Cmentarze


Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.)
Kościół cmentarzem

Któż mógł oczekiwać, że ludziom tak bardzo będzie zależało na zbawieniu, że zaanektują na miejsca ostatecznego spoczynku także same świątynie. No ale, stało się, a przykład dali sami cesarze1.

Bezpośrednią przyczyną tej "inwazji" na miejsca święte była specyficznie pojęta pobożność. Jako się rzekło gdzieś tam, w innym odcinku (zob. Przyczyny...), kościół postrzegano jako bramę do Nieba, z której boska energia promieniowała na okolicę. A jeśli na dodatek pochowany był tam jakiś męczennik, tym większa była moc gładzenia grzechów świata. Nawet ciemny kmiotek pojmie, że im bliżej tej świętości tym większe szanse na zbawienie, również po śmierci. Prawda, że wszytko "trzyma się kupy" ;)

Pochówki w kościele nie były jednak spowodowane li tylko wyjątkową pobożnością czy troską o byt pośmiertny. Jak zauważał znawca prawa kanonicznego Thomassin:

"Na cmentarzach groby były za darmo, więc bogacze, chcąc się wyróżnić, kazali się chować w kościołach; ulegano ich prośbom i hojności, a wreszcie zaczęto wymagać tej hojności, jakby to była należność."2

Pragnienie wyróżnienia się z tłumu motywowało do wystawiania pomników, mniej lub bardziej okazałych, ale zazwyczaj o wiele bardziej trwałych niż symboliczne drewniane krzyże na cmentarzach. A że ludzie są w stanie wiele zrobić dla "15 minut sławy", toteż począwszy od średniowiecza kościoły stały się jednocześnie cmentarzami.

Czas

Zmarli w Domach Pańskich nie pojawili się z dnia na dzień. Ot, skradali się przez stulecia, przenikając pod różnymi pozorami pod posadzki kościelne, aż wreszcie ich obecność stała się regułą.

Philippe Aries jako najstarsze przykłady pochówków kościelnych podaje świątynie w rzymskiej Afryce (IV-V w.), w których posadzkę naw bocznych tworzyły płyty nagrobne z mozaiką, epitafium i wizerunkiem zmarłego3. Jednak palma pierwszeństwa należy się Rzymowi, gdzie liczne groby męczenników najwcześniej (III w.) zaczęły przyciągać zmarłych.

Jednocześnie na kontynencie europejskim aż do V w. chrześcijanie korzystali z dawnych miejsc pochówków określonych jeszcze przez prawo rzymskie. Dotyczyło to zarówno "maluczkich" jak i "wielkich". We wczesnym średniowieczu zakaz grzebania zmarłych w kościołach był wielokrotnie ponawiany tak przez władze państwowe (np. Codex Theodosianus 438 r.), jak i kościelne (np. synod w Braga 563 r.).

Stopniowo jednak zaczęto czynić coraz więcej wyjątków, początkowo oczywiście dla tych ważnych i zasłużonych. Jeszcze w V w. w przedsionku zakrystii kościoła św. Piotra spoczął papież Leon I Wielki (ok. 400-461 r.), a do przełomu VIII/IX w. do Domów Bożych przeniesiono wszytkie relikwie z podziemnych grobów.

Nie wyglądało to groźnie, choć powolutku, pomalutku dla pewnych kręgów społeczeństwa pochówek w Świątyni Pańskiej stawał się oczywistością, nieodzowną manifestacją prestiżu i władzy. Świadczy o tym choćby najstarszy polski kościół grodowy na Ostrowiu Lednickim (l. 60-te X w.). Wystawiony został krótko po przyjęciu chrześcijaństwa przez władcę Polan, a niemal od razu znalazło w nim spoczynek co najmniej sześć osób, w tym synowie książęcy.

Mimo nacisków ze strony świeckich, jeszcze na przełomie X/XI w. większość zmarłych grzebano jednak wokół świątyni lub w jej przedsionku, o czym wspomina m.in. kronika Thietmara z Marseburga (975-1018).

Ostateczne zwycięstwo umarłych nad świętymi dokonało się w XII w. Od tego czasu groby w kościołach stały się wręcz normą.

Ze względu na różne nadużycia biskupi dwoili się i troili, aby jakoś zapanować nad tym "pędem" nieboszczyków do kościoła m.in. precyzując komu należy się pogrzeb apud ecclesiam, a komu nie (zob. niżej oraz Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.). W ostatecznym rozrachunku wiele zależało po porostu od:

"stopnia odczuwanej niedogodności i od natężenia prądów niezależności Kościoła od świeckich."4

Ani jedno, ani drugie nie było chyba zbyt wielkie, skoro zwyczaj przetrwał aż do końca XVIII w.

Co komu przystoi

Groby kościelne można porównać do zakazanego owocu: im bardziej były zabronione, tym więcej osób ich pragnęło ;) Taka już natura nasza ludzka ;) Konkurencja była więc spora, przestrzeni mało, a nacisk na kler bardzo duży. Szybko więc obok zakazów pogrzebów w kościołach pojawiły się zarządzenia precyzujące, kto i dlaczego może się w nich pogrzebać (zob. też Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.

Przede wszytkim trzeba było być KIMŚ, aby spocząć apud ecclesiam. Ustawy kościelne rezerwowały ten przywilej dla duchowieństwa, panujących, fundatorów i dobrodziejów Kościoła (patronów), ale nawet w obrębie niektórych grup istniały dodatkowe podziały przyporządkowujące konkretnemu zmarłemu określony "typ" świątynii, w której miał oczekiwać dnia Sądu.

Tak więc na naszej polskiej ziemi możnowładztwo "grzebało" się zazwyczaj w kościołach, znajdujących się w ich dobrach lub też przez siebie ufundowanych (co zazwyczaj wychodziło na jedno i to samo). W katedrach dominowały pochówki duchowieństwa, zresztą z wyższej hierarchii, natomiast bardzo rzadko szlacheckie, chyba że byli to powinowaci owej arystokracji kleru. Takoż proboszcz winien spocząć pośród swojej owczarni tj. w kościele parafialnym, gdzie sąsiadował z przedstawicielami mieszczaństwa, a nawet (co prawda bardzo rzadko) - chłopstwa5. Natomiast zakonnicy byli wręcz zobowiązani do "wiecznego odpoczynku" w klasztornym kościele lub na pobliskim cmentarzu.

Pochówek w kościołach był jednak zarezerwowany głównie dla kleru, podczas gdy laici musieli każdorazowo udowadniać, że są godni tego zaszczytu. W jaki sposób? Naturalnie przez poświęcenie... pewnej sumy pieniędzy lub inne wsparcie Kościoła. Ofiary te nazywano ogólnie pro fabrica ecclesiae (łac. na budowę kościoła) i takąż funkcję miały pełnić. Nie musiały to zresztą być konkretne sumy pieniężne. Niektórzy dobroczyńcy wystawiali wspaniałe kaplice, fundowali ołtarze lub ich wyposażenie, a czasami po prostu... remontowali dach. Każdy wybieg był dobry, aby złożyć strudzone ciało w Domu Bożym ;)

Grób w kościele stał się więc oznaką prestiżu i zamożności. W pewnych kręgach uważany był za coś tak naturalnego, tak silnie związanego z pozycją społeczną, że pragnienie pochówku na cmentarzu traktowano jako wyraz pokory i szczególnego umartwienia.

U Pana Boga za piecem, czyli miejscówki lepsze i gorsze

Skoro jakoś dostałyśmy się do kościoła, należało zatroszczyć się o godną lokalizację naszego grobu. Podłoga świątyni cieszyła się bowiem różnym "prestiżem", a największe "wzięcie" miały te jej fragmenty, gdzie coś się "działo".

Niniejszy przegląd zacznijmy od najświętszych z świętych okolic ołtarza. Już w dawnych stuleciach lokowano miejsce ofiarowania w sąsiedztwie grobu męczennika, a z czasem weszło w zwyczaj umieszczanie relikwii w mensie ołtarzowej. Ta kumulacja świętości przyciągała wiernych, łudzących się, iż opromieni ona ich doczesne szczątki gładząc przy okazji popełnione za życia grzeszki.

I rzeczywiście, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa zdarzały się jeszcze pochówki w sąsiedztwie grobów męczenników (np. wspomniany we wstępie brat św. Ambrożego - Manliusz Satyrus), a nawet pod samym ołtarzem6. Z czasem jednak duchowieństwo starało się ograniczyć ten zwyczaj. Biskup Wiliam Durand z Mende (1230-1296) grzmiał np.:

"Żadne ciało nie powinno być pochowane w pobliżu ołtarza, gdzie przygotowuje się albo ofiarowuje ciało i krew Pana Naszego, chyba że są to ciała świętych Ojców."7,

Tak więc aby spocząć w prezbiterium, trzeba było wykazać się nie byle jakimi zasługami. W katedrach obszar ten zarezerwowany był dla biskupów np. na Wawelu w schodach prowadzących do ołtarza spoczywa kardynał Fryderyk Jagiellończyk (1468-1503), a obok biskup Piotr Gembicki (1585-1657). Wcześniej, bo w 1399 r. przy ołtarzu została uroczyście pochowana królowa Jadwiga (1373/1374-1399), lecz jej poprzednicy na polskim tronie (np. Władysław Łokietek (1260/1261-1333) czy Kazimierz Wielki (1310-1370)) musieli zadowolić się "skromnymi" grobowcami między filarami naw8. W mniejszych kościołach parafialnych w prezbiterium umieszczano groby proboszczów, fundatorów i wyjątkowo hojnych dobrodziejów.

Posuwając się dalej, mijamy granicę między prezbiterium a nawą główną, którą często akcentowała tzw. belka tęczowa. Umieszczano na niej scenę ukrzyżowania, co naturalnie nie było przypadkowe. Tu bowiem znajdowała się granica między sferą sacrum (prezbiterium, gdzie dokonywało się Przeistoczenie i Ofiarowanie) a profanum (nawa główna, gdzie gromadzili się wierni) tj. między Niebem a Ziemią. Bramą do życia wiecznego (Raju) był Chrystus oraz wiara w zbawczą moc Jego poświęcenia. Z drugiej strony ofiara Jezusa dokonała się na Golgocie, czyli Wzgórzu Czaszki, w tradycji chrześcijańskiej uważanej za grób Adama. Krew Mesjasza spłynąwszy na grzeszne szczątki Praojca oczyściła je i zarazem zbawiła całą ludzkość. Tak więc ten, kto kazał pochować się pod belką tęczową, miał nadzieję na podobne "uświęcenie" jak sam Adam.

W ten sam sposób rozumowano walcząc o grób w pobliżu chrzcielnicy, wierzono bowiem, iż przelewana obok woda święcona jest w stanie choć trochę wybielić spoczywającego w jej pobliżu grzesznika.

Na super-extra-ważne nagrobki przeznaczona była również nawa główna. To tu umieszczono relikwiarz św. Wojciecha w Gnieźnie, św. Stanisława na Wawelu i tu w XIV w. wystawiono grobowiec Bolesława Chrobrego (967-1025) w katedrze poznańskiej9. W kościołach miejskich grzebano tu patrycjat lub szczególnie wybitnych przedstawicieli cechów.

Szczególnym sposobem umartwiania, dowodzącym wielkiej pobożności, było wystawianie swoich szczątków na podeptanie przez wiernych przekraczających próg świątyni lub przechodzących przez przedsionek (westybul). Z drugiej strony właśnie te najbardziej uczęszczane miejsca dawały pewność, że nasza piękna i droga płyta nagrobna zostanie zauważona ;)

Jak widzicie słowem-kluczem do zrozumienia topografii kościelnych pochówków była "świętość" miejsca. Nie zawsze za jego wyborem szła autentyczna pobożność, ale nie osądzajmy naszych praprzodków tylko jako żądnych pustej sławy zarozumialców. Czasami decydowały względy nie tyle prestiżowe, co... hmm... uczuciowe?... Jakże inaczej można umotywować ostatnią wolę niejakiego Jana Gibla z 1576 r., który zażyczył sobie:

"(...) ciało do kościoła farnego [tj. św. Michała Archanioła w Lublinie - przyp. Sowa] koło ławki Reginy, żony miłej pochować, a kamień położyć i tablicę ochędożną na filarze z napisem przybić." 10

Tylko pozazdrościć takiej małżonce, z którą mężuś nie chciał się rozstać nawet po śmierci ;) Albo... współczuć ;P

Dziura w ziemi, czyli o grobach

Podobnie jak w przypadku cmentarza przykościelnego, takoż w samej świątynii nie przykładano większej wagi do wygody nieboszczyka. Liczyło się głównie to, co było nad ziemią, a co niekoniecznie musiało znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie zwłok.

Pochówki kościelne możemy właściwe podzielić na dwa typy:

  • w ziemi
  • w kryptach

I chociaż w obydwu wypadkach nieboszczyk i tak lądował pod poziomem gruntu, to różniła się "oprawa" miejsca jego spoczynku.

W pierwszym wypadku była to zazwyczaj zwykła dziura w ziemi, czasami o ścianach wzmocnionych kamieniem lub cegłą połączonymi zaprawą, do której składano zwłoki (z trumną lub bez), przykrywano płytą i już. W takim ziemnym grobie składano nawet świętych m.in. św. Stanisława czy Jana z Dukli.

Oprócz "dziury w ziemi" zdarzały się i "dziury w ścianach". Zmarłych bowiem grzebano także w niszach wykutych w murach świątynnych (por. sarkofag Przemysława I (zm.1409) w Cieszynie il. niżej).

Osobny problem to krypty. Wbrew wizjom autorów powieści grozy i gier komputerowych owe klimatyczne, wielopoziomowe podziemia z pułapkami, pajęczynami, nietoperzami-wampirami, chodzącymi trupami itp. sztafażem "gotyckim" ;), to jedna, wielka fantazja. Przynajmniej jeśli chodzi o średniowiecze i "sprawę polską" ;)11.

Charakterystyczne są tu dzieje pochówków w kościele św. Barbary w Krakowie (XIV w.)12. Aż do XVII w. zmarłych grzebano tam na sposób średniowieczny tj. dla każdej trumny kopano osobny grób. Efekt był taki, że w 1583 r. nie można było szpilki upchnąć pod kościelną posadzką, a co dopiero ludzkich kości. Krypty zbudowano jednak dopiero w pocz. XVII w. Najpierw (1610 r.) powstały trzy komory pod prezbiterium, z których każda miała osobne wejście, a potem kolejne cztery pod środkową częścią świątyni (1633 r.), przy czym te były już połączone.

Z kolei w szacownej katedrze na Wawelu najstarszym podziemiem jest krypta św. Leonarda, pełniąca pierwotnie funkcję kościoła13. Królów i książąt grzebano bezpośrednio w ziemi i dopiero Zygmunt I Stary wyłamał się z tej tradycji budując pod Kaplicą Zygmuntowską kryptę. Dzisiejsze kręte podziemia zadeptywane przez turystów to wynik XIX-wiecznych porządków, kiedy to połączono kościół św. Leonarda i piwnice kaplic królewskich powstałych w ciągu ubiegłych stuleci.

Natomiast na podziemia katedry św. Jana w Warszawie składały się odrębne pomieszczenia, których średniowieczne relikty zachowały się zresztą do dziś14. W tym jednak wypadku powstawały one spontanicznie, na przestrzeni wieków i nie stanowiły logicznego ciągu.

Trochę inną genezę mają podziemia sąsiedniego kościoła NMP Łaskawej (ks. jezuitów), zresztą często mylone z katakumbami katedry. Sama świątynia powstała w l. 20-tych XVII w. z inicjatywy Piotra Skargi. W ówczesnej Warszawie nie było wolnych placów pod kościół, więc jezuitom podarowano kilka domów przy ul. Świętojańskiej. Budynki wyburzono, ale pozostawiono kilkupoziomowe piwnice, charakterystyczne dla średniowiecznych kamienic, które przez następne stulecia spełniały funkcje grzebalne. Niestety w czasie II wojny światowej zostały zniszczone wraz z kościołem, więc dziś możemy "spacerować" tylko po rekonstrukcji.

Z tej pobieżnej analizy wynikałoby więc, że owe "gotyckie" podziemia to właściwie wynalazek XVII-wieczny, przy czym nieraz powstawały równocześnie z samym kościołem15.

Jak można się spodziewać, groby kościelne były lepiej wyposażone w porównaniu z tymi na cmentarzu parafialnym, bo też i ludzi niepospolitych w nich grzebano ;) Nie były to jednak żadne skarby Tutanchamona, ot, medaliki, różańce czy krzyżyki. No, chyba że ktoś był królem albo biskupem, wtedy do grobu wkładano insygnia jego urzędu (kielich i pastorał duchownym, koronę, berło i jabłko - panującym). Sensacją było natomiast znalezienie złotej obrączki w grobie dziecka w kościele grodowym na Ostrowiu Lednickim, co pozwoliło się domyślić, iż był to pochówek książęcego potomka. O kondycji społecznej zmarłego wiele mówiły też jego szaty, które właśnie w czasach średniowiecza zaczęły zastępować skromny całun.

Na koniec trochę "statystyki". Otóż w takiej katedrze Najświętszej Maryi Panny w Hamburgu w ciągu l. 1329-1804 pochowano 25 000 osób16. Skutków takiej polityki nietrudno się domyślić. Na przykład w 1728 r. lubelski klasztor bonifratrów otrzymał nakaz od władz prowincji, aby:

"więcej trupów nie chować, ponieważ smród wielki w kościele."17

Komentarz jest chyba zbędny?... ;)

Nagrobek

Temat nagrobków kościelnych jest zaprawdę bardzo wdzięczny i doczekał się obszernej literatury w postaci monografii oraz setek (tysięcy? milionów?) artykułów - rozproszonych i trudno dostępnych dla przeciętnego śmiertelnika. Toteż w niniejszym rozdziale zasygnalizujemy tylko najważniejsze problemy, ignorując m.in. fascynujące zagadnienia ikonograficzne. Zainteresowanych odsyłam do... najbliższej biblioteki ;P

Ograniczony teren świątynnej podłogi stanowił niewielkie pole do popisu dla talentów średniowiecznych artystów. Przemysław Mrozowski stwierdził nawet, iż tylko naprawdę wykształceni i "obyci" w świecie powierzali wykonanie swoich pomników artystom. Podstawową funkcją nagrobka było bowiem przechowywać pamięć i przypominać o obowiązku modlitwy, a dopiero potem ładnie i bogato wyglądać18. Jeśli więc porównamy ilość odmian nagrobków funkcjonujących w starożytności i w następnych stuleciach, to - doprawdy - czasy katedr prezentują się pod tym względem bardzo ubogo. Erwin Panofsky w swej pracy o rzeźbie nagrobnej wyróżnił raptem trzy ich rodzaje:

  1. płyty nagrobne (tomb slab lub e Grabplatte w przeciwieństwie do tomb stone lub r Grabstein);
  2. tumby i nagrobki stołowe (table tombs);
  3. nagrobki przyścienne (wall tombs).

Widać doskonale spełniały swoją funkcję, skoro okazały się równie trwałe, co sam zwyczaj pochówków w kościołach. W następnych wiekach ulegały co najwyżej zmianom dekoracji lub rozmiarów. To jednak materiał na inną "bajkę" ;)

Płyty nagrobne

Najbardziej rozpowszechnionym (i to aż do końca epoki pochówków kościelnych) typem nagrobka była płyta, którą przykrywano grób. Erwin Panofsky zwrócił uwagę, że jej powstanie ściśle wiązało się z średniowieczną rewolucją grzebalnictwa tj. przeniesieniem grobów do kościołów19. Obszar, jaki można było przeznaczyć na monument, odpowiadał ściśle powierzchni grobu, a płyta stanowiła jego integralną część. Czemuż by nie wykorzystać jej w jakiś "artystyczny" sposób? ;).

Nawet dziś, zwiedzając kościoły w Gdańsku, Toruniu czy Wrocławiu, możemy podziwiać całe partie posadzki ułożonej z tego typu płyt, a jeśli rozejrzymy się uważnie, to z pewnością kilka z nich znajdziemy również na ścianach (zob. Święty spokój?). Te, które nadal znajdują się w podłodze, są wytarte i wygładzone szuraniem stóp dziesiątków pokoleń, ale kiedyś... kiedyś przemieszczanie się po kościele wymagało nie lada refleksu i zmysłu równowagi ;)

Takich utrudnień w "komunikacji" nie zapowiadały najwcześniejsze przykłady płyt nagrobnych. Pojawiły się ok. IV w. w afrykańskich koloniach Rzymu, gdzie wypełniano je mozaiką z pełnofigurowym przedstawieniem nieboszczyka. W późniejszych wiekach rzadko występowały na północ od Alp i ostatecznie "wyszły z mody" w XIV w.

W całej Europie najpopularniejsze były jednak tablice nagrobne ozdobione tylko inskrypcją (w Polsce co najmniej XI w.), krzyżem (symbol zwycięstwa Jezusa nad śmiercią, por. np. zamieszczona obok płyta nagrobna księcia Mieszka III Starego (1122/1125-1202) z kolegiaty św. Pawła Apostoła w Kaliszu), bordiurą, czasami symbolem stanowym (np. miecz oznaczał rycerza, szlachcica, pastorał - biskupa, opata), a dopiero od XI w. na masową skalę zaczęto na nich umieszczać ryte wizerunki zmarłego oraz znaki heraldyczne (od ok. XIII w.).

Przełom nastąpił w XII-XIII w., kiedy to nasze nagrobki stały się mniej "malarskie", a bardziej "rzeźbiarskie", przekształcając się w iście trójwymiarowe dzieła sztuki. Ba! nie zabrakło też elementów architektonicznych, gdyż wizerunki zmarłych często ujmowano w piękne, gotyckie arkady. Dla laika stanowią one li tylko element dekoracyjny, lecz w istocie mają również znaczenie symboliczne. Dawniej bowiem nagrobek nie mógł się obejść bez skomplikowanego programu ikonograficznego, nad którym dziś historycy sztuki łamią sobie głowy ;)

Na pocieszenie należy dodać, iż - wbrew obrazowej metaforze - ten wysiłek umysłowy nie powoduje większych uszczerbków na zdrowiu fizycznym ;). Tymczasem swobodne poruszanie się po średniowiecznym kościele bywało wręcz niebezpieczne ;)

Przy gotyckim zamiłowaniu do ostrołuków i innych kantów, powierzchnia posadzki, wyłożonej wspomnianymi dziełami sztuki, "najeżona" była wybojami jak na Marszałkowskiej ;) Mało tego, wielu możnych za punkt honoru uważało wynieść swój nagrobek chociaż o kilka centymetrów ponad podłogę20. Znamienna jest tu historia starań krewnych niejakiej Anny Balowej, którzy w 1521 r. chcieli pochować ją w katedrze na Wawelu. Po długich i kosztownych targach uzyskali wreszcie zgodę władz kościelnych z zastrzeżeniem, aby nagrobek szlachetnej Anny nie wystawał ponad poziom gruntu21. Zastrzeżenie owo miało jak najbardziej racjonalne uzasadnienie, gdyż np. w XVI-wiecznej kolegiacie sandomierskiej:

"tyle pomników grobowych było nagromadzonych, iż stawały na przeszkodzie podczas sprawowania procesji."22

Pewne pojęcie o tym, jak wyglądał taki kościół z "wystającymi" nagrobkami daje zamieszczone na początku zdjęcie kościoła templariuszy Temple w Londynie.

Płyta nagrobna stawała się więc okazją do zamanifestowania prestiżu i zamożności, lecz płacono nie tylko za umiejętności techniczne i kreatywność rzeźbiarza. Poszczególne elementy tablicy mogły być wykonane z różnych materiałów (por. np. płyta nagrobna ks. Wacława z Legnicy (1348-1419) biskupa wrocławskiego w kościele św. Jakuba w Nysie), a kogo było stać, zamawiał sobie pomnik w jakimś kolorowym gatunku kamienia (zob. il. obok Wit Stwosz, Płyta nagrobna Zbigniewa Oleśnickiego w katedrze gnieźnieńskiej, ok. 1495 r.) lub super-ekstra drogim spiżu (np. Płyta Andrzeja z Bnina z poznańskiej katedry pochodząca ze znanego norymberskiego warsztatu Vischerów). Wreszcie wiele nagrobków było polichromowanych, co w połączeniu z mistrzowskim nieraz oddaniem szczegółów sprawiało wrażenie, że z posadzki czy ścian patrzą na nas "żywi zmarli" (por. nagrobek arcybiskupa Zygfryda III von Eppstein (1230-1249), ok. 1249 r. w katedrze w Mainz czy wspomniane niżej nagrobki dłuta Tilmana Riemenschneidera dla biskupów Würzburga Rudolfa von Scherenberg (1401-1495) l. 1496-1499) i Lorenza von Bibra (1459-1519), l. 1520-1522).

Królewskie tumby i "nagrobki stołowe"

Coraz bardziej okazałe i trójwymiarowe płyty nagrobne prezentowały się nader... osobliwie wmurowane po prostu w posadzkę. Poza tym, jeśli już ktoś zainwestował w okazały nagrobek, chciał go również odpowiednio wyeksponować.

Właśnie z tej potrzeby "pokazania" się od XII w. płyty nagrobne zaczęto wynosić coraz wyżej nad podłogę, układając je bądź na skrzyni (tumba), bądź na podporach, przez co monument upodabniał się do stołu (nagrobki stołowe).

I w tym momencie przed artystami pojawiało się nowe, rozległe pole do popisu. Na twórcze "wyżycie się" pozwalały bowiem nie tylko przedstawienia zmarłego i atrybutów jego władzy, ale również ozdobne baldachimy (por. grobowce Władysława Łokietka (1260/1261-1333), Kazimierza Wielkiego (1310-1370) czy Kazimierza Jagiellończyka (1427-1492) na Wawelu) lub podpora płyty nagrobnej, którą można było wymodelować na podobieństwo symbolicznych zwierząt (nagrobek stołowy elektorów brandenburskich Joachima i Jana Cycerona autorstwa Hansa Vischera, l. 1524-1530) lub żałobników (Pierre Antoine Le Moiturier, Grobowiec Filipa Pota (zm. 1494), ok. 1480-1483), stanowiących również nieodłączny element dekoracji tumby (Hans Sluter, Grobowiec Filipa Łysego, l. 1390-1406, Jean Delemer, Grobowiec Izabeli Burbońskiej (fragmenty), ok. 1476 r.)

Zazwyczaj były to obiekty wolnostojące w nawach, chórze lub osobnych kaplicach (por. nagrobki królów polskich na Wawelu), ale ustawiano je również przy ścianach lub w niszach zamkniętych półokrągłym łukiem ozdobionym archiwoltą (por. np. Arnolfo di Cambio, Grobowiec kardynała de Braye w kościele św. Dominika w Orvieto, po 1282 r.).

Nagrobki tumbowe należały do najbardziej okazałych "tworów" średniowiecza i wystawiano je głównie dla królów i naprawdę ważnych przedstawicieli duchowieństwa. Świetnie miały się także w następnych epokach osiągając nieraz monumentalne rozmiary.

Pod ścianą

W połowie średniowiecza pojawiły się również nagrobki przyścienne, które od czasów renesansu stały się najpopularniejszym typem pomników kościelnych.

I w tym wypadku centrum kompozycji stanowił wizerunek zmarłego, bezpośrednio nawiązujący do wzorów z płyt nagrobnych. Zazwyczaj całość przypominała właśnie taką, ustawioną pionowo, tablicę, gdzie postać naszego nieboszczyka ujmowano w trójwymiarową, przepyszną oprawę architektoniczną. Dodawano jeszcze jakiś "podest" zawierający stosowną inskrypcję oraz zwieńczenie z herbem lub ornamentem i otrzymywano w ten sposób "wzorcowy" nagrobek przyścienny wystawiony np. dla biskupów Würzburga Rudolfa von Scherenberg (1401-1495; aut. Tilman Riemenschneider, l. 1496-1499) czy Lorenza von Bibra (1459-1519), aut. Tilman Riemenschneider, l. 1520-1522).

Wyobraźnia ludzka nie zna jednak granic, toteż oprócz wersji "pionowej" w czasach katedr zaczęły się pojawiać płyty mocowane do ściany wertykalnie. Z biegiem lat ostały się z nich tylko same wizerunki zmarłych ukazanych najczęściej we śnie. Tak jak w poprzednim wypadku, ujmowano je w przepyszne ramy architektoniczno-rzeźbiarskie, w których postać nieboszczyka często ginęła wśród ornamentów lub alegorii. Typ owego nagrobka był ponoć szczególnie popularny w Niemczech23, acz więcej jego przykładów znalazłam we Włoszech (np. Agostino di Giovanni, Grobowiec biskupa Guido Tarlati w katedrze w Arezzo, ok. 1330 r.).

Nagrobki przyścienne, zwłaszcza drugiego typu, stały się wzorem dla artystów renesansowych, co łatwo zauważyć porównując je np. z pomnikami Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta w Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.

K'woli ścisłości terminologicznej nazywanie tych pomników nagrobkami jest pewnym nadużyciem. Nie zawsze bowiem nieboszczyk był pochowany pod taką okazałą konstrukcją (zob. Hic iacet)

Hic iacet

Średniowieczne cmentarze przykościelne były "z zasady" ubogie w dzieła sztuki sepulkralnej. Jednak pochówkowi apud ecclesiam towarzyszyło tyle wyrzeczeń finansowych, tyle starań, że wręcz należało jakoś to uczcić ;) Nagrobki kościelne nie były więc takie znowu rzadkie, a wystawiano je zazwyczaj dokładnie w miejscu złożenia zwłok.

W przypadku płyt nagrobnych było to uzasadnione ich jednoczesną funkcją "praktyczną" (tj. przykrywania grobu), tym niemniej również tumby nie były li tylko "wyrwaną z kontekstu" dekoracją. Wydaje mi się, że jeśli ich wystawienie miało miejsce za życia lub krótko po śmierci delikwenta, to rzeczywiście stanowiły "prawdziwy" nagrobek. Potwierdzają to przykłady z naszego podwórka ot, pod sarkofagiem Władysława Łokietka odkryto komorę grobową ze szczątkami króla, podobnie jak pod grobowcem Władysława Jagiełły czy Jana Olbrachta.

Z oczywistych powodów sytuacja skomplikowała się w przypadku nagrobków przyściennych. Już w średniowieczu, kiedy poświęcano je zazwyczaj pojedynczym osobistościom, były raczej pretekstem do popisania się majątkiem niż oznaczeniem faktycznego miejsca pochówku. Wspomniany biskup Lorenz von Bibra nie poprzestał bowiem na pomniku od wielkiego Tilmana Riemenschneidera tylko "na dokładkę" zamówił spiżową płytę nagrobną w najsławniejszym wówczas norymberskim warsztacie Vischerów. Mniej więcej w tym samym czasie (l. 20-te XVI w.) powstała na Wawelu przepiękna Kaplica Zygmuntowska, gdzie trumny władców umieszczono w specjalnie wybudowanej krypcie, a nie bezpośrednio pod nagrobkiem.

U schyłku średniowiecza pochówek w kościele był już właściwie jednoznaczny z wzniesieniem monumentu i chociaż nie była to tania impreza, to jednak bardzo częsta. Co prawda do naszych czasów przetrwało niewiele przykładów prawdziwie starych pomników kościelnych, lecz można to tłumaczyć po prostu dużą konkurencją oraz... brakiem szacunku dla kości poprzednich pokoleń (zob. Święty spokój?)

Święty spokój?

Nie myślcie sobie, że taki grób apud ecclesiam zapewniał rzeczywiście "wieczny odpoczynek". Popyt na pochówki w kościele był duży, a miejsca mało. Bardzo często stare groby były więc przekopywane, jak np. sławny (w pewnych kręgach ;-)) grób nr 8 z Katedry Gnieźnieńskiej, który zresztą zachodził na starsze pochówki, a sam został "obcięty" przy budowie nowej świątyni24. Czy była to specyfika średniowiecza? Ależ skąd! (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : grób i nagrobek ). Razi jednak, że głównymi sprawcami tego bezceremonialnego obchodzenia się ze zwłokami byli głównie duchowni.

Świadczy o tym m.in. Jan Długosz, opisując przebudowę katedry wawelskiej prowadzoną od 1320 r. O jej inicjatorze, biskupie Nankerze (ok. 1270-1341), pisał:

"zburzył stary [kościół] , a począł z wielkim nakładem stawiać nowy z ciosowego kamienia, rozszerzając go wzdłuż i wszerz ile miejsce dozwalało. Przy tym odbudowaniu dawnego kościoła wiele znakomitych grobów książąt i biskupów [podkreśl. - Sowa] zniesiono i zatracono."25

O tym, co się stało z nagrobkami możemy się domyślić dzięki renowacji mauzoleum Kazimierza Wielkiego w 1869 r. Okazało się wtedy, że jeden z boków królewskiej tumby wykonano z płyty nagrobnej kustosza kolegiaty wawelskiej niejakiego Franciszka (zm. 1353 r.). Prawdopodobnie została usunięta z pierwotnego miejsca już w dwa lata po wystawieniu tj. podczas kolejnej przebudowy katedry. Natomiast nie wiadomo, kto był odpowiedzialny za usuniecie w XIV w. z nawy głównej katedry poznańskiej tzw. imagines, czyli nagrobków z wizerunkami Przemysła II (1257-1296) i jego żony Rychezy (Ryksy, zm. przed 1293), wystawionych pod koniec XIII w. Traf chciał, że w 1371 r. zniszczeniu uległa kaplica, gdzie je ulokowano, a w następnych latach z przyczyn politycznych pomników nie odtworzono.

Skala zjawiska była zapewne dość spora, gdyż pod koniec średniowiecza starano się różnymi "podstępnymi" sposobami uchronić groby przed likwidacją

Już wspomniany Przemysł II próbował zapewnić sobie wieczną pamięć poprzez fundację ołtarza św. Trójcy i św. Jadwigi, przy którym miały być odprawiane msze za duszę jego i królowej Rychezy. Za jego przykładem poszły też następne pokolenia, od ok. XIV-XV w. masowo budując ołtarze (altarie) oraz kaplice26.

Wokół kościołów powstawały też istne wianuszki "przybudówek", gdzie w części nadziemnej zazwyczaj znajdował się ołtarz i nagrobek donatora oraz jego krewnych, a w podziemiach trumny członków rodu. Sposób ten cieszył się ogromną popularnością, co widać na przykładzie Kościoła Mariackiego w Krakowie. Pod koniec XV w. był już tak szczelnie otoczony kaplicami, że z zewnątrz wydają się dziś integralną częścią świątyni. Przykłady można by zresztą mnożyć (np. katedra w Poznaniu, Gnieźnie, Wawelu czy tzw. Ogrójec przy kościele św. Barbary w Krakowie).

Losy imagines Przemysła II i Rychezy pokazują, że pobożne fundacje nie chroniły od wyrzucenia na bruk. Dotyczyło to i królów, i duchownych, co widać na przykładzie fundatora gnieźnieńskiej Kaplicy Mansjonarzy. W 1493 r. kapituła katedry nakazała usunąć jego monument, aby umieścić na tym miejscu... płytę nagrobną arcybiskupa Jakuba z Sienna (1413-1480). Niestety, tego rodzaju praktyki kontynuowano w następnych stuleciach.

Koniec rozdziału n-tego

Na koniec coś dla językoznawców. Otóż czytając dzieło Kazimierza W. Wójcickiego trafiłam na bardzo ciekawy wywód, skąd się wzięło słowo "kościół". Według autora Cmentarza Powązkowskiego... termin pochodzi od kości świętych umieszczanych w ołtarzu...27 To taka dygresja na koniec rozdziału ;-)

Święci świętymi, ale pochówki świeckich w Domach Bożych nigdy nie zostały zaakceptowane przez autorytety kościelne, choć zarazem istniało na nie ciche przyzwolenie. Paradoks? Ech, żeby tylko ten jeden! ;) Duchowni, uczestniczący w synodzie w Braga (l. 561-563), sprzeciwiali się "zatrupianiu" kościołów, postrzegając to jako brak szacunku dla ciał "czcigodnych męczenników"28... pogrzebanych wcześniej apud ecclesiam. Skoro nie pomagały argumenty "etyczne", zwracano również uwagę na aspekt higieniczno-estetyczny całego przedsięwzięcia. W statutach gnieźnieńskich z 1408 r. czytamy np., że na wsze czasy zakazuje się pochówków w kościołach, gdyż deformuje to posadzkę i zatruwa powietrze.

Jest wysoce prawdopodobne, że żydowska dusza Jezusa zadrżałaby z obrzydzenia na myśl o tym, jakiemu zbezczeszczeniu uległy świątynie Boga Wszechmogącego. Jakkolwiek wielu z Jego oświeconych wyznawców podzielało opinię Mistrza, to trudno było im walczyć z nawykami, popartymi nie tylko ludowym przekonaniem, ale i ogromnymi pieniędzmi pobieranymi za zgodę na pochówek pod kościelną posadzką. Społeczeństwo musiało dojrzeć, nie tylko do heliocentryzmu i praw człowieka, ale także do cmentarzy podmiejskich. Jednak ta rewolucja to już inna "bajka"...

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. Na przykład Konstantyn Wielki (ok. 280-337) oraz Teodozjusz (347-395) spoczęli w przedsionku kościoła św. Apostołów w Konstantynopolu. - J. Curran, hasło cemetery [w:] The Catholic Encyclopedia. Vol. 3, New York 1908. Edycja elektroniczna New Advent Encyclopedia.
  2. L. Thomassin, Ancienne et Nouvelle Discipline de l`Eglise, 1725 podaję za: Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 61.
  3. Szczególnie liczne tego typu pochówki odkryto w Tabarce, dawnej kolonii rzymskiej, dziś w Tunezji.
  4. W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 176.
  5. Odpowiednio wysoki zapis na rzecz Kościoła otwierał jego krypty dla wiejskiej elity m.in. wójtów, karczmarzy itp. Znany jest taki przypadek, co prawda z 1699 r., kiedy to legat w wysokości 100 zł umożliwił niejakiemu Szymonowi Woytowi z Janowca pochówek w świątynii parafialnej. - T. Wiślicz, Chłopskie pogrzeby w Polsce od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" 1997, nr 3-4, s. 359, przyp. 41.
  6. Tak sobie przynajmniej zażyczył sam św. Ambroży - J. Curran, op. cit.
  7. Ph. Aries, op. cit., s. 58. Zob. też Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.
  8. W 1949 r. szczątki Jadwigi przeniesiono do sarkofagu (wystawionego jeszcze w 1902 r.), aby w 1987 r. po beatyfikacji przenieść je do ołtarza Pana Jezusa Ukrzyżowanego. - M. Rożek, Wawel i Skałka : panteony polskie, Wrocław ; Warszawa ; Kraków 1995, s. 37.

    Jadwiga nosiła tytuł k r ó l a Polski, dlatego pisze o niej jako następczyni Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego.

  9. Po prawdzie nie wiadomo, gdzie pochowano Bolesława Chrobrego. Nagrobek (zniszczony zresztą jeszcze w XVIII w.) wystawiono we wspomnianym miejscu w XIV w. Był to w pewnym sensie zabieg propagandowy, mający na celu podkreślenie ciągłości państwa polskiego, owa lokalizacja nie była więc przypadkowa. - Sz. Skibiński, Katedra poznańska, (Szlakami Polskiego Millenium), Poznań 2001, s. 101-117.
  10. J. Kurczyńska, Kościół parafialny św. Michała w Lublinie, Lublin 2004, s. 107.
  11. Jest to problem, nad którym (jak to mówią akademicy) warto by się pochylić. Niestety dostępna mi literatura, nawet super-ekstra mądre książki zawierające pomiary architektoniczne kościołów, nie wspominają o podziemiach :(
  12. Oprac. na podst.: J. Paszenda, Kościół św. Barbary w Krakowie z domem zakonnym księży jezuitów : historia i architektura, (Biblioteka Krakowska ; nr 125), Kraków 1985.
  13. Oprac. na podst.: M. Rożek, op. cit. ; W. Tetmajer, T. Kruszyński, Przewodnik po Katedrze Wawelskiej, skarbcu i grobach królewskich, Kraków 1924.
  14. Akapity o katedrze św. Jana i kościele NMP Łaskawej w Warszawie oprac. na podst..: Podziemia kościołów Starej Warszawy : Archikatedra św. Jana, kościół NMP Łaskawej, Warszawa 1957.
  15. Na przykład kościół reformatów w Krakowie (XVII w.) od razu został zaopatrzony w dwa rzędy krypt pod nawą główną połączonych wspólnym korytarzem oraz kilka komór pod prezbiterium. - J. Pasiecznik, Kościół i klasztor Reformatów w Krakowie, (Biblioteka Krakowska ; nr 119), Kraków 1978.
  16. Hasło: Bestattung [w:] Reallexikon zur deutschen Kunstgechichte, Bd. 2 : Bauer - Buchmalerei, Stuttgart 1948, kol. 340.

    Zob. też rozmieszczenie grobów z XIII-XVIII w. w katedrze w Miśni.

  17. M. Gmiter [i in.], Cmentarz rzymskokatolicki przy ul. Lipowej w Lublinie, Lublin 1990, s. 11.
  18. P. Mrozowski, Polskie nagrobki gotyckie, Warszawa 1994, s. 49, 121, 128.
  19. E. Panofsky, Tomb sculpture : its changing aspects from ancient Egypt to Bernini, ed. by H. W. Janson, London 1964, s. 47.
  20. Historycy sztuki upatrują w tym nawiązania do zwyczaju tzw. "wynoszenia kości" (np. na ołtarz), który przysługiwał świętym oraz królom, a więc jednostkom wybitnym. - P. Mrozowski, op. cit., s. 128.
  21. Krewni Anny Balowej zostali również zobowiązani, że nie będą sobie w przyszłości rościć praw do następnych pochówków na Wawelu. W owym czasie katedra była już całkowicie wypełniona nagrobkami, co podobno dawało się odczuć w kościelnym powietrzu ("odor sanctitatis"? ;)). - P. Mrozowski, op. cit., s. 20.
  22. Podaję za: P. Mrozowski, op. cit., s. 15.

    Naturalnie może tu chodzić nie tylko o płyty nagrobne, ale również nagrobki przyścienne.

  23. E. Panofsky, op. cit., s. 62.
  24. Wyjątkowość tego zabytku z początku XI w. polega m.in. na tym, że jest najstarszym polskim nagrobkiem przykrytym tablicą gipsową (w owym czasie używano w tym celu głównie wapienia) zawierającą inskrypcję. Jako się rzekło, nagrobków, a już tym bardziej z rymowanym epitafium, nie wystawiano byle komu. - G. Mikołajczyk, B. Bolz, Gnieźnieńska inskrypcja nagrobna z początku XI stulecia, "Symbolae Philologorum Posnaniensium" 1979, nr 4, s. 139-166.
  25. J. Długosza, Dziejów polskich ksiąg dwanaście, T. 3, ks. 9, przekł. K. Mecherzyńskiego, Kraków 1868, s. 90.
  26. Z drugiej strony było to też warunkiem zezwolenia na pochówek w kościele - zob. Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.)
  27. K.W. Wójcicki, Cmentarz Powązkowski pod Warszawą : T. 1, Warszawa 1855, s. 10, przyp. 2.
  28. Concilium Bracarense I - Documenta Omnia. [P. 2], XVIII, Edycja elektroniczna.

    Za tłumaczenie dziękuję Dobrej Duszy z Czytelni Zbiorów Specjalnych Biblioteki Narodowej :)

Źródła

  • Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.
  • J. Curran, hasło cemetery [w:] The Catholic Encyclopedia. Vol. 3, New York 1908. Edycja elektroniczna New Advent Encyclopedia.
  • H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23-24.
  • T. Jurkowlaniec, Nagrobki przedromańskie i romańskie w Polsce, "Rocznik Historii Sztuki" 1981, T. 12, s. 15-41.
  • P. Mrozowski, Polskie nagrobki gotyckie, Warszawa 1994.
  • E. Panofsky, Tomb sculpture : its changing aspects from ancient Egypt to Bernini, ed. by H. W. Janson, London 1964.
  • J. Pasiecznik, Kościół i klasztor Reformatów w Krakowie, (Biblioteka Krakowska ; nr 119), Kraków 1978.
  • M. Rożek, Wawel i Skałka : panteony polskie, Wrocław ; Warszawa ; Kraków 1995.
  • Sz. Skibiński, Katedra poznańska, (Szlakami Polskiego Millenium), Poznań 2001.
  • Śmierć w dawnej Europie : zbiór studiów, pod red. M. Derwicha, (Acta Universitatis Wratislaviensis ; No 1863. Historia ; 129), Wrocław 1997.
  • W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 165-218.


Do góry