Cmentarze


Cmentarze "krótko i zwięźle"
Prawem i lewem

Chyba nie ma dziedziny życia, której gdzieś-kiedyś nie regulowałby jakiś dekrecik królewski, ustawa czy insze zarządzenie. Cóż, porządek musi być ;), toteż i cmentarze nieraz zajmowały prawodawców. Kto jednak stanowił "prawo cmentarne" i w jakim stopniu było ono egzekwowane?

Res mixtae, czyli świecko-sakralne rzeczy mieszane

Już w czasach prehistorycznych pogrzeb był nie tylko sposobem na pozbycie się zwłok. W złożeniu do grobu więcej było nabożnej czci i strachu przed powrotem nieboszczyka na ziemię niż kalkulacji sanitarno-higienicznych. Od czasów antycznych cmentarze były więc przestrzenią tajemnicy i sacrum, a tym samym "rządziły" się prawami boskimi, a nie ludzkimi.

W starożytności nekropolie traktowano z szacunkiem, gdyż często (np. w Imperium Romanum) sprawowano tam jednocześnie kult przodków (zob. też Cmentarze "krótko i zwięźle" : idee przewodnie). A ponieważ w takim Egipcie czy Rzymie władca był jednocześnie bogiem i najwyższym kapłanem, zatem zbezczeszczenie cmentarza było ścigane przez państwo i to państwo ustalało zasady pochówków (por. np. Prawo XII tablic).

Tradycje antyczne nie zginęły wraz z zamknięciem świątyń pogańskich i zaprzestaniem cmentarnych imprez "za zdrowie" pradziadków ;). Nadal żywe było bowiem prawo rzymskie, z którego Kościół przejął m.in. zasady, że:

  • grób ze zwłokami jest święty i nienaruszalny;
  • każdy człowiek ma prawo wybrać sobie miejsce wiecznego odpoczynku.

Stały się one fundamentem dla cmentarnego prawa kościelnego, lecz podlegały pewnym ograniczeniom.

Nowy "porządek" religijny, jaki przyniósł schyłek antyku, mocno skomplikował relacje między świeckimi a duchownymi. Co prawda panujący nadal uważali się na zwierzchników kleru, ale nie byli już bogami, gdyż dla chrześcijan Bóg jest tylko jeden i to w Niebie, a nie na ziemi. Duchowieństwo uparcie dążyło więc do osiągnięcia niezależności od świeckich i, o ile nie byli oni patronami, to cały zarząd sprawami pogrzebowymi leżał w gestii kleru.

Ta próba sił przybierała różny kształt w poszczególnych krajach. Przyjrzyjmy się np. Wielkiej Brytanii, gdzie spory "kompetencyjne" między władzą "ziemską" i "nieziemską" miały szczególnie burzliwy przebieg1. Dzieje tamtejszego cmentarnictwa świetnie pokazują jak wiele czynników "ustawodawczych" wpływało na kształt cmentarzy.

Podstawą prawną wszelkich działań pogrzebowych było pradawne i powszechne prawo zwyczajowe (common law), wedle którego każdy powinien być pochowany na swoim cmentarzu parafialnym lub w parafii zgonu. Równocześnie obowiązywało prawo kościelne zabraniające grzebania przy świątyniach wybranych kategorii osób (np. nieochrzczonych, ekskomunikowanych), w tym... nienależących do parafii (potrzebna była na to zgoda rady parafialnej). Co więcej w kościele anglikańskim (na mocy prawa zwyczajowego) właścicielem kościoła i cmentarza był parson (proboszcz), który w wielu wypadkach mógł postępować z nim, jak z prywatną własnością. Wreszcie w sprawy cmentarne od czasu do czasu mieszała się również władza państwowa. Ot, np. król angielski Edward I Długonogi (1239-1307) zakazał czerpania korzyści materialnych z cmentarza np. z rosnących na nim drzew (ich wycinka była dozwolona tylko wtedy, jeśli drewno miało posłużyć do reparacji kościoła). Z chwilą, kiedy Henryk VIII (1491-1547) ogłosił się głową kościoła angielskiego, podział prawa cmentarnego na świeckie i kościelne stracił właściwie sens.

Przebieg reformacji w Wielkiej Brytanii był jednak wyjątkiem na tle Europy. W pozostałych krajach Kościół (katolicki lub protestancki) pozostał bardziej niezależny od panujących i aż do czasów oświecenia utrzymał monopol na posiadanie cmentarzy oraz decydowanie o ich funkcjonowaniu.

Dopiero od 2. połowy XVIII w. władza świecka zaczęła mniej lub bardziej stanowczo "wtrącać" się w kwestie cmentarno-pogrzebowe i wydawać osobne zarządzenia. W następnych wiekach (XIX-XX w.) w Europie normą stało się więc podwójne (kościelne i państwowe) ustawodawstwo względem cmentarzy.

Zazwyczaj jednak nie ingerowano w ceremonie religijne (wyjątkiem była m.in. Austria), a jeśli już próbowano, to nigdy nie były to zmiany trwałe. Za ważniejsze uważano bowiem uporządkowanie zarządzania cmentarzami czy pochówkami, słusznie widząc w tym drogę do poprawy warunków higieniczno-sanitarnych. Kierowano się więc przede wszytkim dobrem obywateli (aczkolwiek może nie wszyscy sobie z tego zdawali sprawę ;)) I chociaż generalnie Kościół narzekał na te ingerencje, to raczej współdziałał z władzą świecką. Z czasem ustalił zresztą "podział obowiązków": o sprawach obrzędowych decydował Kościół, a w kwestiach zdrowia publicznego - państwo.

Reformy XVIII/XIX w. przyniosły też i inne novum. Wtedy to monopol instytucji wyznaniowych na zakładanie cmentarzy zaczął powoli chwiać się w posadach. W wielu krajach gminy miejskie zostały uprawnione do organizowania miejsc pochówków, a kler pełnił co najwyżej funkcje urzędnicze (Austria, Francja, Prusy, Księstwo Warszawskie, a potem Królestwo Polskie).

Na funkcjonowanie cmentarzy wpływało zatem tak wiele "czynników ustawodawczych", że wybaczcie mi, jeśli gdzieś-kiedyś coś pominę lubo przemilczę. Jak widzicie, zorientowanie się w tym wszytkim wymagałoby większego rozumku niż jednej, małej Sowy ;)

Kto tu (tak naprawdę) rządzi?

Wiemy już, kto regulował funkcjonowanie cmentarzy, ale jak to w życiu bywa: kto inny rozkazuje, kto inny płaci, a kto inny robi ;)

Zazwyczaj nie grało roli, czy właścicielem cmentarza była jedna osoba (anglikanizm) czy ogólnie duchowieństwo (katolicyzm). Utrzymanie terenów grzebalnych spoczywało na parafianach, aczkolwiek faktyczny zarząd sprawował proboszcz (parson, pleban)2.

Model ten zmienił się pod koniec XVIII w., a zwłaszcza w XIX w. Wówczas to, jako się rzekło wyżej, państwo zaczęło ingerować w funkcjonowanie nekropolii i nie wszędzie kończyło się na wydaniu wytycznych co do szerokości alejek i wymiarów trumien. W niektórych państwach pojawiły się tendencje, aby cmentarze całkowicie odebrać spod zarządu wspólnot religijnych, a tym samym przejąć zyski z opłat pogrzebowych.

Szczególnie jaskrawo widać to w zaborze rosyjskim. Już od l. 20-tych XIX w. funkcjonowała instytucja dozorów kościelnych3, którym powierzono administrowanie majątkiem kościelnym. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ich grono tworzyli głównie przedstawiciele lokalnych władz państwowych, a kolejne ustawy przyznawały im coraz większe uprawnienia. Z czasem duchowieństwo praktycznie straciło wpływ na to, co się wyrabia z jego własnością. Ba! w 1865 r. wydano ukaz poddający wszelki majątek Kościoła Katolickiego (nie dotyczyło to innych wyznań!) pod zarząd Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu (Dz.P.K.P. T. 63, Nr 206, s. 391-397)4. Cmentarze należały więc do Kościoła, ale nie miał on prawa samodzielnie nimi administrować. Dopiero wyjście Rosjan z Warszawy umożliwiło wyzwolenie się spod kurateli władz państwowych, co też osiągnięto w 1919 r.

Natomiast inne motywy kierowały władzami komunistycznymi, co również możemy prześledzić na przykładzie Polski. W tym wypadku nie starano się nawet tworzyć pozorów "opieki" nad majątkiem kościelnym. Ustawa z 1945 r. (Dz.U. Nr 50 poz. 279 z 1945 r.) przekazywała Skarbowi Państwa cmentarze po związkach wyznaniowych, które zaprzestały działalności na terenie Polski i zazwyczaj (co nie znaczy zawsze) były one zamieniane na nekropolie komunalne. Podobnie ryzyko groziło tam, gdzie zarząd cmentarza odmówił pochówku osoby innej religii lub ateisty (Dz.U. Nr 47 poz. 298 z 1972 r.). Z drugiej strony na tzw. Ziemiach Zachodnich i Północnych miejsca pochówków należące do tzw. wyznaniowych osób prawnych w większości zostały przekazane Kościołowi Katolickiemu (Dz.U. Nr 16 poz. 156 z 1971 r.)

Pełną swobodę gospodarowania miejscami pochówków wyznania otrzymały wraz z upadkiem komunizmu. Już w 1989 r. przyznano tzw. kościelnym osobom prawnym prawo własności do terenów, na których znajdowały się obiekty sakralne, w tym cmentarze. Ostatecznie problem uregulował konkordat zawarty w 1993 r. zezwalający Kościołowi na posiadanie i zarząd cmentarzami. W następnych latach poprzez osobne umowy z pozostałymi wspólnotami wyznaniowymi państwo polskie zagwarantowało im prawo do swobodnego zarządzania cmentarzami.

Jednak ogólne zasady się nie zmieniły. Nadal, jak dawniej, kiedy trzeba naprawić ogrodzenie, wyasfaltować alejki, wyremontować zabytkowy nagrobek, zarządcy nekropolii sięgają do kieszeni parafian lub sponsorów.

Opłaty pogrzebowe

Religijny charakter pogrzebu chrześcijańskiego, a więc również cmentarza, sprawił, że wszelkie operacje finansowe związane z "ostatnią drogą" człowieka były i są postrzegane jako pewne nadużycie, jako naruszanie sfery sacrum przez profanum. I to przez profanum najgorszego rodzaju. Problem wymagał jednak jako-takiego uregulowania, gdyż cmentarz, a już tym bardziej duchowieństwo odprawiające pogrzeby, samo się przecież nie utrzyma.

Katolicyzm wybrnął z sytuacji sankcjonując nie tyle o p ł a t y, co o f i a r y pogrzebowe (zob. Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.), w wielu krajach wynikające zresztą z prawa zwyczajowego (np. na terenie Niemiec). Jednocześnie ustawodawstwo kościelne surowo wzbraniało wymuszania owych "darów" od biedaków oraz nakazywało, aby ich ceremonia pogrzebowa odbyła się z wszelkimi oznakami szacunku wobec zmarłego.

Rzeczywistość bywała często baaardzo odległa od tego ideału. Konstytucje synodu łuckiego z 1641 r. wspominały o dość rozpowszechnionej wśród chłopów praktyce grzebania zmarłych po lasach ze względu na astronomiczne koszty pogrzebów5. Ciągłe napomnienia kierowano do księży targujących się o wysokość ofiar, odmawiających pochówku przed otrzymaniem żądanej zapłaty, a nawet wygłaszających podczas nabożeństw zgryźliwe uwagi a propos "skąpstwa" rodziny (synod płocki 1643 r.). Dokumenty kościelne wspominają nawet o księdzu, który trzy razy kazał wynosić z kościoła zwłoki biedaka, bo nie chciał pogrzebać go za darmo. Przeciw chciwości proboszczów protestowała także szlachta. W 1728 r. na sejmiku ziemi sandomierskiej posłowie wnieśli skargę do obecnych tam biskupów przeciw klerowi parafialnemu, który pobierał zbyt wysokie opłaty za pogrzeby, nieraz zmuszając chłopów do wyprzedawania inwentarza. Jak zauważa Tomasz Wiślicz, w XVI-XVIII w. opłaty pogrzebowe były główną przyczyną konfliktów związanych z działalnością liturgiczną Kościoła6.

W Polsce od końca XVII w. zaczęto więc wydawać taksy, które - chociaż teoretycznie miały wyznaczać górny pułap oczekiwań finansowych proboszczów - w praktyce funkcjonowały jak normalne cenniki.

Tak też postrzegały je władze państw zaborczych, jednocześnie odbierając Kościołowi prawo do ustalania wysokości opłat pobieranych z okazji udzielania sakramentów. Od końca XVIII w. w Austrii, Prusach czy Rosji taksy układali nie biskupi, lecz urzędnicy państwowi7, gdzieniegdzie zapewniając jednak pomoc przy ściganiu opłat, ale też decydując o ich podziale i przeznaczeniu (zabór rosyjski). Dopiero polska ustawa z 1932 r. przyznawała Kościołowi większą swobodę w tych kwestiach, uprawniając właścicieli miejsc pochówków (tak związki wyznaniowe, jak i gminy) do pobierania pieniędzy za korzystanie z cmentarzy i ich "infrastruktury", aczkolwiek zaznaczając, że uzyskane w ten sposób fundusze należy przeznaczyć na utrzymanie nekropolii8.

Nieco odmiennie prezentuje się sytuacja Kościołów protestanckich. W przeciwieństwie do duchowieństwa katolickiego, ewangelicy nie posiadali beneficjów, zatem jedynym źródłem utrzymania były datki wiernych. Szczególnie ważną pozycją w budżecie były właśnie opłaty pogrzebowe i wydaje się, że bardzo wcześnie uległy one regulacjom. Znany jest np. tzw. porządek kościelny (e Kirchenordnung) obowiązujący od 1612 r. dla Kościoła Mariackiego w Gdańsku. Wyróżniono w nim opłaty za różne rodzaje grobów (np. pojedyncze i zbiorowe, kościelne pod własną lub "gminną" płytą) oraz kilka kategorii pogrzebów, z których wpływy (w stałej wysokości) szły do kieszeni uczestników, a nadwyżka do kasy parafialnej. Właściwie studiując ten dokument, można dojść do wniosku, że "personel" kościołów protestanckich zorganizował się w wysoko wyspecjalizowane "przedsiębiorstwo" pogrzebowe, zajmujące się nie tylko odprowadzaniem zmarłego do grobu, ale też... rozsyłaniem zaproszeń na pogrzeb lub dekorowaniem domu żałoby.

Z kolei w kościele anglikańskim ustaliła się zasada, że pogrzeb i miejsce na cmentarzu, owszem są bezpłatne, ale jeśli ktoś ma jakieś większe wymagania (np. co do ostatniej drogi albo lokalizacji grobu), wtedy musi uiścić dodatkowe opłaty. Za pochówek w konkretnym miejscu, w metalowej trumnie lub w rodzinnej krypcie pobierano więc obowiązkową opłatę, usankcjonowaną prawnie9.

Muszę w tym miejscu podzielić się z Wami pewną refleksją. Otóż, najbardziej rozbudowaną częścią taks pogrzebowych była ta, opisująca rozmach ceremonii pogrzebowej. Wyszczególniano opłaty za ilość duchownych biorących udział uroczystości, odśpiewanych pieśni, za bicie w dzwony, grę na organach, procesję, katafalk i jego ozdobienie (w tym świece), a wreszcie za wygłoszenie mowy pogrzebowej. Czy naprawdę nieboszczykowi było to potrzebne do zbawienia? Jeśli przy okazji pogrzebów Kościół grzeszył chciwością, to wydaje mi się, że sami wierni nieraz dawali ku temu okazję własną pychą.

Mit o darmowym i jednocześnie godnym pochówku upadł ostatecznie chyba w XIX w. Już sam fakt przekształcenia taks w zwyczajne cenniki o czymś świadczy, lecz jaskrawym przykładem komercjalizacji całego przedsięwzięcia są m.in. cmentarze londyńskie. Otóż, powstawały tam spółki przedsiębiorczych dżentelmenów prowadzących... właśnie nekropolie. Był to biznes zapewne wcale dochodowy, skoro tylko w l. 1832-1841 powstało ich aż siedem (tzw. Magnificent Seven, London) Ich właściciele niemiłosiernie łupili swoich klientów, nie martwiąc się sakralnym (jak by nie było) charakterem miejsca10. A wszytko odbywało się w majestacie prawa, gdyż były to w końcu prywatne miejsca pochówków i jak komuś się coś nie podobało, mógł się pochować we wspólnym dole przy byle jakim kościele.

Ofiary lub też opłaty pogrzebowe mają więc swój sens - brutalnie przyziemny, ale całkiem uzasadniony. Problem pojawia się wtedy, kiedy logika przysłania zwykłe, ludzkie miłosierdzie.

Prawa i przywileje

Władze duchowne wydawały szereg postanowień celem nadania nekropoliom charakteru miejsca świętego (zob. też Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.) Zazwyczaj polegały one na wyłączeniu ich z życia publicznego, a właściwie z jego pospolitych przejawów, jak targi czy sądy. W praktyce ustawy te były lekceważone tak przez świeckich, jak i duchownych, czego najlepszym przykładem (i to z rodzimego podwórka) jest zwyczaj odbywania sejmików w kościołach. A że ówczesnej szlachcie na temperamencie nie zbywało, toteż i oręż szedł nieraz w ruch, i krew lała się obficie.

Miejsca pochówku zawsze otaczała jednak pewna szczególna atmosfera. Czy to strach przed zemstą umarłych, czy wręcz przeciwnie - szacunek dla nich, pociągały za sobą określenie norm zachowań, jakie wypada bądź nie wypada reprezentować na cmentarzu. Groby objęto więc pewną ochroną, często usankcjonowaną dodatkowo przez władze państwowe.

W starożytnym Rzymie prawo uznawało za nienaruszalne wszytkie miejsca pochówków11, co wynikało nie tylko z ich świętego charakteru, ale również z bardzo rozwiniętej w prawie rzymskim problematyki własności prywatnej. Nawet kiedy wrogo nastawieni do chrześcijaństwa cesarze konfiskowali cmentarze tego wyznania (np. Trajan Decjusz (201-251), Dioklecjan (ok. 240-313)), to odbywało się to wbrew prawu i zazwyczaj kolejny władca anulował rozkazy poprzednika.

Średniowiecze w pewnym sensie "odebrało" cmentarze zmarłym (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : idee przewodnie), ale jednocześnie uczyniło je przestrzenią Boga, której należało się szczególne traktowanie (zob. niżej).

Również w czasach, kiedy państwo ośmieliło się mówić klerowi, jak ma prowadzić nekropolie, dbano o ich wyjątkową atmosferę. Już dekret Napoleona z 1804 r. (Art. 17) zobowiązywał władze gminne do karania wszelkich "nieprzystojnych" zachowań na cmentarzu. W Wielkiej Brytanii ekscesy w miejscach pochówków (w tym przeszkadzanie w nabożeństwie żałobnym) podlegały karze pieniężnej lub więzieniu, a za uszkodzenie nagrobka lub ogrodzenia - więzieniu co najmniej na sześć miesięcy połączonym z karą ciężkich robót. Podobne sankcje (do sześciu tygodni aresztu lub 500 zł grzywny) przewidywała także polska ustawa z 1932 r. (Dz.U. 1932 Nr 35, Poz. 359, art. 14 par. 2).

Nawet dziś, kiedy kwestionuje się wszelkie autorytety, tak religijne, jak i państwowe, w opinii publicznej cmentarz jest ciągle miejscem wyjątkowym. Przynajmniej dla "zdrowej" opinii publicznej. Całkiem niedawno (tj. w 2008 r.) jej protest wywołało np. opalanie się na warszawskim Cmentarzu Powstańców na Woli12.

Od pięknej teorii do równie szlachetnej praktyki bywało jednak baardzo daleko (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : grób i nagrobek) Lepiej radzono sobie z realizacją innych przywilejów cmentarzy, dotykających zresztą bardzo różnych dziedzin.

Najbardziej znane jest prawo azylu, obowiązujące ponoć już w V w. Chociaż tak pradawny, obyczaj ten bywał przyczyną wielu "nieporozumień" między władzą świecką a duchowną, stąd Kościół starał się nieco ograniczyć grono osób, których nie obejmowała ziemska jurysdykcja, aż wreszcie w ogóle usunął stosowne zapisy z prawa kanonicznego (zob. też Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.).

Zanim to jednak nastąpiło, wielu grzeszników zawdzięczało cmentarzowi "zbawienie". Jacek Kolbuszewski przytacza historię pewnego zbójnika, grasującego w Sądeckiem w XVII w. Osaczony przez karzące ręce sprawiedliwości, schronił się na cmentarzu w Czarnym Dunajcu (dziś pow. nowotarski), gdzie przesiedział dni kilka i nocy, czym życie uratował13. W nowszych czasach przywilej ten uległ ciekawej "reinterpretacji", co widać m.in. na naszym polskim podwórku. W czasach zaborów na nekropoliach "uchodziło" bowiem wiele rzeczy niemożliwych do zrealizowania poza nimi. Cmentarze stały się miejscem "azylu patriotycznego": tu stawiano pomniki bohaterom i tu oddawano im cześć, uczestnicząc w pogrzebach lub odwiedzając groby.

Miejscom pochówków, jak zresztą w ogóle kościołom oraz instytucjom religijnym, przysługiwały też inne prawa.

Teoretycznie bowiem wyłączone były spod świeckich zatargów, w tym najazdów związanych przecież ze złupieniem przeciwnika. I rzeczywiście czasami "siły wyższe" interweniowały w obronie swych sanktuariów. Philippe Aries przytacza anegdotę, jak to:

"W Anglii, w czasie prywatnej wojny, nieprzyjacielski oddział przybył do wioski i czym prędzej zaczął grabić nawet to mienie, które mieszkańcy dla bezpieczeństwa złożyli w kościołach i na cmentarzach. Na cmentarzu odzież, worki, a nawet skrzynie wisiały na gałęziach drzew. Bandyci wspinają się na drzewa, ale za sprawą świętego patrona kościoła gałęzie łamią się, oni spadają, a pod ciężarem ich oraz wiszących przedtem na drzewach rzeczy giną zmiażdżeni ich kamraci, którzy czekali na nich pod drzewami."14

Zdarzali się więc naiwni, którzy ukrywali na cmentarzach kosztowności łudząc się, że zdobywcy miasta uszanują świętość nekropolii. Z tychże samych powodów, tak wielką popularnością cieszyły się pochówki w samych świątyniach, rzekomo lepiej chronionych przez Opatrzność niż ich otoczenie, choć jak pokazują dzieje relikwii św. Wojciecha, większość wojujących ważyła sobie lekce to prawo.

Wreszcie, do wyjątkowo korzystnych przywilejów własności kościelnej należało zwolnienie ich od podatków i innych obciążeń na rzecz lokalnych władz świeckich. Jakim prawem? Ano takim, że były to instytucje (teoretycznie) niezarabiające na siebie, których utrzymanie zależało tylko od nieregularnych i wiecznie niewystarczających datkach wiernych.

Z pewnością wnikliwe studia wykazałyby jeszcze niejeden ciekawy aspekt uprzywilejowania nekropolii. Tkwi w tym jednak pewien "haczyk". Otóż, wszytkie ustalenia władz państwowych czy duchownych były (i są) modyfikowane przez rzeczywistość tj. ludową interpretację. Widać to dobrze choćby na przykładzie kategorii osób, którym odmawiano pogrzebu w poświęconej ziemi. Ale to już inna historia (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : zwłoki).

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. Oprac. na podst.: Hasło churchyard [w:] The encyclopedia britannica : a dictionary of arts, sciences, literature and general information. Vol. 6, Chatelet - Constantine, 11th ed., New York 1911, s. 349.

    Jest to zarys bardzo ogólny, a autor hasła nie podawał niestety dat poszczególnych ustaleń prawnych. Trochę to kłopotliwe, gdyż nie możemy odróżnić zaleceń wydanych przez władze katolickie od anglikańskich. Tym niemniej chodzi mi po prostu o ukazanie samego "mechanizmu zjawiska".

  2. W kościele anglikańskim parafianie nie mają prawa samodzielnie zarządzać cmentarzem, choć w Szkocji utrzymanie miejsc pochówków spoczywa na radzie parafialnej (heiritors). - Hasło churchyard [w:] The encyclopedia britannica..., s. 349.
  3. Rady (komitety) parafialne zostały usankcjonowane prawnie już w XIII w. Tym niemniej miały ona zawsze charakter pomocniczo-doradczy i podległy władzy duchownej. - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 22.
  4. W Warszawie w 1867 r. budżet Cmentarza Powązkowskiego przekazano pod zarząd Magistratu. Jednocześnie do l. 80-tych XIX w. autonomię zachował dozór parafii Matki Boskiej Loretańskiej, zarządzający cmentarzem na Kamionku. - W. Niemyski, op. cit., s. 30.
  5. Przykłady zaczerpnięto z: H. Karbownik, Ofiary iura stolae na ziemiach polskich w l. 1285-1918, Lublin 1995, s. 54 oraz T. Wiślicz, Chłopskie pogrzeby w Polsce od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" 1997, nr 3-4, s. 362.
  6. T. Wiślicz, op. cit., s. 363.
  7. Miało to sens o tyle, że w poprzednich stuleciach w każdej diecezji obowiązywały inne stawki pogrzebowe, a kilka regionów w ogóle nie miało własnej taksy. Faktycznie jednak była to brutalna ingerencja w kościelną samorządność, zatem te urzędnicze "cenniki" były często z premedytacją ignorowane.
  8. Ustawa z dnia 17 marca 1932 r. o chowaniu zmarłych i stwierdzeniu przyczyny zgonu (Dz.U. 1932 nr 35 poz. 359, Art. 6)
  9. Jeśli (jakimś cudem) zgromadzone w ten sposób fundusze przewyższą koszty utrzymania cmentarza, przeznaczano je na biednych. - Hasło burial [w:] British universties encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol. 2, Beaucaire to cataract, ed. by D. Patrick and W. Geddie, London [1933-1937?], s. 569.
  10. Do bardzo wysokich cen miejsca pod grób, trzeba było doliczyć opłatę za wystawienie pomnika, a nawet za... pozwolenie na uprawę kwiatów! - J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 41-42.
  11. Chodzi tu bardziej o groby i nagrobki, a nie cmentarz jako taki.
  12. Z drugiej strony świadczy to o zdziczeniu obyczajów. Nie mogę pojąć, jak komuś w ogóle przyszło do głowy urządzać solarium na masowym grobie ludności Warszawy wymordowanej przez hitlerowców! O tempora, o mores!
  13. J. Kolbuszewski, Cmentarze, (A to Polska właśnie), Wrocław 1996, s. 42.
  14. G.A. Prevost, L'Eglise et les campagnes au moyen age, Paris 1892, s. 50-51. Podaję za: Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 73.
  15. Aries podaje również, iż przy kościele w Minot-en-Chatillonais na cmentarzu znajdowało się specjalne pomieszczenie przeznaczone na dobytek okolicznych mieszkańców. - Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 608, przyp. 68.

Do góry

Źródła

  • Z. Chodyński, Hasło Cmentarze w Polsce [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3 Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 423-437.

    Encyklopedia dostępna jest w Polskiej Bibliotece Internetowej, ale niestety nie ma tam możliwości bezpośredniego linkowania do konkretnego tomu :/

  • K. Cieślak, Kościół - cmentarzem : sztuka nagrobna w Gdańsku (XV-XVIII w.) : "długie trwanie" epitafium, Gdańsk 1992.
  • J. Dziobek-Romański, Cmentarze : zarys regulacji historycznych, prawnych i kanonicznych, "Rocznik Historyczno-Archiwalny" 1998, T. 23, s. 3-30
  • Hasło burial [w:] British universties encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol. 2, Beaucaire to cataract, ed. by D. Patrick and W. Geddie, London [1933-1937?], s. 568-570.
  • Hasło churchyard [w:] British universities encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol. 3, Catarrh to Diophatos, ed. by D. Patrick and W. Geddie, London [1933-1937?], s. 245.
  • Hasło churchyard [w:] The encyclopedia britannica : a dictionary of arts, sciences, literature and general information. Vol. 6, Chatelet - Constantine, 11th ed., New York 1911, s. 349
  • H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23-24
  • H. Karbownik, Ofiary iura stolae na ziemiach polskich w l. 1285-1918, Lublin 1995.
  • R. Milburn, Early Christian art and architecture, Berkley ; Los Angeles 1988.
  • W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934.
  • J. Podkowik, Nie wszystko umiera... : monografia cmentarza grzebalnego w Hrubieszowie, Hrubieszów 2007.
  • A. Waal, hasło Roman Catacombs [w:] The Catholic Encyclopedia. Vol. 3, New York 1908. Edycja elektroniczna New Advent encyclopedia.
  • T. Wiślicz, Chłopskie pogrzeby w Polsce od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" 1997, nr 3-4, s. 351-369.
  • W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 165-218.


Do góry