Cmentarze


Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.)
Z dala od miejskiego zgiełku

W wydanej w 1934 r. monografii Cmentarza Bródnowskiego ks. Wacław Niemyski wspomina o istniejących już od IX w. cmentarzach "w polu" lub "polnych", dodając:

"Już w XVI w. Synody wydają wiele postanowień, zmierzających do nadania świętości i uszanowania cmentarzy "polnych", czyli że już wtedy one istniały, choć były jeszcze nieliczne."1

Jasne, że istniały i wcale nie były tak nieliczne, jak się księdzu Niemyskiemu wydawało. Jednak były przeznaczone dla ludzi biednych, przestępców, ofiar epidemii oraz... aktorów i żołnierzy. Słowem osób o bardzo niskim statusie społecznym lub wędrownym trybie życia. Nic zatem dziwnego, że dziejopisowie nie poświęcali im zbyt wiele uwagi.

Cmentarze skazańców

Zastanawiam się, czy nazywanie ich mianem cmentarzy nie jest pewnym "nadużyciem". Zwłoki skazanych na śmierć pozostawiano zazwyczaj w miejscu kaźni i mało kto martwił się ich dalszym losem. Cmentarze te powstawały zatem dość "spontanicznie" i nawet w porównaniu do innych nekropolii tego czasu mocno odbiegały od ogólnie przyjętych "norm".

Ktoś mógłby pomyśleć, że skoro pochówkami w średniowieczu zarządzał Kościół, zatem właśnie on jest winien zaniedbania spraw ostatniej posługi zbrodniarzy. Rzecz była jednak bardziej skomplikowana.

Rzym właściwie nie odmawiał pochówku skazanym na śmierć, o ile w wyroku nie zaznaczono, że ich ciała należy porzucić w miejscu kaźni2. W rzeczywistości wyglądało to bardzo różnie, co było spowodowane specyficznym rozumieniem sprawiedliwości przez ówczesnych ludzi (zob. Cmentarze katolickie : prawo kościelne do pocz. XX w.) Praktycznie aż do powstania zakonów żebrzących nawoływania biskupów do zapewnienia godnego pochówku zbłąkanym owieczkom były głosem wołającego na pustyni.

Cmentarze przestępców powstawały najczęściej "samoistnie" bezpośrednio tam, gdzie wykonano wyrok. Miejsca te z zasady były oddalone od miast (np. w Tallinie aż o kilometr), czasami ukrywano je w lasach, choć na wielu XVII- i XVIII-wiecznych prospektach widać szubienice lub tzw. Rabensteine3 witające podróżnych wędrujących głównymi drogami (np. Klagenfurt) lub stanowiące - że tak powiem - dominantę krajobrazową (np. w Karlsbadzie szubienica znajdowała się na jednym z wzgórz otaczających miasto). Większość z tych "urządzeń" męki powstała jeszcze w średniowieczu, a oprócz funkcji "karząco-pouczających" pełniła równocześnie rolę lokalnego śmietniska.

Ofiary karzącej ręki sprawiedliwości grzebano wokół szubienic czy Kopf Statte4, ale także w ich obrębie, co trudno sobie wyobrazić, jeśli nie widziało się, jak były one skonstruowane. Bynajmniej nie była to żadna prowizorka, tylko solidne, wykonane najczęściej z kamienia "budowle" o nader dużej powierzchni, gdzie spokojnie można było zakopać kilku nieboszczyków.

Prawdę napisawszy często nie bawiono się w ściąganie delikwenta z szubienicy i zakopywanie obok tylko dyndał tak sobie dopóty, dopóki "siły natury" się z nim nie uporały5. Plastyczny opis takiego cmentarza (choć pochodzący z XVIII w.) zostawił m.in. Jan Potocki w Rękopisie znalezionym w Saragossie. Bohater powieści, po upojnej nocy budzi się...

"(...) pod szubienicą Los Hermanos. Trupy dwóch braci Zota nie wisiały, ale spoczywały po obu moich stronach. Bez wątpienia całą noc między nimi przepędziłem. Spoczywałem na potarganych postronkach, resztkach kół oraz na odłamkach szkieletów i na ohydnych łachmanach, które po zgniciu ciał odpadły od kości."6

Nie może być więc mowy o jakimkolwiek sakralnym charakterze tych "cmentarzy": nie dostępowały przywileju benedykcji i rzadko kiedy były grodzone. Za to dość często w ich pobliżu stawiano latarnie zmarłych (zob. il. niżej z Die Schweizer Bildchronik des Luzerners Diebold Schilling z 1513 r.)

Pośmiertne losy skazańców nie były więc wesołe, ale tu i ówdzie starano się jakoś "osłodzić" im oczekiwanie na wieczne potępienie. Czasami w sąsiedztwie miejsc kaźni zakładano coś, co przypominało "normalny" cmentarzyk, a bywało również, iż wystawiano tam kaplicę, w ten minimalny sposób uświęcając okoliczne groby. Przodowały w tym zwłaszcza duże miasta, choć swoje zasługi miały też osoby prywatne.

Ot, np. w XIV-wiecznej Warszawie przy cmentarzu dla przestępców i samobójców powstał kościół św. Jerzego znajdujący się pod opieką kanoników laterańskich. "Szczęście" mieli też krakowscy złoczyńcy, że w ich poczet zaliczono niejakiego Andrzeja Wierzynka (zm. 1406 r.). Za defraudację pieniędzy z miejskiej szkatuły został skazany na śmierć i chociaż piastował urząd rajcy, to sprawiedliwości się nie wywinął. Widać "wyprowadził" sporo funduszy, gdyż jego ciało skazano na porzucenie w miejscu kaźni7. Rodzinie nie zezwolono na pochowanie zwłok w poświęconej ziemi, dlatego też syn nieszczęsnego, Mikołaj, wybudował kaplicę św. Gertrudy, która miała uświęcić miejsce spoczynku Wierzynka oraz innych ofiar sprawiedliwości ferowanej przez krakowską radę.

Szczerze wątpię, aby w średniowieczu tego typu przejawy "miłosierdzia" były częste. W następnych stuleciach decydującym powodem zadbania o cmentarze skazańców było raczej to, że grzebano tam i innych zmarłych (zob. Dwa w jednym lub kilka obok siebie). Skąd to wiem? Ano, wnioskuję na podstawie nowożytnych źródeł ikonograficznych, gdzie szubienice prawie wcale nie sąsiadują z kościołami. Naturalnie, "błądzić jest rzeczą ludzką" ;P

 

Cmentarze epidemiczne i ofiar innych klęsk

W dość dużej odległości od miast i wsi lokowano nekropolie zmarłych podczas epidemii. Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się całkiem logiczne, aczkolwiek w istocie było pewną "niekonsekwencją" ze strony naszych szacownych przodków. Izolowanie tych cmentarzy świadczyło bowiem, że zdawano sobie sprawę z zagrożenia, jakie niosło duże nagromadzenie zwłok na zamkniętej przestrzeni np. nekropolii przykościelnej. Jednak w czasach wolnych od "powietrza" nadal praktykowano pochówki w obrębie murów, a przecież nie wszytkie nieboszczyki umierały śmiercią naturalną...

Jeszcze w pierwszych wiekach średniowiecza zmarłych podczas zarazy grzebano w kościołach i na przyległych cmentarzach. Z biegiem lat żniwo, jakie zbierały epidemie, stawało się jednak coraz większe, co pociągnęło za sobą zakładanie nowych, obszernych nekropolii za miastem.

Powstawały one w zależności od potrzeby i zazwyczaj (choć nie zawsze!) szybko o nich zapominano. W późniejszych stuleciach posiadali je zresztą zarówno chrześcijanie, jak i Żydzi (np. cmentarz choleryczny przy drodze na Dąbrowę Tarnowską przed wsią Krzyż w Tarnowie)8.

Bliżej murów lokowano cmentarze dla ofiar mniej "inwazyjnych" dopustów bożych. Historycy podejrzewają np., że zorganizowane ok. 1318 r. miejsce pochówków za wrocławską Bramą Świdnicką (tzw. Alte Begrabniss) utworzono w związku z wcześniejszą klęską głodu9.

Dominującym rodzajem grobów były zbiorowe mogiły, które pozwalały efektywnie wykorzystać przestrzeń, a przy okazji zaoszczędzały czasu. W końcu nie wiadomo, kiedy zaraza porwie samego grabarza, lepiej więc nie oczekiwać, że będzie w nieskończoność pojedyncze groby kopał ;) Warto jednak dodać, że zbiorowe mogiły, które nam kojarzą się raczej ze zbrodniami ostatniej wojny i totalitaryzmów, były popularne tak długo, jak długo istniała konieczność tworzenia cmentarzy epidemicznych (czyli co najmniej do XIX/XX w.).

Wróćmy jednak do meritum. Status tych cmentarzy był tylko trochę lepszy od nekropolii przestępców. Ich teren bywał co prawda święcony, a czasem stawiano tam nawet kaplice lub kościoły (np. Wrocław, Kraków - obie pod wezwaniem Św. Gertrudy)10. I w tym wypadku decydujące były raczej pochówki innych kategorii ludności, niż jakiś wyjątkowy szacunek dla zmarłych.

Cmentarze przyszpitalne

Szpitale średniowieczne mocno odbiegały od tego, co dziś rozumiemy pod tym pojęciem i więcej miały wspólnego z opieką społeczną, niż ze służbą zdrowia11. Instytucje te były właściwie rodzajem noclegowni oraz przytułków, choć ze względu na fatalne warunki higieniczne trafniejsze byłoby określenie ich jako "umieralnie". Początkowo zakładał je Kościół realizując w ten sposób naukę o pomocy bliźniemu, a zarazem stwarzając pielgrzymom miejsca postoju wolne od pokus wszelakich ;). Jeszcze w średniowieczu zarząd szpitalami przejęły władze świeckie (rady miejskie), lecz nie wpłynęło to na zmianę ich roli.

Budowano je na obrzeżach miast, często poza murami, co wynikało z funkcji pełnionych przez szpitale. Z jednej strony ważne były względy sanitarne (izolacja chorych), a z drugiej stanowiły również schronienie dla wędrowców, przybyłych do miasta po zamknięciu bram.

Wspólną cechą dawnych i współczesnych szpitali było to, że nie każdemu udawało się je opuścić ;) Dlatego też często okna owych przybytków miłosierdzia wychodziły na cmentarze. Przejdźmy jednak do exemplów, aby ktoś nie powiedział, że coś tu Wam zmyślam ;)

Weźmy za przykład taki Toruń - miasto ludne i bogate. Od XIV w. funkcjonowały wokół niego aż cztery szpitale, a tym samym cztery cmentarze: św. Ducha (przed Bramą Klasztorną przy klasztorze benedyktynek), św. Wawrzyńca, św. Jerzego (oba za Bramą Chełmińską) oraz św. Katarzyny (koło Traktu Golubskiego). Warszawski szpital św. Ducha (XIV w.) zbudowano przed Bramą Nowomiejską, wrocławski szpital (jeden z wielu) przy podmiejskim kościele Św. Urszuli i Jedenastu Tysięcy Dziewic (ok. 1400 r., okolice dzisiejszej ul. Jedności Narodowej). Na skraju miasta, ale w obrębie murów, od XV w. znajdował się z kolei szpital św. Ducha w Schweinfurcie, którego cmentarz ulokowano... po drugiej stronie ulicy (ale też na terenie zabudowanym)12.

Osobną kategorią przytułków były leprozoria przeznaczone dla chorych na trąd. Charakter tej choroby sprawiał, że nie mogło być mowy o lokowaniu ich w bliskim sąsiedztwie osad ludzkich. I tak np. w XII-wiecznej Kolonii mieszkania trędowatych znalazły się w miejscu dzisiejszego Cmentarza Melaten (stąd zresztą jego nazwa). Z kolei w 1318 r. przy trakcie chełmińskim w Toruniu (dziś skrzyżowanie Szosy Chełmińskiej z Czerwoną Drogą) powstał wspomniany szpital św. Jerzego wraz z cmentarzem. Z czasem, kiedy w Europie trąd wygasł, dawne leprozoria były zamieniane na zwykłe szpitale.

W przeciwieństwie do opisanych wyżej cmentarzy podmiejskich, nekropolie przyszpitalne były zawsze "uświęcone" poprzez sąsiedztwo kaplicy. Stanowiła ona nieodzowny element owych instytucji, gdyż służyła prowadzeniu pracy duszpasterskiej wśród ubogich. Najczęściej kaplice powierzano opiece Ducha Św. lub tych świętych, którzy wsławili się ofiarną miłością bliźniego i/lub walką z chorobami trapiącymi ludzkość (zob. Przy kościele, przy kaplicy i... przy płocie).

Cmentarze innych wyrzutków

Z lektury powyższych akapitów możecie odnieść wrażenie, iż doprawdy niewielu dostępowało "zaszczytu" pochowania na "normalnym" cmentarzu. Lista nie byłaby jednak pełna, gdybyśmy nie wspomniały o innych "wyrzutkach" średniowiecznego społeczeństwa.

Ot, np. w pięknym a malowniczo położonym mieście Sandomierzu, za jego murami funkcjonował cmentarz św. Hieronima, gdzie obok topielców grzebano również samobójców13. Dla tej ostatniej kategorii umarlaków przeznaczony był również warszawski cmentarz przy kościele św. Jerzego za Bramą Nowomiejską. Czasami były to zresztą niezwykłe miejsca np. Philippe Aries pisał, iż nie posiadały bramy, a trumny wnoszono przez mur14.

Wreszcie poza miastem z zasady lokowano nekropolie innowiercze. W czasach średniowiecza, takie "szczęście" miały cmentarze wyznań niechrześcijańskich, a więc głównie żydowskie (zob. Cmentarze żydowskie). Jednak w erze nowożytnej, wraz z rewolucją wywołaną przez niejakiego Marcina Lutra, sytuacja uległa daleko większej komplikacji i przynależność społeczna oraz wyznaniowa podmiejskich nieboszczyków stała się dosyć zróżnicowana.

Dwa w jednym lub kilka obok siebie

Poza miasto wyrzucano więc tych "gorszych": biednych, chorych, zbrodniarzy, pogan, ludzi bez stałego zajęcia i/lub z jakiś względów wykluczonych ze wspólnoty. Jednak prawdę napisawszy, przedstawiony wyżej podział cmentarzy "wyrzutków" jest cokolwiek sztuczny. Zazwyczaj bowiem albo służyły one różnym kategoriom zmarłych, albo tworzono zespół nekropolii o zbliżonym "prestiżu", które często w zbiorowej świadomości funkcjonowały jako jedno miejsce.

Najbardziej rozpowszechniony (jak sądzę) był pierwszy sposób, bo też nie wymagał specjalnych nakładów w kruszcu czy robociźnie. Zakładano więc jeden cmentarz i potem, w ciągu następnych wieków, co najwyżej zmieniano mu szyld ;)15

I tak np. cmentarz Melaten w Kolonii co najmniej od 1187 r. służył zmarłym w pobliskim leprozorium, a w ciągu następnych stuleci dokonywano tu egzekucji i pochówków przestępców. Liczne "ewolucje" przechodził też cmentarz św. Jerzego w Toruniu założony w XIV w. przy schronieniu trędowatych. Od XV w., kiedy to leprozorium zamieniono na zwykły przytułek, przyjmował jego zmarłych pensjonariuszy, ale także ofiary epidemii, biedaków i osoby wykluczone ze społeczeństwa. Wrocławski cmentarz przy kaplicy św. Gertrudy miał prawdopodobnie przyjąć ofiary klęski głodu z 1317 r., ale grzebano tam również biedaków czy przybyszów zmarłych na terenie miasta. Od samego początku "wielofunkcyjny" charakter miał inny wrocławski cmentarz znajdujący się przy kościele św. Urszuli i Jedenastu Tysięcy Dziewic, służył bowiem zarówno dla zmarłym w sąsiednim szpitalu kobietom, jak i mieszkańcom Osobowic i Różanki. Pierwotnie dla zadżumionych przeznaczony był Stary Cmentarz Południowy w Monachium, gdzie od XVI w. chowano także ciała ubogich z miejskich parafii św. Piotra i Najświętszej Marii Panny. Założony w 1680 r. cmentarz św. Eliasza w Dreźnie służył początkowo ofiarom epidemii, a po wygaśnięciu zarazy przyjmował szczątki okolicznych biedaków. Nowa Rossa w Wilnie (1847 r.) zajęła miejsce wcześniejszego cmentarza epidemicznego, gdzie grzebano także samobójców i żołnierzy (tzw. Świętojurskiej Rossy). Podobnie na "przestępczym" cmentarzu św. Gertrudy w Krakowie spoczęły ofiary licznych epidemii nawiedzających gród Kraka (np. w l. 1707-1708).

W dobie sporów religijnych XVI-XVII w. zdarzały się wypadki, że wyznawcom odłamów reformowanych zabraniano pochówków na miejskich cmentarzach, ale w zamian oddawano nekropolie przyszpitalne. Za przykład może tu posłużyć wspomniany już cmentarz św. Jerzego w Toruniu, który obsługiwał ewangelickich mieszkańców przedmieścia. Podobnie ułożyły się losy cmentarza św. Łazarza w Ratyzbonie, również w XVI w. oddanego protestantom. Miał on zresztą dość "nieciekawe" sąsiedztwo, gdyż niedaleko znajdował się lokalny rabsztyn16 (zob. il. wyżej).

Nekropolie dla obywateli gorszej kategorii bywały elementem zespołu kilku cmentarzy. Wspomniany cmentarz św. Gertrudy w Krakowie sąsiadował z miejscem pochówków szpitala św. Walentego17. Podobnie było również w Warszawie, gdzie zaraz za Bramą Nowomiejską istniał szpital św. Ducha, a tuż za nim - kościół św. Jerzego otoczony grobami skazańców. Czasami musiało jednak upłynąć kilka stuleci, aby obok "wyrosły" kolejne groby i to najczęściej także ludzi "podlejszej" kondycji społecznej. W takiej, dajmy na to, Warszawie od XVI w. na Pólkowie (tereny Cytadeli) istniał sobie cmentarz dla skazańców przy Kościele Zdjęcia z Krzyża, obok którego w XVII w. założono nekropolię ewangelicką dla żołnierzy ze świty Wettinów18.

Czy jednak chodziło tylko o pokazanie tym i owym ich miejsca w kolejce do Nieba? Oj, chyba nie zawsze. Akurat w naszej pięknej stolicy na Pólkowie znajdowały się tereny nie nadające się pod uprawę, a że przy okazji niedaleko biegł trakt do Zakroczymia, więc i łatwy dojazd był zapewniony ;)

Wyjątek od reguły

Czytając przewodniki po XIX-wiecznych nekropoliach, często można odnieść wrażenie, iż to właśnie na przełomie XIX w. powstały pierwsze cmentarze podmiejskie. A tu patrzcie, już w średniowieczu za miastem zakładano wiele nekropolii, a w ciągu następnych stuleci ich liczba jeszcze wzrosła.

Zawsze jednak były to cmentarze gorszej kategorii, czego widocznym znakiem był brak kaplicy (nie dotyczy to nekropolii przyszpitalnych).

Czasami (ale bardzo rzadko) te "gorsze" miejsca pochówków rozwijały się w przepiękne nekropolie np. cmentarz na Oląanach w Pradze założony w 1680 r. dla ofiar zarazy, dziś zajmuje ok. 50 ha i jest cudowny :) Podobnie toruński cmentarz św. Jerzego po przejęciu przez ewangelików został ozdobiony różnymi gatunkami drzew, co na owe czasy (XVI w.) było wyjątkową ekstrawagancją.

O wiele częściej tego typu nekropolie "przemykały" się przez historię, jak wstydliwe przypomnienie o ludzkiej marności i nierównościach społecznych. Jednak istniały i służyły bardzo różnym oraz bardzo licznym kategoriom obywateli. Nawet jeśli przeznaczone były dla "marginesu społeczeństwa", to nie da się ukryć, iż był to wyjątkowo duży "margines".

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 9 i 11.
  2. Podlegały temu zwłaszcza prochy spalonych na stosie (m.in. trucicieli, fałszerzy monet, świętokradców, heretyków). - W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 196.
  3. r Rabenstein - niem. kamien kruków, miejsce, gdzie wykonywano karę śmierci przez ścięcie mieczem. Na XVI-wiecznym planie Wrocławia zostało ono określone z łaciny colonia corvorum (gniazdo kruków).

    W niniejszym opracowaniu zmuszona jestem używać terminologii niemieckiej, ponieważ nie udało mi się ustalić polskich odpowiedników. Zresztą słownik Jerzego S. Bandtkego pokazuje, że nasi przodkowie też nie bawili się w spolszczanie rzeczonego słownictwa. Ot, na Rabenstein mówiono rabsztyn - i wszytko jasne ;) - Hasło Rabenstein [w:] J.S. Bandtkie, Neue Taschenwörterbuch der deutschen, polnischen und französischen Sprache. T. 2, L-Z, Wrocław 1820, s. 175. Edycja elektroniczna jest dostępna w Polskiej Bibliotece Interentowej.

  4. e Kopf Statt - niem. miejsce gdzie wykonywano karę ścięcia głowy, od köpfen, czyli ścięcie głowy, "po naszemu" dekapitacja.
  5. Charakterystyczna jest tu prośba rodziców pewnego zbrodniarza skierowana w 1676 r. do wrocławskich rajców, którzy prosili, aby ich syna, jeśli już musi ponieść śmierć, nie karano szubienicą lecz meiczem, gdyż wtedy będą mogli go pochować po chrześcijańsku. - D. Wojtucki, Richtstättenarchäologie in Schlesien und in der Oberlausitz vor 1945 [w:] Richtstättenarchäologie (Hrsg) J. Auler, Dormagen 2008, s. 364.
  6. J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. [z j. fr.] E. Chojecki, Lipsk 1847, s. 35. Edycja elektroniczna.
  7. Znajdowało się ono na skraju bagna między Kleparzem a Wawelem. - J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Kraków w wiekach XVI-XVIII, (Dzieje Krakowa ; t. 2), Kraków 1984, s. 10.
  8. W 1928 r. obok założono cmentarz komunalny. - S. Potępa, Cmentarz Stary na Zabłociu w Tarnowie, Tarnów 1986, s. 82.
  9. M. Burak, H. Okólska, Cmentarze dawnego Wrocławia, Wrocław 2007, s. 208.
  10. Wrocławska kaplica pierwotnie była pod wezwaniem Panny Marii, dopiero z czasem otrzymała za patronów św. Gertrudę i Klemensa, lecz większą popularnością cieszyła się patronka ubogich. - M. Burak, H. Okólska, op. cit., s. 208.
  11. "Zarys dziejów" szpitalnictwa oprac. na podst.: A. Weiss, Organizacja diecezji lubuskiej w średniowieczu, (Rozprawy Wydziału Teologiczno-Kanonicznego ; 44. Studia Kościelnohistoryczne ; T. 1), Lublin 1977, s. 175-183.

    Przykłady pochodzą z: M. Burak, H. Okólska, op. cit. ; Cmentarz św. Jerzego, pod red. B. Dybosia, Toruń 2006, s. 5.

  12. Zob. Plan Schweinfurtu [PLIK 4 MB]. Ilustracja z: M. Zeiller, Topographia Franconiae : das ist Beschreibung und eygentliche Contrafactur der vornembsten Stätte und Plätze des Franckenlandes und deren, die zu dem hochlöblichen fränkischen Cratße gezogen werden, [Frankfurt am Main] 1648. Cmentarz oznaczono cyfrą "7". Zwróćcie uwagę, ze za murami znajduje się druga nekropolia z wystawionym na środku krucyfiksem.
  13. P. Skawiński, Cmentarz katedralny w Sandomierzu, Sandomierz 2007, s. 7.
  14. Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 56.
  15. Przykłady pochodzą z: M. Burak, H. Okólska, op. cit.; Cmentarz św. Jerzego... ; H. Kluge, Dresdens Friedhöfe und Grabdenkmäler in der Zeit der Freiheitskriege und der Romantik, (Forschungen des Kunstgeschichtlichen Instituts der Technischen Hochschule Dresden ; Bd. 1), Dresden 1937 ; E. Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław 1993 ; S. Röttgen, Der Südliche Friedhof in München : vom Leichenacker zum Campo Santo [w:] Die letzte Reise : Sterben, Tod u. Trauersitten in Oberbayern : [Ausstellung im Münchner Stadtmuseum vom 4. Juli - 9. Septemper 1984], hrsg. von S. Metken, [Konzept d. Katalogs S. Metken ; Zwischentexte u. Katalognotizen S. Metken], München 1984, s. 285. Edycja elektroniczna.
  16. H.-J. Becker, Wo liegt die Universität Regensburg? : eine Standortbestimmung aus rechtshistorischer Sicht : an der Galgenbergstraße.
  17. Oba cmentarze służyły także jako epidemiczne m.in. w czasie zarazy w l. 1707-1708. - J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, op. cit., s. 10, 45, 454.
  18. Wbrew pozorom nie można w ten sposób uzasadnić powstania "dzielnicy cmentarnej" przy ul. Młynarskiej, Okopowej i Powązkowskiej w Warszawie, gdyż poszczególne cmentarze (ewangelicki, żydowski, katolicki, wojskowy) w swych początkach były malutkie i bardzo od siebie odległe.

Źródła

  • Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.
  • J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Kraków w wiekach XVI-XVIII, (Dzieje Krakowa ; t. 2), Kraków 1984.
  • M. Burak, H. Okólska, Cmentarze dawnego Wrocławia, Wrocław 2007.
  • Cmentarz św. Jerzego, pod red. B. Dybosia, Toruń 2006.
  • J. Kracik, M. Rożek, Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie : o marginesie społecznym XVI-XVIII w., Kraków 1986.
  • Richtstättenarchäologie, J. Auler (Hrsg.), Dormagen 2008.
  • W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 165-218.


Do góry