Cmentarze


Cmentarze "krótko i zwięźle"
Prosta historia

Dzieje cmentarzy europejskich można śledzić na różne sposoby (zob. Dzielenie włosa na czworo, czyli o kategoriach cmentarzy). Ale skoro obiecałam, że będzie "krótko i zwięźle" ;), skupię się tylko na kilku aspektach nekropolii tj. lokalizacji względem osad ludzkich, wyglądzie i organizacji przestrzeni cmentarnej oraz na kwestiach wyznaniowych. Zwłaszcza w związku z tym pierwszym i drugim zagadnieniem doszło do pewnych nieporozumień, co też niniejszym pragnę sprostować ;)

Z miejsca na miejsce

Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że winnym całego zamieszania z przenoszeniem cmentarzy do i z miasta jest chrześcijaństwo. Ja jednak złośliwa nie jestem (tym razem :P), acz k'woli prawdy historycznej muszę przyznać, że Kościół miał w tym całkiem spory udział.

Cofnijmy się jednak do "początków". W starożytnym Rzymie lokalizacja miejsc pochówków była określona przez władze państwowe. Prawo XII tablic zabraniało grzebania zwłok w obrębie miasta, stąd zmarłych chowano przy drogach, w podziemnych katakumbach lub... w ogrodach podmiejskich willi. Wyjątki były możliwe tylko dla tych "super-ekstra" ważnych, czyli cesarzy i westalek. Innym za złamanie prawa groziła astronomiczna kara pieniężna (dekret cesarza Hadriana (76-138), zob. też Cmentarze starożytnego Rzymu).

Dopiero chrześcijanie, po uzyskaniu wolności wyznania (313 r.), zaczęli lekceważyć ten zwyczaj, co było związane m.in. z rozwijającym się kultem grobów męczenników. Widać to wyraźnie zwłaszcza w Rzymie, gdzie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa za wiarę zginęło najwięcej osób. Dopóki ich groby znajdowały się w podmiejskich katakumbach, problemu właściwie nie było, lecz już w IV w. (a nawet ciutek wcześniej) można zaobserwować, jak zmarli anektują miejsca święte. Wokół sarkofagów męczenników budowano bowiem bazyliki, które bardzo szybko zapełniały się również szczątkami zwykłych śmiertelników1. Najazdy plemion barbarzyńskich, szczególnie dotkliwe dla przedmieść, spowodowały, że już w V-VI w., a zwłaszcza w VIII w., relikwie zaczęto przenosić do świątyń w obrębie murów. Za nimi podążyli też wierni i ok. XII w. pochówki w kościołach oraz obok nich były właściwie powszechne.

Należy jednak oddać sprawiedliwość ówczesnym, że nie zawsze było to "wnoszenie" trupów do miasta, gdyż czasami to miasto "przychodziło" do cmentarza. Jeśli bowiem sytuacja lokalna pozwalała na zostawienie relikwii poza murami, zadowalano się tylko zbudowaniem okazalszej świątyni. W ten sposób powstawało centrum pielgrzymkowe, które z biegiem lat stawało się przedmieściem, aż wreszcie pełnoprawną dzielnicą miejską.

Tym niemniej już sam fakt umieszczenia nieboszczyków w miejscu świętym sprawił, że stępiła się wrażliwość ludzi na takie sprawy, jak groby w mieście: skoro w kościele są one dopuszczalne, to czemu nie obok mojego domu?

W następnych wiekach zmarłych grzebano więc w dwóch miejscach: w kościele i wokół niego2. Uczciwość historyczna nakazuje jednak wspomnieć, że dygnitarze kościelni dzielnie i uparcie potępiali pochówki w świątyniach. Niestety było to zbyt ważne i obfite źródło dochodów, aby dało się łatwo je zlikwidować.

Historycy są zgodni, że średniowieczne przenosiny cmentarzy do miast były rewolucją - jak wyraził się Erwin Panofsky - na miarę kopernikańskiej3. Jednak ogólny obraz cmentarnictwa od średniowiecza do końca XVIII w. bywa często sprowadzany do następujących tez:

  1. cmentarze istniały tylko w obrębie terenów zabudowanych (w tym w kościołach);
  2. jeśli znajdowały się poza nimi, to były przeznaczone dla ofiar epidemii, samobójców i innych przestępców oraz innowierców. Innymi słowy: były wyłączone z powszechnego użytkowania.

Tymczasem każde uogólnianie pociąga za sobą ryzyko pominięcia drobnych i zazwyczaj bardzo ważnych faktów.

Tak więc większość opracowań dziejów cmentarzy w Polsce bezkrytycznie powołuje się na Kazimierza W. Wójcickiego, podając, że w Polsce pierwsze cmentarze za miastem powstały dopiero pod koniec XVIII w. w Warszawie4.

Guzik prawda! Nawet jeśli zignorujemy cmentarze innowiercze, epidemiczne czy dla przestępców, to i tak zostanie nam wiele nekropolii poza murami obsługujących parafie miejskie. Ot, daleko nie szukając np. w Płocku już w średniowieczu funkcjonowały dwa takie cmentarze. Nawet miejsca pochówków przeznaczone dla skazańców bądź zapowietrzonych przyjmowały zwłoki "normalnych" parafian tyle że... no właśnie: tych ubogich. Dlatego przemilczano ich istnienie, dlatego nie były nigdy popularne i dlatego w owym XVIII w. nikt nie chciał likwidacji cmentarzy miejskich, przeznaczonych dla "tych lepszych" (zob. Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.) : z dala od miejskiego zgiełku).

Związek między nekropolią a kościołem ulegał stopniowemu rozluźnieniu już od XVI w. Winna była m.in. kontrreformacja narzucająca nowe metody pracy duszpasterskiej, co pociągało za sobą rozbudowę kościołów kosztem właśnie cmentarzy. Czasami w ogóle nie planowano otaczać nowych świątyń grobami od razu organizując cmentarz za miastem5 lub najwyżej budując pod kościołem obszerne krypty6.

Spójrzmy jednak na sprawę oczami wyznań niekatolickich. W XVI-wiecznej Ratyzbonie z dnia na dzień zostały one pozbawione kościołów oraz cmentarzy w miastach. I chociaż przyznano im miejsce pochówków wokół szpitali (np. św. Łazarza), to "uświęcenie" ich kościołem lub kaplicą zajęło lata i kosztowało wiele nerwów7.

Moim zdaniem, przełom w dziejach nekropolii nie polegał na tym, że powstały cmentarze za miastem, bo takowe funkcjonowały od dawna. Rewolucją była likwidacja pochówków na terenach zabudowanych i przeniesienie ich właśnie na nekropolie podmiejskie.

Proces ten w poszczególnych krajach przebiegał w różnym tempie. Sama dyskusja na ten temat rozpoczęła się w 1. połowie XVIII w., aczkolwiek badacze spierają się, czy sprowokowali ją Anglicy czy Francuzi. Równie polemiczna jest kwestia pierwszej ustawy likwidującej cmentarze w mieście. W Polsce uważa się, że był to dekret króla francuskiego Ludwika XVI z 1776 r., co wynika zapewne z tego, że jedyna monografia problematyki (tj. książka Człowiek i śmierć Philippe Ariesa) została napisana właśnie przez Francuza ;) A wystarczy sięgnąć do twórczości naszych sąsiadów zza Odry, aby dowiedzieć się, iż równie postępowy był np. książę Nassau-Dillenburg, który zakazał pochówków w kościołach w 1770 r.8

Jednak nawet najlepsza ustawa, samym swoim istnieniem świata nie naprawi, toteż w Paryżu taki Cmentarz Niewiniątek działał sobie do 1780 r., a i na prowincji różne chyba bywało, skoro w 1804 r. Napoleon I zmuszony był wydać kolejny i kategoryczny Dekret o pogrzebach9.

No dobrze, ale dlaczego cała "impreza" nabrała tempa akurat w XVIII w.? Ano, po prostu ludzkość dojrzała do tego kroku.

Najczęściej utożsamia się to z postępującą sekularyzacją społeczeństwa, w wyniku której śmierć i zmarłych przeniesiono ze sfery religijnej do prywatnej, a zarazem podporządkowano ich wymogom medycyny oraz zdrowia publicznego10. Rzecz była jednak daleko bardziej skomplikowana.

Owszem, w wielu krajach głównym argumentem za likwidacją pochówków w mieście były kwestie zdrowotne, wierzono bowiem, że gazy powstające podczas gnicia zwłok są przyczyną epidemii. Tymczasem nie mniej istotne były głosy przedstawicieli oświeconego duchowieństwa (sic!), żądającego przywrócenia kościołom ich świętego charakteru, naruszonego przez obecność trupów. Szczątki ludzkie znów (jak w czasach biblijnych) stały się nieczyste i należało usunąć je z miejsc sprawowania służby bożej.

Jednocześnie rozwijał się preromantyczny kult grobów, a właściwie pamięci bliskich. Zmieniająca się wrażliwość wymagała miejsca, gdzie można by przysiąść i powspominać wspólnie spędzone chwile, gdzie można by "porozmawiać" z umarłymi i zadumać się nad własną śmiertelnością. Nie było to możliwe na niechlujnych, pozbawionych nagrobków cmentarzach poprzedniej epoki (zob. też Cmentarze "krótko i zwięźle" : idee przewodnie, Cmentarze "krótko i zwięźle" : grób i nagrobek).

W pierwszej kolejności starano się usunąć pochówki z miast, bo właśnie tam problem przepełnienia cmentarzy był szczególnie dotkliwy. Ustawodawstwo państwowe dotyczyło jednak w ogóle terenów zabudowanych, a więc także wsi, choć tam reforma posuwała się "ciutek" wolniej.

W XIX w historia cmentarzy zatoczyła więc koło: od nekropolii sąsiadujących z miastami żywych, poprzez miasta cmentarzy, ponownie do "pól umarłych" witających podróżnych zmierzających ku metropolii. A dziś? Dziś, mimo ustawodawstwa kontynuującego tradycje oświeceniowych reform, mamy Stare Powązki dwa kroki od centrum Warszawy czy Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich otoczone przez XX-wieczne osiedla. Stare cmentarze zostały wchłonięte przez miasto, ale (na razie) nikt nie toczy wojny o ich likwidację.

Świątynia sztuki pod gołym niebem

Oj, wiele, wiele czasu upłynęło, zanim można było z czystym sumieniem nazwać w ten sposób jakiś cmentarz. Po czasach rozkwitu sztuki sepulkralnej w starożytności, średniowiecze przyniosło w tej dziedzinie pewien regres i dopiero w XIX w. na serio zajęto się i nagrobkami, i samym cmentarzem. Sprawa grobów i pomników wymaga oddzielnych (i obszernych) akapitów (zob. Grób i nagrobek), zatem tu powiemy sobie tylko o podejściu naszych praprzodków do kwestii ogólnej estetyki miejsc pochówków.

Turyści odwiedzający starożytne nekropolie (np. egipskie Teby, Rzym) są zazwyczaj pod ich wrażeniem. Czy jednak owe "miasta umarłych" projektowano jako imponujące, całościowe założenia architektoniczne, czy też były po prostu zbiorem dość przypadkowo wystawionych mauzoleów?

Wszytkie znaki na niebie i ziemi przemawiają za tym ostatnim. Nawet w Cesarstwie Rzymskim, słynącym z bardzo rozwiniętego prawa oraz sztuki sepulkralnej, wygląd nekropolii był zazwyczaj dziełem przypadku i nie podlegał żadnemu odgórnemu nadzorowi11.

Gdy myślimy o czasach antycznych, gotowe jesteśmy wybaczyć ten brak "profesjonalizmu" w projektowaniu cmentarzy, bo rekompensują go wspaniałe grobowce. Natomiast o wiele bardziej surowo traktujemy nekropolie średniowieczne i wczesnonowożytne, kiedy to zwyczaj upamiętniania miejsc pochówków prawie zanikł.

Przez długie wieki do organizacji przestrzeni cmentarnej podchodzono dość "bezstresowo". Od czasów średniowiecza cmentarze należały głównie do wspólnot religijnych, więc w praktyce od duchowieństwa, jego wrażliwości, obowiązkowości i zaradności w zdobywaniu funduszy, zależał wygląd nekropolii. Synody wydawały co prawda przepisy porządkowe (zob. Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.), lecz akta wizytacji diecezji bezlitośnie odsłaniały poważne zaniedbania w tej kwestii. W skrócie pisząc, na ówczesnych nekropoliach panował zazwyczaj bałagan: nie było porządnego ogrodzenia lub wymagało ono naprawy, teren pochówków służył nieraz jako wybieg dla inwentarza proboszcza czy okolicznych mieszkańców, a nierzadko przebiegała przezeń droga publiczna12.

W tym samym czasie, zazwyczaj w bogatych miastach czy przy zamożnych klasztorach, powstawały przemyślane i zadbane założenia jak np. w Halle n. Saale (w l. 1557-1594, cmentarz miejski), Salzburgu (l. 1595-1600, Cmentarz św. Sebastiana), w Zdziarze n. Sazawą (XVII w., Cmentarz Św. Trójcy przy klasztorze cysterskim) czy w Toruniu (XVI w., stary cmentarz protestancki św. Jerzego).

Ich "przemyślność" nie zawsze rzucała się w oczy. Dwie pierwsze nekropolie powstały w oparciu o wzór włoskiego campo santo tj. dziedzińca otoczonego arkadami, pod którymi stawiano nagrobki. Oryginalny, chociaż skromny, był cmentarz w Zdziarze zorganizowany na planie koła między trzema kaplicami (nawiązanie do wezwania). Z kolei toruńska nekropolia ewangelików wyróżniała się nie tylko porządkiem czy okazałymi grobowcami rodzinnymi, ale specjalnie nasadzonymi drzewami - elementem dosyć rzadkim w tego typu miejscach. Warto tu jeszcze dodać, że z wyjątkiem cmentarza św. Sebastiana w Salzburgu, wszytkie pozostałe znajdowały się poza miastem. Powiedzmy sobie jednak wprost: były to wyjątki.

Im dalej w XVIII w., tym bardziej pogłębiał się kontrast między poszczególnymi cmentarzami. Przyjrzyjmy się np. rycinie z ok. 1730 r. przedstawiającej wspomniane campo santo św. Sebastiana w Salzburgu (zob. il. obok). To, co rzuca się w oczy, to istny las krzyży, na dodatek bardzo różnorodnych. Zapewne o kilkadzesiąt lat wcześniejszy jest prospekt Lwówka Śląskiego, gdzie na pierwszym planie widać podmiejski cmentarz z zaledwie kilkoma skromnymi mogiłami oznaczonymi prostym, zapewne drewnianym krzyżem. Paradoksalnie, od tego miernego "poziomu artystycznego" nie odbiega teren pochówków wokół katedry św. Stefana w Wiedniu (zob. il. wyżej) - ważnej przecież świątyni.

Nie wydaje mi się, aby grała tu rolę lokalizacja cmentarza względem siedzib ludzkich i chyba nie można generalizować, że im dalej był on położony, tym bardziej zaniedbany. Decydującym czynnikiem było po prostu podejście samych "użytkowników" do wyglądu nekropolii.

Powolutku, pomalutku zaczęło się ono zmieniać właśnie pod koniec XVIII w. i było związane z przeniesieniem nekropolii za miasto.

Proces ten wynikał nie tylko z dyskusji nad higienicznym aspektem pochówków w mieście. Gdzieś tam między wierszami przemykały się słowa protestu przeciwko traktowaniu umarłych jako anonimowej i bezwartościowej padliny. Coraz częściej dopominano się o prawo do upamiętnienia miejsca pochówku bliskich i możliwość pielęgnowania w ten sposób ich pamięci. Z drugiej strony nasilające się tendencje do podkreślania odrębności narodowej spopularyzowały kult bohaterów narodowych, a więc także ich grobów (zob. też Cmentarze "krótko i zwięźle" : idee przewodnie).

To uczuciowo-patriotyczne podejście do zmarłych pociągnęło za sobą dążenie do estetyzacji cmentarzy, nie tylko zresztą w skali "mikro" (piękne nagrobki, zdobienie ich kwiatami), ale i "makro" (projektowanie nekropolii jako założenia parkowo-ogrodowego).

Zjawiska te nasiliły się szczególnie w XIX w., który osobiście uznałabym za drugi (po antyku) "złoty wiek" cmentarzy i sztuki sepulkralnej w Europie. Wówczas to nekropolie stawały się "wizytówką" lokalnej społeczności czy nawet narodu, a ich wpływ sięgał nieraz daleko "poza miedzę". Tak np. Pere Lachaise (1804 r.) to nie tylko jeden z francuskich panteonów, ale także galeria sztuki sepulkralnej i wzorcowy cmentarz-ogród naśladowany m.in. w Wielkiej Brytanii. Z kolei mediolański Cimitero Monumentale (1866 r.) od początku projektowano jako imponujące założenie architektoniczne, gdzie włoscy artyści będą mogli eksponować dzieła swego dłuta i talentu. Na ich pomnikach wzorowano się z kolei w innych krajach, także w Polsce.

Wygląd oraz funkcjonalność terenów grzebalnych stały się w XIX w. bardzo ważne. Ciekawym przykładem tego zjawiska są m.in. cmentarze brytyjskie. Zakładane często przez prywatne firmy miały charakter mocno komercyjny, ale za to czego tam nie było! ;) Poszczególne nekropolie rywalizowały ze sobą pod względem szaty roślinnej, ciekawego planu całego założenia (np. Highgate Cemetery, 1839 r.), oprawą architektoniczną (zwłaszcza bramy, kaplice). Niektórzy poszli jeszcze dalej. W 1852 r. London Necropolis Company (urocza nazwa;)) założyła olbrzymi cmentarz w Brookwood pod Londynem z własnym połączeniem kolejowym (jedna stacja w metropolii i dwie na samym cmentarzu). Ponadto wydzielono osobne części nie tylko dla różnych wyznań, ale nawet narodowości, stowarzyszeń czy zawodów13. Wszytko, aby przyciągnąć klientów ;)

Szczególnym wyrazem tego zaangażowania w funkcjonalność, ale też piękno cmentarzy były działania w celu godnego upamiętnienia ofiar wielkich bitew, jakie podjęto podczas I wojny światowej. Dotychczas miejsca pochówków żołnierzy traktowano - delikatnie powiedziawszy - po macoszemu (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" " zwłoki)14. A tu proszę, już w 1915 r. w austriackim Ministerstwie Wojny (s Kriegsministerium) utworzono Oddział Grobów Wojennych (e Kriegsgraber Abteilung), do którego zadań należało uporządkowanie, zewidencjonowanie i stosowna aranżacja miejsc pochówku żołnierzy, także strony nieprzyjacielskiej15. W Oddziale zatrudnionych było wielu profesjonalnych architektów - inżynierów i artystów m.in. Duąan Jurkovič (1886-1947), Gustaw Ludwig, Gustaw Rossmann, Jan Szczepkowski (1878-1964), którzy zajmowali się nie tylko kreśleniem ogólnych planów nekropolii i wkomponowaniem jej w otoczenie, ale nawet takimi szczegółami jak wygląd nagrobków lub ogrodzenia. Zresztą już sam schemat organizacyjny tej jednostki pokazuje, że do sprawy estetyki podchodzono naprawdę poważnie.

W XIX stuleciu w Europie Zachodniej pojawiła się też fachowa literatura na temat projektowania nekropolii. Warto tu wymienić jeden z pierwszych kompleksowych podręczników w tej dziedzinie autorstwa Johna Claudiusa Loudona pt. On the laying out, planting, and managing of cemeteries, and on the improvement of churchyards (1843 r.), ale dziełka o podobnym profilu ukazywały się przez cały XIX w., a nawet w XX w. (np. Friedhof-Fibel, hrsg von R. Pfistel, München 1954)16. Publikacje te, na równi z aspektem funkcjonalnym cmentarza, kładły nacisk na jego wygląd, proponując szereg ciekawych rozwiązań (np. w kwestii rozplanowania alejek, układu grobów w kwaterach) oraz piętnując błędy czy zwykłą niechlujność przy zakładaniu cmentarzy17.

Dbałość o estetykę nekropolii przejawiała się także w publikowaniu wzorników nagrobków (np. Der Friedhof : Musterbuch ausgeführter Grab-Denkmäler und Monumente der Gegenwart (Karlsruhe l. 50-80-te XIX w.), które miały przyczynić się do podniesienia poziomu rzeźby sepulkralnej. Na naszym podwórku również pojawiały się tego typu inicjatywy. Ot, w 1916 r. ukazała się niewielka książeczka pt. Nagrobki prezentująca projekty pomników upamiętniających poległych żołnierzy polskich18. Zresztą jeszcze w XIX w. wiele czasopism publikowało ilustracje szczególnie udanych monumentów, gdyż traktowano je po prostu jako jeden z wielu przykładów sztuki rzeźbiarskiej.

Mało tego w 1913 r. na terenie Parku Szczytnickiego we Wrocławiu odbyła się Wystawa Sztuki Cmentarnej19. Nie należy jej utożsamiać z tak modnymi dziś targami (np. Targi Funeralne) - to była wystawa z przesłaniem. Zorganizowana przez Śląski Związek Ochrony Stron Ojczystych (Schlesischer Bund für Heimatschutz) miała pobudzić społeczeństwo do troski o miejsca pochówków, które uważano za część dziedzictwa narodowego. Na wystawie zaprezentowano liczne przykłady nagrobków (tak nowoczesnych, jak i historycznych), a także wzorcowy cmentarz wiejski zaprojektowany przez Theodora Effenbergera (1882-1968). I uwierzcie mi, nie była to pierwsza, ani ostatnia tego typu inicjatywa.

W ciągu wieków nacisk na estetykę miejsc pochówków bywał zatem mniejszy lub większy. Da się przy tym zaobserwować subtelną ewolucję związaną ze zmianami w postrzeganiu cmentarza i jego roli w społeczeństwie (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : idee przewodnie). Otóż, w starożytności ważny był przede wszytkim nagrobek, w średniowieczu odwrotnie, a w XIX w. i na początku XX w. - jedno i drugie.

Nobilitacja miejsc pochówków nie wszędzie była jednakowa, co widać porównując np. nekropolie polskie z zachodnioeuropejskimi. Uderza nie tylko różny poziom nagrobków, ale w ogóle kształt czy stan cmentarza.

Niewielką ilość dzieł sztuki sepulkralnej można (próbować) wytłumaczyć mniejszą zamożnością naszego społeczeństwa20. Tym niemniej wiele naprawdę okazałych pomników np. na Cmentarzu Powązkowskim było zamawianych za granicą lub wg projektów obcych artystów. Nie chodziło więc tylko o brak gotówki, ale zwykły snobizm, który jednocześnie hamował rozwój rodzimej sztuki rzeźbiarskiej21.

Natomiast jeśli chodzi o planowanie nekropolii, to przez cały XIX w. było to bardziej kwestią przypadku, niż celowego działania22 i niestety takie podejście zostało nam do dziś. Nie wszytko bowiem można zrzucić na powojenne ubóstwo i wymordowanie elit kulturalnych przez nazistów czy komunistów. Nic, moim zdaniem, nie tłumaczy, dlaczego współcześnie wydajemy grube pieniądze na kiczowate grobowce sporządzone wg jednego szablonu23, dlaczego tak trudno (zwłaszcza na prowincji) prowadzić akcje ratowania starych nekropolii, w czym nieraz przeszkadza sam zarząd cmentarza, dlaczego nie przestrzega on ustaw, nakazujących zachowanie stosownych odstępów miedzy grobami czy wyznaczenie powierzchni na zieleń24. Ba! chociaż wiele naszych cmentarzy zostało wpisanych do rejestru zabytków, to nieliczne posiadają strony internetowe, a jeśli już takowe powstają, to nie z inicjatywy zarządów, tylko osób prywatnych, stowarzyszeń lub władz miejskich25.

Daleka jeszcze droga przed naszymi "świątyniami sztuki pod gołym niebem".

Krótkie dzieje tolerancji religijnej

Większość publikacji o cmentarzach, kiedy mowa o typach miejsc pochówków, najczęściej dzieli je na wyznaniowe i świeckie. I owszem ma to sens, aczkolwiek musimy sobie zdawać sprawę, że tego typu podziały możliwe są dopiero w przypadku cmentarzy XIX-wiecznych i to nie we wszytkich krajach.

W starożytnym Rzymie teren cmentarza składał się właściwie z pojedynczych placów grzebalnych, należących do poszczególnych rodzin lub stowarzyszeń. Grobowce traktowano jako własność prywatną, stąd ich właściciel mógł sobie pochować w takim mauzoleum, kogo chciał, bez względu na jego wyznanie. Władcy Imperium Romanum nie przywiązywali zbytniej wagi do wyznaniowego charakteru nekropolii, czego ciekawym przykładem jest tzw. grobowiec egipski na wzgórzu watykańskim. Wystawiony dla wyznawców Horusa, stał się miejscem wiecznego odpoczynku także dla chrześcijanina i kilku czcicieli Dionizosa26. Doprawdy, wesoła gromadka ;) Dopiero pojawienie się w Wiecznym Mieście licznych wspólnot żydowskich, a potem chrześcijańskich (I-II w.) przyczyniło się do powstania cmentarzy stricte wyznaniowych.

Model ten stał się dominujący w czasach średniowiecza i epoce wczesnonowożytnej. W owym czasie nekropolie tworzyły i prowadziły tylko grupy religijne, dzierżąc jednocześnie monopol na usługi pogrzebowe, pobierane w związku z nim opłaty oraz na decydowanie o sprawach pokrewnych (np. ekshumacjach). W społeczeństwie, gdzie przynależność do wspólnoty religijnej oznaczała "być albo nie być" skuteczną metodą nacisku była też odmowa pogrzebu (zob. Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.). Tym bardziej niedopuszczalne było, aby na cmentarzu grzebano zmarłych innej konfesji27, gdyż oznaczałoby to pogodzenie się z istnieniem heretyków lub pogan.

Poważne starcia na tym tle nastąpiły w XVI w., kiedy nastąpił największy od czasów schizmy wschodniej (1054 r.) rozłam w chrześcijaństwie zachodnim. Wszytkie konfesje zaciekle broniły się przed przyjmowaniem "obcych" zmarłych, ważąc sobie lekce międzynarodowe postanowienia (np. pokój westfalski 1648 r.)28. Co więcej, jeśli jakieś wyznanie miało w okolicy pozycję dominującą, często prowadziło agresywną politykę zmierzającą do likwidacji cmentarzy innych religii. Czy to poprzez naciski na władze świeckie, czy za sprawą "złotoustych" kaznodziejów, doprowadzano do pogromów oraz dewastacji cmentarzy nie tylko żydowskich, ale także innych wyznań chrześcijańskich.

Dopiero myśliciele epoki oświecenia podjęli walkę z religijnym zacietrzewieniem. Być może właśnie na fali ówczesnych nawoływań do tolerancji podjęto działania w celu ograniczenia monopolu pogrzebowego duchowieństwa, a przynajmniej - jego samowoli.

Jednym ze sposobów było zakładanie przez władze świeckie nowych cmentarzy, pozostawiając klerowi co najwyżej ewidencję pochówków (np. Francja, Austria). Dopiero te nekropolie możemy nazwać komunalnymi, aczkolwiek należy pamiętać, że nie zastąpiły one cmentarzy wyznaniowych i często z nimi współistniały. Dopuszczano na nich pochówek wszytkich, bez względu na wyznanie, a pod koniec XIX w. i na początku XX w. pojawiły się nawet głosy o wydzieleniu osobnych kwater dla ateistów. Wyznaczono je m.in. na warszawskim (katolickim!) Cmentarzu Bródnowskim (1929 r.)29 i zapewne do tego wydarzenia odniósł się ks. Henryk Insadowski pisząc:

"Zasada chowania zmarłych bez względu na wyznanie, a nawet bez wyznania [na cmentarzach katolickich - przyp. Sowa] sprzeciwia się religijnemu charakterowi cmentarza jako miejsca świętego oraz charakterowi pogrzebu jako aktu religijnego."30

Tym niemniej była to konsekwencja innych działań również podjętych na przełomie XVIII/XIX stulecia. Ówczesne ustawy zezwalały bowiem na tworzenie nekropolii wielowyznaniowych (np. Austria, Francja, Prusy, Rosja), co też gdzieniegdzie się udawało (np. Cmentarz Stary w Łodzi "obsługujący" aż trzy wyznania) lub wręcz nakazywały przyjęcie na lokalny cmentarz pochówku innowiercy, o ile nie posiadał on własnej nekropolii w okolicy. Długo budziło to pewne kontrowersje, skoro jeszcze w l. 30-tych XX w. ks. Wacław Niemyski poczuł się w obowiązku zaznaczyć, że nekropolie wielowyznaniowe nie są wyrazem niechęci do katolików, lecz ich istnienie uzasadnione jest po prostu małą liczbą wiernych31.

Właściwie większość państw europejskich dążyła do nadania cmentarnictwu bardziej "ekumenicznego" charakteru. Nie zawsze jednak kierowano się przy tym tylko oświeceniowym ideami tolerancji. Troska o higienę nakazywała, aby zwłoki jak najszybciej znalazły się w ziemi, a jak mogło się to dokonać, jeśli Żyd zmarły w Radomiu, musiał jechać aż na kirkut w Przytyku? Te szlachetne intencje władzy bywały jednak interpretowane całkiem "niesprawiedliwie", co przewija się przez cytowaną wyżej wypowiedź ks. Niemyskiego. W Polsce obowiązek przyjęcia pochówków prawosławnych na cmentarzu katolickim był traktowany jako przejaw polityki rusyfikacyjnej, stąd wokół miast częściej powstawał wianuszek różnych cmentarzy wyznaniowych niż jeden wspólny. Cóż, co kraj, to obyczaj...

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. Pod posadzką wybudowanej w IV w. bazyliki św. Nereusa i Achilleisa w katakumbach Domicylli odkryto bardzo wiele pojedynczych grobów, co jest o tyle ciekawe, że w podziemnych cmentarzach rzymskich raczej nie grzebano ludzi pod "podłogą". Wokół absydy rzeczonej świątyni powstało też wiele prywatnych grobowców. - The Vatican : spirit and art Christian Rome, New York 1982, s. 363.
  2. Dotyczy to nie tylko katolików, ale również protestantów i prawosławnych.
  3. E. Panofsky, Tomb sculpture : its changing aspects from ancient Egypt to Bernini, ed. by H. W. Janson, London 1964, s. 46.
  4. Por. np. K.W. Wójcicki, Cmentarz Powązkowski pod Warszawą. T. 1, Warszawa 1855, s. 10 czy K.W. Wójcicki, hasło Cmentarze polskie [w:] Encyklopedyja powszechna. T. 5, C - Cul, Warszawa 1861, s. 752-755 oraz: Z. Chodyński, Hasło Cmentarze w Polsce [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3 Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 423-437 ; H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23, z. 5, s. 447 ; P. Pałka, hasło Cmentarz w Polsce [w:] Encyklopedia katolicka. T. 3, Cenzor - Dobszewicz, kom. red. L. Bieńskowski [i in.] ; red. tomu R. Łukaszyk, L. Bieńsowski, F. Gryglewicz, Lublin 1979, kol. 519-520.
  5. Tak postąpili np. jezuici w Wilnie zakładając dla swych miejskich kościołów św. Jana, św. Ignacego i św. Kazimierza cmentarz na Pióromoncie. - E. Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław 1993, s. 31.
  6. Dotyczy to głównie kościołów zakonnych np. jezuitów w Warszawie czy Krakowie.
  7. Zob. m.in.: Der evangelische Zentralfriedhof : Zeugnis christlicher Bestattungskultur : Modell der Gemeinschaftsgrab-Anlage gegen Tendenz zur Anonymen Bestattung, "Evangelisch in Regensburg : Nachrichten für die Gemeinden" 2007, nr 5, s. 4-5.
  8. N. Fischer, Vom Gottesacker zum Krematorium : eine Sozialgeschichte der Friedhöfe in Deutschland seit dem 18. Jahrhundert, 1996, s. 42, przyp. 116. Edycja elektroniczna.
  9. Zarządzenia te często pozostawiły jakieś "furtki" dla pochówków na terenach zabudowanych. Wyjątki czyniono więc dla wyższego duchowieństwa oraz osób zasłużonych, co przyczyniło się do powstawania tzw. panteonów narodowych np. na Wawelu i Skałce w Krakowie czy w katedrze św. Jana w Warszawie.
  10. Podaję za: M. Jenner, Death, decomposition and dechristianisation? : public health and church burial in eighteenth-century England [w:] English Historical Review 2005, nr 487, s. 617.
  11. Co prawda często zdarzało się nadawanie kilku grobowcom wspólnej fasady czy też otaczanie ich ogrodami, lecz cmentarz jako całość nie posiadał odgórnie zakreślonego planu. - J.M.C. Toynbee, Death and burial in Roman world, Baltimore ; London 1996, s. 73-75, 84.
  12. Jeszcze na początku XX w. ks. Wacław Niemyski utyskiwał, że Aleja Główna Cmentarza Bródnowskiego służy okolicznym mieszkańcom jako skrót między Targówkiem a Nowym Bródnem. - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 56.
  13. Hasło cemetery [w:] Britannica.com.
  14. Wydaje mi się, że świadectwem przemian w tej kwestii może być polski kult mogił powstańczych. O cmentarzach wojskowych pisze się jednak mało(przynajmniej w Polsce) i zazwyczaj są to publikacje poświęcone konkretnej nekropolii, bez zagłębiania się w przeszłość samej "idei".
  15. Oprac. na podst.: O. Duda, Cmentarze I wojny światowej w Galicji Zachodniej 1914-1918, (Cmentarze I wojny światowej ; t. 2), ( Studia i Materiały. Cmentarze 3(6)), Warszawa 1995. Warto też odwiedzić liczne strony internetowe poświęcone tym nekropoliom.
  16. Niestety nie udało mi się znaleźć podobnych publikacji wydanych w języku polskim :( To by tłumaczyło, dlaczego większość naszych cmentarzy jest brzydka ;P
  17. To ostatnie widać zwłaszcza w Friedhof Fibel, gdzie autor zestawiał zdjęcia istniejących nekropolii krótko zaznaczając błędy, jakie popełniono przy ich projektowaniu.
  18. Książeczka zawiera projekty nagrobków, pomników na zbiorowe mogiły i cmentarzyków wojskowych, przeznaczone na konkurs zorganizowany przez krakowskie Towarzystwo "Polska Sztuka Stosowana" oraz Związek Towarzystw Ochrony Piękności Kraju. W intencji jego pomysłodawców miał on zapobiec budowie nekropolii wojskowych wg obcych (tj. niemiecko-austriackich) wzorów. I rzeczywiście, większość nadesłanych projektów nawiązuje do sztuki ludowej, a szczególnie często powracano do motywu drewnianego krzyża ze spadzistym daszkiem. Niektóre prace (np. Romualda Gutta lub Zygmunta Harlanda - zob. il. w tekście) "żywcem" przypominają przez to cmentarze XVIII-wieczne. Była to więc reakcja na powołanie wspomnianego wyżej Oddziału Grobów Wojennych, choć zatrudnieni w nim artyści również chętnie nawiązywali o lokalnej twórczości ludowej (np. Duąan Jurkovič).

    Zob. też. Polacy a Broch.

  19. Oprac. na podst.: J. Ilkosz, Wystawa sztuki cmentarnej we Wrocławiu w 1913 r. [w:] Cemetery art : dokuments [!] = Sztuka cmentarna : dokumenty = L'art de cimetiere : dokuments [!] / [ed. O. Czerner, I. Juszkiewicz], Wrocław 1995, s. 355-359.

    Pamiątką po tej wystawie jest drewniany kościółek z XVI/XVII w. w Parku Szczytnickim, przeniesiony do Wrocławia ze Starego Koźla i uratowany w ten sposób od rozbiórki.

  20. Nie było z tym aż tak źle, co widać porównując zdjęcia tak "renomowanych" cmentarzy jak Kensal Green z naszymi Powązkami czy Rakowicami. Jeśli chodzi o rzeźbę nagrobną, to więcej jej u nas, niż u nich ;) - zob. Galeria.
  21. Więcej na temat rzeźby XIX-wiecznej zob. Posągi i ludzie : antologia tekstów o rzeźbie 1815-1889. T. 1 cz. 1-2, wybrali, oprac. i wprowadzeniem opatrzyli A. Melbechowska-Luty i P. Szubert, Warszawa 1993.
  22. Nie dotyczy to największych i najpiękniejszych nekropolii Polski przedwojennej tj. Cmentarza Rakowickiego w Krakowie, Cmentarza na Rossie w Wilnie, Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Na tym tle niespecjalnie prezentują się Stare Powązki, których urok tkwi właściwie tylko w pomnikach nagrobnych i zieleni, a nie jakimś szczególnie malowniczym założeniu.
  23. Mocno "choruje" w ogóle sztuka rzeźbiarsko-kamieniarska w Polsce. "Kopie" niektórych XIX-wiecznych nagrobków wołają o pomstę do nieba. Por. nagrobek Marii Zofii Wieczorek (1901 r., T. Skonieczny) z jego "kopią" na grobie Marzeny Czyżmańskiej (zm. 2003 r.) na Powązkach Wojskowych.

    Czy na Zachodzie zrobiliby to lepiej? Nie wiem, ale to nie tłumaczy dlaczego u nas jest źle :/

  24. Por. np. Rozporządzenie Ministrów Gospodarki Terenowej i Ochrony środowiska oraz Zdrowia i Opieki społecznej z dn. 20 października 1972 r. w sprawie urządzania cmentarzy, prowadzenia ksiąg cmentarnych oraz chowania zmarłych (Dz. U. 1972, nr 47 poz. 299).
  25. Zob. np. strona Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Krakowie czy projekt Poznańskie Cmentarze.
  26. R. Milburn, Early Christian art and architecture, Berkley ; Los Angeles 1988, s. 22.
  27. Ma to swoją logikę: jeśli cmentarz jest utrzymywany przez parafian, to dlaczego ma z niego korzystać ktoś, kto nie należy do wspólnoty?
  28. W Wielkiej Brytanii do XIX w. istniał np. zakaz odprawiania na cmentarzach innych ceremonii pogrzebowych niż anglikańskie. Potem konieczna była zgoda lokalnego duchowieństwa, lecz w praktyce możliwe było odprawianie jakichkolwiek chrześcijańskich ceremonii (ale już nie żydowskich). - Hasło churchyard [w:] British universities encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol. 3, Catarrh to Diophatos, ed. by D. Patrick and W. Geddie, London [1933-1937?], s. 245.
  29. Z Cmentarzem Bródnowskim jest pewien problem. Przywykło się uważać go za cmentarz wyznaniowy i formalnie taki ma charakter. Jednak w XIX w. zarząd majątkiem kościelnym pozostawał w rękach tzw. dozorów, które zazwyczaj składały się z urzędników miejskich, posiadających decydujący głos m.in. w kwestiach cmentarnych. Otwarcie nowej nekropolii dla Warszawy odbyło się właściwie staraniem jej prezydenta, Sokratesa Starynkiewicza, za pieniądze z pokładnego trzymane w kasie miejskiej. - Zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : prawem i lewem.

    Fakt, iż państwo nakazało zarządowi cmentarza wyznaniowego wydzielić kwatery dla ateistów, też o czymś świadczy.

  30. H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23, z. 5, s. 455.
  31. W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 19.

Źródła

  • Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.
  • H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23-24.
  • W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 165-218.
  • i długich godzin Sowy przemyśleń własnych oraz narad z mądrzejszymi od niej ;)


Do góry