Cmentarze


Nowy cmentarz żydowski w Łodzi

Łódzki cmentarz żydowski należy do największych na świecie, a jego piękne grobowce nie mają sobie równych nawet w Warszawie.

Poznański i spółka

Zanim zawieruchy historii uczyniły z Łodzi miasto, gdzie każdy, kto nie ma nic, ma wystarczająco dużo, aby zbudować fabrykę, zamieszkiwało ją zaledwie kilku Żydów, parających się dzierżawą karczm1. W l. 20-tych XIX w. postanowiono "przekwalifikować" rolniczą Łódź, lokując na jej obszarze zakłady przemysłu bawełnianego. I jakkolwiek właśnie z tą epoką kojarzy się napływ Żydów do Łodzi, to gmina żydowska ukonstytuowała się już w 1808 r.

Już w l. 60-tych XIX w. społeczność starozakonnych liczyła 30 tyś osób, a już szczególnie "ciasno" zrobiło się, kiedy car wpadł na pomysł "oczyszczenia" matuszki Rosiji z Żydów. W rezultacie w l. 80-tych wielu Żydów musiało uciekać przed pogromami, co przysporzyło Łodzi dodatkowych 70 tys. mieszkańców wyznania mojżeszowego. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, Żydzi stanowili ok. 35% mieszkańców tego miasta.

Druga połowa XIX w. to czas powstawania wielkich fortun, opartych na przemyśle włókienniczym, którego centrum stała się Łódź. Któż nie słyszał o Izraelu Kalmanie Poznańskim, który, odziedziczywszy po ojcu sklep z "towarami łokciowymi i artykułami korzennymi"2, stał się jednym najbogatszych mieszkańców Kongresówki3. K`woli sprawiedliwości trzeba dodać, że Izrael zajmował się nie tylko zarabianiem pieniędzy, ale też był przewodniczącym Bractwa Dobroczynności4 i to właśnie dzięki jego staraniom łódzcy Żydzi zyskali nowy cmentarz.

Stary cmentarz

Zanim jednak do tego doszło żydowscy mieszkańcy Łodzi musieli odwozić swoich nieboszczyków do Lutomierska i Strykowa. W końcu w 1811 r. udało się utworzyć miejscowy kirkut przy ul. Wesołej. Początkowo rozciągał się on na powierzchni ok. 612 m2 (ok. 0,06 ha) i zamykał się między ul. Aleksandrowską (obecnie Limanowskiego), Wesołą i Bazarową. Trudno natomiast stwierdzić, jak bardzo się "rozrósł gdyż zaginęły dokumenty na ten temat.

Grunt to to, że bardzo szybko przestał starczać owym 100 tys. Żydom, a dalsze powiększanie było niemożliwe, gdyż naruszałoby to przepisy sanitarne (zbyt mała odległość od budynków mieszkalnych). Tym niemniej nawet po utworzeniu nowego cmentarza, nadal dokonywano pochówków na starym. Były to najczęściej osoby, które wykupiły tam grób rodzinny. Także w czasie I wojny światowej, kiedy nowy cmentarz był niedostępny, grzebano ludzi przy ul. Wesołej. Ostatni pochówek udało się ustalić ok. 1922 r. W międzyczasie dokonywano też ekshumacji i przeniesienia szczątków na nowy kirkut5.

Podczas II wojny światowej (w 1942 r.) zarządzono likwidację cmentarza, ale jego faktycznie unicestwienie nastąpiło już za władzy ludowej w l. 50-tych, kiedy przez opustoszały plac przeprowadzono jezdnię i wybudowano bloki.

Nowy cmentarz

Jak to w historii diaspory żydowskiej bywa z założeniem cmentarza nie było wcale tak łatwo. Reguła ta dotyczy chyba wszytkich miast, gdzie osiedlali się Żydzi, nie tylko zresztą Łodzi.

Kiedy wolna przestrzeń na starym kirkucie zaczęła się drastycznie zmniejszać, władze gminy zmuszone były do znalezienia jakiegoś alternatywnego miejsca. No i się zaczęło...

Pierwsza lokalizacja w Radogoszczy spotkała się ze stanowczym sprzeciwem mieszkańców i osoby nie byle jakiej, bo barona Juliusza Heinzla, który miał tam letnią rezydencję i nie życzył sobie żadnych truposzy przed oknami. Wspaniałomyślnie zaproponował jednak teren zastępczy na Marysinie. To z kolei nie spodobało się gminie, dla której było to zbyt daleko od miasta. Wykazując wyjątkowa cierpliwość i dobrą wolę, Heinzel namówił niejakiego Alberta Cukiermana, aby odsprzedał rodakom działkę położoną na Nowych Bałutach. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie skomplikowała się sytuacja prawna nieszczęsnego kawałka ziemi. W efekcie skończyło się na tym, że w 1891 r. Izrael Poznański odkupił od Heinzla jego działkę, włączając część ziemi Cukiera tak, że kirkut uzyskał kształt 10,5 hektarowego prostokąta. Jako "rekompensatę" łódzki potentat zażądał skromnej (ok. 512 m2) "posesji" na przyszłym cmentarzu, którą zamierzał przeznaczyć na rodzinne mauzoleum. No ale, kto by się tam czepiał... ;-)

W sumie starania o nowy kirkut trwały od 1888 r. do 1892 r., kiedy to wreszcie udało uzyskać od władz oficjalną zgodę na założenie nowej nekropolii. Ostatecznym argumentem, który przekonał zarządcę miasta, była... cholera! Zbliżająca się epidemia tej choroby mogła zdziesiątkować Łódź, jeśli pozostawiłoby się zakażone zwłoki samym sobie. Zmobilizowało to prezydenta metropolii i nowy kirkut wreszcie mógł powstać. Ta niefortunna okoliczność, jaką była epidemia, sprawiła, że najstarsze kwatery to właśnie groby "choleryków"6.

Wygląda na to, że sama decyzja zaskoczyła gminę, bo dopiero w rok później zabrano się za porządkowanie terenu: wytyczono drewniane ogrodzenie, posadzono drzewka, opracowano plan przestrzenny, którego autorem był Adolf Zeligsen, znany m.in. z udziału w zaprojektowania Pałacu Poznańskiego. W l. 1896-98 z fundacji Miny Konsztadt powstał dom pogrzebowy (też projektu Zelingsena), największy wówczas budynek tego typu. Zbudowano także małą, drewnianą synagogę, która jednak nie dotrwała do naszych czasów.

Początkowo cmentarz miał ok. 10,5 ha (działka zakupiona przez Poznańskiego), lecz w ciągu następnych lat nieraz go powiększano tak, że współcześnie zajmuje obszar ok.. 41,3 ha (razem z budynkami gospodarskimi).

Istną mozaikę stanowią natomiast kwatery męskie i żeńskie. Jak wiemy, zgodnie z tradycją żydowską, coby nawet po śmierci zachowana została przyzwoitość, obie płcie grzebano oddzielnie. Tak też jest na bałuckiej nekropolii z tym, że obok kwater tylko damskich, albo tylko męskich są kwatery mieszane, ot tak dla urozmaicenia ;-)

W czasie I wojny cmentarz miał nieszczęście bezpośrednio uczestniczyć w działaniach wojennych, co kosztowało go ogrodzenie i zniszczenie wielu pomników.

Stąd lata międzywojenne wypełniły znowu różne prace: a to ogrodzenie murowane budowano, a to nagrobki restaurowano, a to doprowadzono... elektryczność! (w 1931r.). W tym okresie cmentarz był obsługiwany przez ok. 12-20 osób tj. nadzorców, strażników oraz ogrodnika. W 1923 r. "stan posiadania" bałuckiego kirkutu obejmował m.in. dom dla służby cmentarnej, wspomniany dom przedpogrzebowy, synagogę (posiadającą aż 3 zwoje Tory), mykwę oraz folwark na którym gospodarzył ogrodnik cmentarny.

Podczas następnej wojny łódzki cmentarz stał się sceną krwawych wydarzeń. Dokonywano tam bowiem masowych egzekucji, nie tylko Żydów, ale również Cyganów. Tych pierwszych, zmarłych w getcie, chowano na terenie dawnego folwarku, czyli w północnej części cmentarza (tzw. pole gettowe).

Po wojnie przez długi czas cmentarz pozostawiono samemu sobie. Wielokrotnie go dewastowano, a udział w niszczeniu nekropoli miało też samo państwo np. w 1956 r. postanowiono poszerzyć ul. Inflancką i uszczuplono w tym celu południowo-zachodnią część kirkutu, z kolei w 1973 r. rozebrano część macew z części południowej, ale przynajmniej przeniesiono je na północno-zachodni kraniec nekropolii.

Dopiero w 1975 r. uznano łódzki kirkut za zabytek, chociaż gdyby nie prywatne datki pewnie już dawno część macew wbudowano by w jakieś fundamenty...

Byłam tam...

Do Łodzi wybrałyśmy się z Salissą pewnego majowego weekendu i od razu to miasto podbiło nasze serca. Nie dość, że Piotrkowska jest cuuuuudowna, kościoły takie, że nawet warszawska św. Anna się do najmniejszego z nich nie umywa, to jeszcze cmentarze wcale niczego sobie, przy czym jeśli chodzi o żydowski, to jest piękniejszy od warszawskiego. O wiele piękniejszy7.

Cóż, zanim jednak zaczęłyśmy zwiedzać, przyszło nam trochę się podenerwować. Najpierw kazali nam zapłacić za wstęp ("Bo zabytek 1. klasy"), a potem musiałyśmy wybłagać pozwolenie na robienie zdjęć! No ale jakoś "włamałyśmy się" wreszcie na ten kirkut.

Wchodząc (tudzież wychodząc, jak kto woli), warto zachwycić się bramą oddzielającą część grzebalną od gospodarczej. Wbrew pozorom nie jest to brama główna, choć robi rzeczywiście imponujące wrażenie, ta bowiem mieści się od ul. Brackiej, lecz otwierana jest tylko na wyjątkowe okazje8. Drugim obiektem godnym naszej uwagi jest dom przedpogrzebowy. Można w nim obejrzeć m.in. piękne drewniane łuki wspierające dach, a także... karawan pogrzebowy i pokój, gdzie przygotowywano zwłoki do pochówku. W bocznym skrzydle rzeczonego przybytku organizowane są również wystawy poświęcone osadnictwu żydowskiemu w Łodzi.

Idąc główną aleją, jak turyście przystoi, co chwila wyrywało nam się jakieś "łał". Cmentarz ma bowiem to do siebie, że obok tradycyjnych macew, wiele jest klasycyzujących lub modernistycznych pomników, stawianych zazwyczaj przez bogate rodziny fabrykanckie. I tak, z jednej strony mamy owe płyty zakończone różnymi wariacjami na temat łuku, a z drugiej średniej wielkości pomniki zdobione secesyjnymi ornamentami oraz monumentalne grobowce, jak np. przesławne, największe chyba wśród monumentów żydowskich, mauzoleum Izraela Poznańskiego.

Nie wiem czy ma sens rozwodzić się nad grobowcem łódzkiego bogacza, tym bardziej, że zwięzły opis można znaleźć w większości przewodników. Jeśli kogoś zainteresuje moja subiektywna opinia, to muszę stwierdzić, iż po kimś takim jak Poznański spodziewałam się większego... kiczu ;-) Tymczasem mauzoleum jest może rzeczywiście za duże (kiedyś górowało nad całym cmentarzem), ale zbudowano je w tradycyjnej żydowskiej formie ohela, a i mozaiki wewnątrz wykorzystują znany symbol palmy.

Takie urozmaicenie różnych form architektonicznych można spotkać tylko w najbliższej okolicy bramy. Im dalej w głąb, tym krajobraz zdaje się być bardziej monotonny, aczkolwiek to tylko pozory. Owszem dominują tradycyjne pionowe stele, ale pośród nich można znaleźć prawdziwe cacka: od bardzo kiczowatych imitacji któregoś ze stylów ubiegłych epok (albo wszystkich na raz) do wyjątkowo artystycznych dzieł Abrahama Ostrzegi. Słowem, jest na co popatrzeć.

Większa część kirkutu porośnięta jest drzewami oraz różnej wielkości i kształtu chaszczami, co składa się na wcale przyjemną atmosferę (zwłaszcza dla komarów :-/). Bardzo malownicze "efekty wizualne" tworzy bluszcz, szczelnie otulający ziemię i macewy niby piękny, zielony dywan. Zagłębiając się w rzadziej uczęszczane rejony, można nieraz odnieść wrażenie, że wędruje się laskiem i tylko od czasu do czasu gdzieś, między krzakami uda się wypatrzyć zapomnianą macewę. Północna część kirkutu wystawiona jest z kolei na mordercze promienie słońca i obejmuje tzw. kwatery gettowe. Wyglądają one jak zwykła łąka, nad którą wesoło bzykają wszelakie insekty i tylko muciek (tj. krów) brakuje raźnie zajadających trawę. Dopiero po dokładniejszych oględzinach okazuje się, że niektóre kępy kwiecia skrywają betonowe obramowania grobów. Niedawno też niewielka część została uporządkowana przez żołnierzy wojsk izraelskich: w murawę powtykano czarne tabliczki z nazwiskami pochowanych tu osób, przypominające czarne kwiaty (poetycko się zrobiło ;-).

Po drugiej wizycie na łódzkim cmentarzu żydowskim dotarło do mnie, że jednak warto "wybulić" na bilet wstępu. Nie tylko dlatego, że było na czym "zatrzymać obiektyw". Przede wszytkim widać, iż wiele pomników było lub jest odnawianych, tak więc nasze ciężko "wysupłane" 4 zł nie poszło na marne.

Już kończę...

Łódzki kirkut jest doprawdy ogromny i pierwszy raz w życiu zrobiłam użytek z kanapek, które się zabłąkały do mojego plecaka, bo się, kurcze, naprawdę zmęczyłam i zgłodniałam podczas tej wycieczki ;-). Ale nie żałuję i każdemu, kto znajdzie się w Łodzi polecam odwiedzenie tamtejszego cmentarza żydowskiego.

© Sowa
11.09.2006

Przypisy:

  1. Informacje o Żydach w Łodzi i pierwszym cmentarzu opracowałam na podstawie: Dzieje Żydów w Łodzi, Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense.
  2. Historia jednej rodziny, fortuny i pałacu.
  3. Podczas pobytu w Łodzi usłyszałam ciekawą anegdotkę: któregoś razu Poznański, chcąc popisać się przed carem swoim bogactwem, zapytał władcę Rosji, czy może wybrukować swój pałac rublami. Na to car, chcąc przytemperować pychę Poznańskiego, stwierdził, że nie godzi się chodzić po wizerunku cesarza (który zdobił monetę), dlatego niech Poznański wyłoży ten swój pałac rublami, ale ustawionymi na kancie. Legenda nie podaje, co zrobił Poznański, ale chyba zwątpił ;-)
  4. Funkcja ta zazwyczaj spadała na bogatych.
  5. Pierwszy cmentarz żydowski ul. Wesoła [w:] Łodziania : informator łódzki.
  6. Aczkolwiek w wyznaczonym na ten cel miejscu pochowano tylko 200 spośród 700 ofiar epidemii. Reszta zwłok chowana była w różnych miejscach cmentarza. - D. i L. Muszyńscy, Cmentarz żydowski w Łodzi, Łódź 1995, s. 67.
  7. Do tego stopnia piękniejszy, że odwiedziłam go po raz drugi ;-)
  8. Prawdopodobnie owa brama wewnętrzna została przeniesiona z cmentarza przy ul. Wesołej.

Źródła:


Do góry