaden-Bandrowski, Baudouin de Courtenay, Andrzej Szczypiorski, Jeremi Przybora, Jan Bystroń, rodzina Arctów, Jakub Józef Simmler, Anna German. Cmentarna ziemia kryje też prochy potomków znanych rodów kalwińskich (np. Grabowscy, Kurnatowscy, Krzyczewscy, Świdowie), lecz również ariańskich (gen. Karol Józef Sierakowski), hugenotów i Szwajcarów (np. Lacour, Lardelin, Semadeni), Żydów (np. Kronenberg, Halpern, Loewenstein), a także anglikanów, metodystów, baptystów, adwentystów i... bezwyznaniowców3.

Chociaż stara (czyt. ładniejsza) część cmentarza nie jest duża, znajduje się na niej sporo interesujących nagrobków. A ponieważ zarówno czas, jak i zawieruchy wojenne nie oszczędzały naszej nekropolii, wiele z nich wymaga pilnej konserwacji. Dlatego też również przy kalwińskim cmentarzyku od ok. 1989 r. działa Społeczny Komitet Opieki nad Zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Reformowanego w Warszawie, organizujący coroczne kwesty zaduszkowe, dzięki którym udało się odnowić kilka pięknych pomników.

Organizacja "przestrzenno-funkcjonalna"

Początkowo na chowanie zmarłych przeznaczono tylko część terenu, pozostałą przekształcając na tzw. ogród. Tak, tak drogie dziatki, zanim zaczęto grzebać tam nieboszczyków, na kawałku obecnego cmentarza uprawiano buraki ;-)

Aż do pierwszych lat XIX w. owe buraki były jedynym urozmaiceniem krajobrazu, gdyż nekropolia pozbawiona była drzew. Trochę też potrwało zanim zaczęły tam szumieć topole, kasztany i wierzby, gdyż ich sadzenie odbywało się dzięki prywatnym darowiznom, a te, jak wiadomo, mają charakter raczej rzadki i nieregularny. Dopiero w 1805 r. cmentarzyk został jako tako uporządkowany: obok zieleni (w tym ponoć drzewek owocowych), wytyczono ścieżki oraz wystawiono ogrodzenie od ul. Młynarskiej i dzisiejszej ul. Żytniej, a na prawym słupie bramy wjazdowej ufundowano tablicę z łacińskim napisem:

Stanisalo Augusto
Alma afulsit luce
innoxio tamulo nunc
ossa tecuntur nostro-
rum. Legi obediens
Coetus Reformate
Confessionis
Anno MDCCXCII
4

Wprowadzono też racjonalną gospodarkę ziemią cmentarną część przeznaczając na groby ogólne, a część - na dziedziczne. W 1821 r., kiedy rozbudowywano szpital luterański na Lesznie, konieczne stało się usunięcie grobowca Piotra Teppera. Przeniesiono go (wraz z lokatorami) na nowy cmentarz, stawiając na wprost głównej bramy. Z czasem przeszedł on na własność rodziny Andtów, lecz stopniowo zaczął pełnić funkcję uniwersalnej "przechowalni" zwłok, oczekujących na wykończenie grobowców rodzinnych. Zadziwiające jak krótką okazywała się nieraz pamięć ludzka, coraz częściej bowiem zapominano o złożonych u Teppera/Andtów nieboszczykach i wkrótce grobowiec zapełnił się obcymi, a co gorsza w większości anonimowymi trumnami. Dopiero na przełomie l. 40-tych i 50-tych XIX w. podjęto się jakoś uregulować sytuację tj. najbardziej zniszczone trumny złożono w grobach ogólnych, a pozostałe zostawiono na miejscu układając na specjalnym rusztowaniu. Co ciekawe najstarsze zwłoki pochodziły z 1771 r.

W 1828 r. wprowadzono szczegółowe przepisy grzebania zmarłych, określające nie tylko wymiary pojedynczego grobu, ale narzucające podział ziemi cmentarnej na kwatery. I tak, kalwiński cmentarzyk został pokrojony na kawałki, które oznaczono literami alfabetu. Nadal jednak nie istniały jasno wytyczone granice poszczególnych miejsc pochówku. Efekt był taki, że zmarłych grzebano, owszem w kwaterze X, ale nieraz zupełnie przypadkiem wkopywano się w miedzę sąsiada-nieboszczyka i była afera ;-)

Przełomowym w dziejach kalwińskiej nekropolii (jak zresztą całego kraju) był 1831 r. W nocy z 6 na 7 września 1831 r. spłonęły wszytkie zabudowania cmentarne wraz z prowadzoną od początku istnienia cmentarza ewidencją zmarłych. Zniszczeniu uległy także liczne nagrobki, stąd praktycznie nie zachowały się pomniki sprzed 1840 r.

Poniesione wtedy straty okazały się zbyt wielkie, jak na siły warszawskiego zboru. Na początku l. 30-tych XIX w. cmentarz popadł w takie zaniedbanie, że aż władze policyjne i duchowne musiały napominać zbór, aby uprzątnął nekropolię. Jednak zgliszcza pożaru z 1831 r. usunięto dopiero w 1835 r. Odrażający stan cmentarza sprawił, że wiele rodzin grzebało swoich zmarłych u sąsiadów za miedzą, czyli luteran lub na Powązkach5.

Tak na poważnie wzięto się do roboty dopiero na przełomie l. 30-tych i 40-tych XIX w. Już w 1837 r. odbudowano dom przedpogrzebowy i studnię, nadal jednak nie odnowiono murów i nie uporządkowano samego cmentarza. W 1839 r. wreszcie zdecydowano się, że coś trzeba z tym bałaganem zrobić, a przy okazji zmienić nieco politykę finansową. Ustalono m.in. aby dochód z nekropolii przeznaczyć tylko na grzebanie ubogich i utrzymanie cmentarza.

Aż do 1842 r. prześcigano się w kolejnych "genialnych i funkcjonalnych" projektach "rewitalizacji" i organizacji cmentarza. Uchwalono m.in. taryfę za ostatnie posługi oraz nawiązanie współpracy z luteranami w kwestii użytkowania karawanów, katafalków i kaplicy.

Fundusze, jak to bywa, zbierano z wielką trudnością, choć ściągano je również od wyznawców kościoła anglikańskiego, którzy odprawiali nabożeństwa w kaplicy kalwińskiej na Lesznie oraz grzebali swoich zmarłych przy ul. Młynarskiej.

Od początku l. 40-tych XIX w. prace postępowały już raźniej, w myśl powiedzenia "co rok to prorok" ;-) W 1843 r. ukończono mur, rok później wybudowano kaplicę (arch. Adam Loewe), wybrukowano podwórze, zakupiono dzwony, wystawiono ławeczki oraz posadzono drzewa, a w 1845 r. rzeczoną kaplicę wzbogacono o katafalk oraz mównicę. Ostatecznie prace ukończono w 1846 r., lecz oficjalne, ponowne otwarcie smętarza nastąpiło dopiero w 1847 r.

Chociaż został on przywrócony do jako-takiego stanu używalności, wiele jeszcze pozostało do zrobienia. Nadal nie było ksiąg cmentarnych, które teoretycznie zaczęto prowadzić dopiero od 1848 r. Teoretycznie, gdyż epidemia cholery mocno utrudniła bieżące rejestrowanie pochówków, a informacje o pogrzebach utrwalano głównie w formie luźnych notatek6. W 1849 r. podjęto ambitną próbę uporządkowania ewidencji zmarłych, ale udało się odtworzyć dane zaledwie od 1839 r., a z l. 1831-1839 tylko fragmentarycznie. Tak więc informacje o "wielkich zmarłych" sprzed tego okresu pozostaną na zawsze tajemnicą cmentarnej ziemi.

W ferworze prac porządkowych postanowiono raz na zawsze położyć kres sporom "o miedzę", czyli wytyczyć konkretne granice każdego grobu. Pomiary szczegółowe prowadzono od 1852 r. Ktoś jednak postanowił "zaoszczędzić" trochę grosza i do ponownego oznaczenia kwater użyto słupków drewnianych. Efekt był taki, że po dwóch latach trzeba było zamówić nowe, tym razem metalowe, w znanej firmie braci Evans.

Wreszcie, w 1858 r. doprowadzono cmentarzyk do stanu w miarę sprawnej funkcjonalności, zatem na ostateczną naprawę zniszczeń z 1831 r. potrzeba było aż 27 lat!

Wciąż problematyczne okazało się ewidencjonowanie zmarłych. Istniejące księgi nie były prowadzone skrupulatnie, na dodatek nadal nie wymierzono dokładnie granic poszczególnych grobów. Często więc poszukujący swoich bliskich uzależnieni byli od... Alzheimera grabarza ;-). Na wszelki wypadek postanowiono zatem prowadzić równocześnie dwie księgi, pozostające pod bezpośrednią kontrolą nadzorcy cmentarza. Obowiązywały one jednak tylko dla nowej części cmentarza (patrz Rzecz o kształtach i wielkościach). W l. 1870-1878 pracowano również nad wytyczeniem granic dla poszczególnych miejsc pochówków oraz stopniowo uzupełniano księgi cmentarne o lokalizację poszczególnych grobów.

Przez długi czas zboru kalwińskiego nie było stać na utrzymanie tak istotnej dla "kolorytu" każdego cmentarza postaci, jaką jest grabarz, a już tym bardziej dozorca. Tak więc w l. 1796-1799 funkcję tego pierwszego sprawował zakrystian, Zachariasz Roedtlinger, a po nim niejaki Gottlieb Tisler, lokalny młynarz7. Dopiero od 1804 r. udało się wygospodarować stały fundusz dla grabarza. W miarę zwiększania liczebności zboru, zwiększała się też ilość nieboszczyków, stąd w 1870 r. konieczne stało się zatrudnienie pomocnika mistrza. Tym niemniej w 1886 r. zniesiono "urząd" grabarza, zastępując go nadzorcą. Zamieszkiwał on obok cmentarza i zobowiązany był do utrzymywania kogoś do wypełniania obowiązków dotychczasowego grabarza. Ta mała "rewolucja" miała m.in. na celu zapewnienie stałej "opieki" nad cmentarzem.

Kolejną rzeczą, spędzającą sen z powiek starszym zboru (a i zwykłym śmiertelnikom takoż), była kwestia transportu nieboszczyków. Z tym, że daleko, dałoby się jeszcze jakoś pogodzić. Jednak wały Lubomirskiego8 można było przekroczyć tylko u wylotu ul. Wolskiej, a to sprawiało, że droga ewentualnego konduktu pogrzebowego wydłużała się niemiłosiernie. Dlatego też do 1807 r. eksportacja zwłok odbywała się ul. Nowolipki przez specjalnie wybitą furtę w wałach, lecz później władze policyjne nakazały jej likwidację9 i tak ostatnia droga zmarłych ewangelików, stała się dla ich bliskich drogą przez mękę. Jakby tego było mało ul. Młynarska miała wówczas charakter zwykłej (choć szerokiej), wiejskiej drogi tzn. latem niesamowicie "zakurzonej", a zimą - zabłoconej. Wybrukowano ją dopiero w 1882 r.

W ciągu l. 80-tych "dopieszczano" naszą małą nekropolię m.in. wygruzowano ścieżki, posadzono nowe drzewa, uporządkowano kwatery ogólne, starą część cmentarza przeznaczając wyłącznie na groby rodzinne. Dzięki tym zabiegom monografista naszej nekropolii mógł "bez przechwałki" stwierdzić: "utrzymanie obecne naszego cmentarza nie pozostawia nic do życzenia, przedstawiając miejsce spoczynku dla zmarłych takiem, jakiem ono według pojęć Ewangelików Reformowanych właściwe być powinno"10.

Już jednak w 1910 r. postanowiono coś niecoś urozmaicić owe "idealne" porządki i przebudowano kaplicę przy ul. Młynarskiej w stylu neoromańskim (proj. Władysław Marconi). Przy okazji "zabezpieczono" oryginalną tablicę z napisem łacińskim, przenosząc ją do sieni domu mieszkalnego na bramie zostawiwszy kopię11.

Nie udało mi się znaleźć informacji o jakiś "innowacjach" przeprowadzonych w latach międzywojennych. A po II wojnie światowej? Cóż, to co zawsze w takich wypadkach tj. niekończące się prace porządkowe i odbudowa zniszczeń, w tym nagrobków. Obecnie cmentarzyk prezentuje się sympatycznie i schludnie, co jakiś czas pojedyncze pomniki są odnawiane, ale to tylko kropla w morzu potrzeb. Dlatego, drogie dziatki, trzeba brać udział w kwestach zaduszkowych, coby nasze wnuczki też mogły podziwiać takie zabytki :-)

Rzecz o kształtach i wielkościach

Cmentarzyk kalwiński nie należy do największych, trudno więc sobie wyobrazić, że niegdyś był jeszcze mniejszy. Niestety, odtworzenie kolejności pierwszych "przyrostów" jego obszaru jest trochę... kłopotliwe.

Jedynym dostępnym mi źródłem jest broszurka Edmunda Diehla, która jednak porządnie mi namieszała12. Najpierw bowiem dowiadujemy się, że od wspomnianego bankiera Schultza wydzierżawiono 8000 łokci2 (2700 m2). Potem, że przed 1842 r. nastąpiło jakieś, nie do końca dające się wymierzyć powiększenie cmentarza, gdyż zachowały się rachunki za czynsz opiewające na dwa razy większą sumę. I wreszcie, iż w bliżej nieokreślonym czasie zakupiono teren w kształcie trapezu, o powierzchni ok. 14140 łokci2 (ok. 4666 m2), na którym wydzielono i ogrodzono część grzebalną (77 na 97 łokci tj. ok. 7470 łokci2, czyli ok. 2464m2), na pozostałej zaś urządzono tzw. ogród. Z kolei z planów zamieszczonych w książeczce Diehla wynika, iż już w 1826 r. teren miał kształt trapezu, czyli już wtedy był około dwa razy większy od dzierżawy Schultza.

Bóg jeden wie, jak to z tym było. Dość, że w l. 1826-1827 ów pierwotny cmentarz (czyli działka 7470 łokci2) zaczął się już niepokojąco zapełniać, stąd rozpoczęto zbiórkę funduszy na przystosowanie do pochówków i ogrodzenie ogrodowej części terenu. Znaczną część gotówki udało się uzyskać od władz miasta oraz... innowierców.

Kiedy wreszcie uporano się z usunięciem szkód powstałych w 1831 r. nagle okazało się, że znowu zaczyna brakować miejsca dla nieboszczyków. Projekty powiększenia cmentarza pojawiały się więc już w. 1858 r., ze względu jednak na brak funduszy była to pieśń przyszłości. I to pieśń wyjątkowo odległej przyszłości, gdyż sytuacja własnościowa okolicznych gruntów była bardzo zawiła i nie wiadomo było od kogo je nabyć, i kto ma prawo je sprzedać. Mimo to od 1860 r. zaczęto zbierać składki na wykup ziemi, choć dopiero w ciągu następnego roku udało się zgromadzić prawie całą kwotę. Kwestię prawną sąsiednich posesji rozwikłano dopiero pod koniec w 1864 r. O tym, jak paląca była potrzeba powiększenia cmentarza, świadczy również fakt, że w międzyczasie powstał nawet projekt wywłaszczenia części gruntu na cele publiczne13.

Oficjalnie i formalnie zakupu 38127 łokci2 (12582 m2) ziemi dokonano jednak w 1866 r., a poświęcenia nowego nabytku w rok później. Był to pas o kształcie trapezu prostokątnego (jeśli coś takiego istnieje ;-) ), prostopadły do dotychczasowego placu cmentarnego.

Zakup takiej ilości gruntu mocno nadszarpnął budżet zboru, postanowiono więc wydzierżawić większą jego część, na pochówki przeznaczając tylko niewielki pas przy starym cmentarzu. Jednak już na początku l. 80-tych XIX w. był on już praktycznie zapełniony, stąd w 1887 r., 1900 r., 1914 r. i po raz ostatni w 1928 r. kolejne części cmentarza przeznaczano na pochówki.

Tym samym nasza nekropolia osiągnęła swój dzisiejszy kształt, zajmując ok. 17250 m2 (ok. 1,72 ha).

Okiem turysty

Wbrew pozorom warszawski cmentarzyk kalwiński wcale nie jest typowym przedstawicielem swego "gatunku". Atmosfera metropolii, gdzie rodziły się wielkie fortuny, wystawiała tradycyjny ewangelicki etos skromności na ciężkie próby14.

Wygląd naszej nekropolii uzależniony był przede wszytkim od surowych praw kościoła reformowanego. Zakazywały one m.in. sporządzania wizerunków Boga, zatem w pierwszych dziesięcioleciach istnienia nekropolii praktycznie nie powstawały nagrobki z podobizną Jezusa (np. krucyfiks). Stopniowo jednak, poniekąd za sprawą tych samych, "zaopatrujących" kilka wyznań, zakładów kamieniarskich, coraz częściej prawo to było łamane i w okresie międzywojennym trudno już odróżnić cmentarz augsburski od reformowanego. Nadal zresztą obowiązuje zakaz umieszczania na grobach fotografii zmarłych15.

Mając zatem głęboką świadomość wyżej wymienionych faktów zabieramy się raźno do zwiedzania, ograniczając się jednak do starej części cmentarza tj. między ul. Młynarską a Żytnią16.

Architektura cmentarna jest dosyć skromna, zazwyczaj nawiązująca do form klasycznych. W oszczędności ornamentyki, połączonej z harmonią proporcji widziano bowiem najbardziej odpowiedni środek wyrazu dla majestatu śmierci. Stąd najwięcej znajdziemy tu różnych cippusów oraz wszelkiej maści i wysokości obelisków. Jak to jednak w życiu bywa, nawet na cmentarzu zdarzają się wyjątki, przy czym niektóre całkiem udane.

Zwiedzanie zaczynamy od wejścia (jakżeby inaczej ;-)), czyli od ul. Żytniej. Idąc główną aleją, zaraz po lewej stronie rzuca nam się w oczy piękny krzyż celtycki z sentencją Arduus ad solem (łac. Wznosząc się ku słońcu), należący do pań Powicke-Robin zmarłych na początku XX w. Jest to zapewne jeden z grobów anglikańskich. Mijamy szanowne panie i w murze od ul. Żytniej znajdujemy grobowiec rodziny Gustawa Szyllera z piękną rzeźbą anioła przypominającego, że Mors est vita (łac. Śmierć jest życiem).

Podążamy dalej alejką wyścieloną murawą i ocienioną kasztanami, mijając po prawej stronie skromną, anglikańską płytę zakończoną ostrołukiem z płaskorzeźbą jakiegoś symbolicznego kwiecia, a po lewej grobowiec artysty malarza Józefa Simmlera oraz rodziny znanego już nam architekta Adama Loewe.

Kilka kroków dalej przystajemy przed cokolwiek kiczowatym, choć nie pozbawionym pewnego uroku pomnikiem rodziny Bertoldów Neumanów. Wykonany z białego marmuru przedstawia pogrążoną w rozpaczy kobietę, siedzącą u stóp sarkofagu.

Za naszą płaczką prześwituje między drzewami imponujące mauzoleum Kronenbergów. Jest to najbardziej okazała budowla cmentarna, stylizowana na neogotycką świątynię z pięknym wykończeniem rzeźbiarskim m.in. ozdobionymi liśćmi dębu kapitelami kolumn. Nie da się jej ominąć także dlatego, iż jest jednym z nielicznych przykładów "makroarchiotektury" na cmentarzyku kalwińskim17.

Przed nią luźno rozrzucone są jedne ze starszych nagrobków m.in. pomnik małżonków Fuhrman-Roesler (ok. 1805 r.) w formie cippusa zwieńczonego półokrągłym tympanonem z płaskorzeźbą Chronosa. Tym co wyróżnia ów monument są dwie postacie owinięte w śmiertelny całun, ustawione po bokach pomnika. Jest to nawiązanie do obyczaju, panującego w niektórych gminach kalwińskich, zgodnie z którym zmarłych grzebano właśnie w takich śmiertelnych koszulach18.

Kierując się w stronę ul. Młynarskiej przystajemy przed katakumbami i symboliczną mogiłą powstańców z 1944 r. Masywne głazy z czerwonego granitu (marmuru?) poświęcono m.in.:

Pamięci
ks. Jana Salomona
Musoniusa
pierwszego pasterza zboru reformowanego warszawskiego
[zm.] 7 XI 1790,
małżonki jego
Anny Elzbiety Musoniusowej
[zm] 3 IX 1790
oraz
wszystkich współwyznawców, których
znikome szczątki ze skasowanego w końcu
XVIII wieku cmentarza na Lesznie
przyniesione i tu złożone zostały.

Na lewo od bramy głównej znajduje się neoromańska kaplica, a obok niej sympatyczny trawniczek. Jest to miejsce po dawnych zabudowaniach cmentarnych, a znajdująca się w murze od ul. Żytniej furtka, to dawne wejście do domu nadzorcy. To właśnie tu możemy obejrzeć oryginał tablicy, której kopia wisi na bramie od ul. Młynarskiej.

Przecinamy aleję główną i dalej, pod murem podziwiamy modernistyczny grobowiec rodziny Laskowskich (proj. Bolesława Jeziorańskiego) z posągiem anioła trzymającego pochodnię i bardzo "secesyjną" fryzurą ;-)

Wróciwszy się do głównej arterii komunikacyjnej cmentarza, stawiamy świeczkę na prostym grobie Andrzeja Szczypiorskiego lub Stefana Żeromskiego. Obok tego ostatniego znajduje się ciekawa wariacja na temat grobowca rodziny Sztumberk-Rychterów tj. pomnik Miklaszewskich i/lub Beeli de Belfort.

Hmm... i to byłoby wszystko. No, prawie ;-) Nie tylko kamienie i "wielkie nazwiska" składają się na urok kalwińskiego cmentarzyka, lecz również zieleń i inne drobiazgi. W jego starej części utwardzonych alejek jest niewiele, stąd spaceruje się zazwyczaj po murawie, tworzącej sympatyczny, mięciutki dywanik. Z kolei różnorodne drzewa np. kasztany, bzy, jarzębiny sprawiają, że wiosną cmentarzyk tonie w kwiatach. Warto też zwrócić uwagę na ozdobne metalowe ogrodzenia grobów, tak charakterystyczne dla cmentarzy ewangelickich.

No, teraz tu już chyba wszytko ;-)

© Sowa
20.09.2006

Przypisy:

  1. Zakładamy, że 1 łokieć = 0,58 m, choć trzeba wziąć poprawkę, że w różnych czasach i różnych województwach łokieć miał od 0,57 do 0,6 m.
  2. Była to zresztą pierwsza manifestacja patriotyczna po 1831 r.
  3. J. i E. Szulcowie, Cmentarz ewangelicko-reformowany w Warszawie : zmarli i ich rodziny, (Biblioteka Syrenki), Warszawa 1989, s. 9.
  4. Za Stanisława Augusta / ożywcze zajaśniało światło / z zimnego grobu, w którym teraz / milczące nasze kości. / Prawu posłuszne Zgromadzenie Wyznania Reformowanego / Roku 1792.
    Tłumaczenie podaję za: E. Diehl, Wiadomości historyczne o cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, Warszawa 1893 [reprint], s. 5.
  5. Paradoksalnie ówczesny zbór był liczniejszy niż w 1792 r.! Sam Edmund Diehl, członek zasłużonej dla kalwińskiej społeczności Warszawy rodziny, delikatnie wypomina swoim współwyznawcom skąpstwo, a kierownictwu zboru nieumiejętność zmobilizowania swoich "owieczek".
  6. Wtedy też konieczne stało się wyznaczenie kwatery cholerycznej, niestety nie wiem, gdzie się ona znajdowała.
    W innych miejscu Diehl podaje, że epidemia miała miejsce w 1842 r. może więc znowu zecer się pomylił i księgi zaczęto prowadzić wcześniej nić w owym 1848 r.?...
  7. Jakby ktoś się nie domyślił, skąd wzięła się ul. Młynarska i Żytnia, podaję, że owa część Woli i pobliskich Powązek stanowiły lokalny ośrodek "przetwórstwa" zbóż wszelakich, a cmentarze ewangelickie przez długi czas sąsiadowały z licznymi wiatrakami.
  8. Usypane ok. 1770 r. z rozkazu marszałka koronnego Stanisława Lubomirskiego miały spełniać funkcję kordonu policyjnego i zabezpieczyć miasto przed zarazą. W efekcie zakreśliły ramy rozbudowy Warszawy.
  9. W 1813 r. wystąpiono do władz policyjnych z prośbą o przywrócenie wspomnianej furty. Te jednak zażyczyły sobie jej "ufortyfikowania" oraz aby klucz przechowywany był u dozorcy rogatek Wolskich (mieściły się mniej więcej w miejscu dzisiejszego ronda Kercelaka, czyli skrzyżowaniu ul. Okopowej z Al. Solidarności). Wiązało się to nie tylko z wydatkami, ale każdorazowym bieganiem po klucz. Jak więc nietrudno się domyślić, oba zbory ewangelickie postanowiły, że chyba jednak lepiej wyjdą nadkładając drogi.
  10. E. Diehl, op. cit., s. 52.
  11. Dom ów został zniszczony podczas ostatniej wojny, sień jednak (z tablicą) zachowała się od ul. Żytniej (patrz Okiem turysty).
  12. Mam wrażenie, że jest tam sporo literówek, a właściwie "cyfrówek" w datach. Opisuję więc to, co udało mi się wydedukować uczulając Czytelniczkę/Czytelnika, że niechcący mogę coś "ubarwić" ;-)
  13. Innymi słowy nawet władza dostrzegła potrzebę powiększenia nekropolii. A dzisiaj nawet obwodnicy nie można się doczekać :-/
  14. B. Tranda, 200 lat cmentarza ewangelicko-reformowanego w Warszawie [w:] Obecni... : karty z dziejów ewangelików warszawskich : materiały z sesji popularnonaukowej : Muzeum Woli. Oddział Muzeum Historycznego m. st. Warszawy, Warszawa, 22.V.1992 r., Warszawa [1992], s. 9.
  15. Co zostało przypomniane na tablicy informacyjno-regulaminowej przy wejściu na cmentarz.
  16. W nowej części, jak to niestety pospolicie u nas bywa, dominuje lastryko i słońce.
  17. Oprócz niej udało mi się naliczyć zaledwie trzy kaplice grobowe.
  18. Nagrobek ten został odremontowany w 2005 r. Jego nieudolną (w każdym razie mniej klimatyczną) kopię można znaleźć na Starych Powązkach (grób Antoniego Herzel, zm. 1849, kw. 8).

Źródła:

  • E. Diehl, Wiadomości historyczne o cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, Warszawa 1893 [reprint].
  • E. Szulc, Cmentarze ewangelickie w Warszawie : Cmentarz Ewangelicko-Augsburski, Cmentarz Ewangelicko-Reformowany, Warszawa 1989.
  • J. i E. Szulcowie, Cmentarz ewangelicko-reformowany w Warszawie : zmarli i ich rodziny, (Biblioteka Syrenki), Warszawa 1989.


Do góry