Epitafia


O epitafiach słów kilka

W zasadzie, w ramach wstępu wypadałoby zacytować jakąś "mondrą" definicję z jakiejś "mondrej" encyklopedii, ale doświadczenie uczy, że tego rodzaju objaśnienia są albo zbyt lakoniczne, albo zbyt skomplikowane, albo też i jedno i drugie. No a poza tym dalej i tak zamierzam porządnie ponudzić, więc na początku trochę Was oszczędzę ;-)

Teoria

Krótko zatem: co właściwie nazywamy takim epitafium ?

Przede wszytkim ozdobną tablicę, poświęconą zmarłemu, zawierającą jego personalia ze szczególnym uwzględnieniem tytułów oraz elementów heraldycznych, upiększoną przedstawieniami alegorycznymi itp. bajerami.

Druga "bajka" to epitafium rozumiane jako sam napis, umieszczany na nagrobku1, identyfikujący i/lub informujący, czego to chlubnego zmarły dokonał zanim przeniósł się na łono Abrahama.

I wreszcie ostatnia rzecz - epitafium jako mowa pogrzebowa lub wiersz, poświęcony pamięci zmarłego. Pisaniem owych "literackich nagrobków" zajmowali się często przyjaciele nieboszczyka, a nieraz także i "wielkie pióra", jak np. Wacław Potocki, Daniel Naborowski, Hieronim Morsztyn, Mikołaj Sęp Szarzyński (patrz. J. Rećko, Literackie epitafium barokowe : geneza i teoria gatunku, Zielona Góra 1992).

Tablica, napis czy poemat - wszystkie trafnie podumował Wacław Potocki w Moraliach:

"Widząc nagrobki, choć się w proch trupy rozsuły,
Jakiejż pychy nie znaczą pisane tytuły?
Kiedy żywszy, nie mając żadnej cnoty w sobie,
Tysiącem ich po śmierci na kamieniu skrobie,
Chcąc wsławić u późnego imię swe potomstwa;
Żyjąc by tak wielkiego musiał wstydzić kłamstwa,
Umarły nie dba, przeto tytułów nie skąpi."
2

Ołtarze zmarłych

Zajmijmy się najpierw ozdobnymi tablicami, wywieszanymi w kościołach lub klasztorach.

Umieszczano je najczęściej w bezpośrednim sąsiedztwie nagrobka, ale nie zawsze (o czym przekonacie się dalej).

Od tego ostatniego różniły się mniej okazałą formą, wyszukaną z kolei w porównaniu z tablicami nagrobnymi3. Moim skromnym-Sowim zdaniem kryterium "wyszukaności" jest nader względne, stąd chyba lepiej będzie przyjąć, że epitafium zazwyczaj wisiało gdzieś na jakiejś kolumnie czy ścianie, a nagrobek nie.

Wystawiania epitafii zaczęło być popularne ok. XV w. i utrzymało się praktycznie do naszych czasów4. Niestety wiele epitafii uległo zniszczeniu lub zostało przeniesionych do muzeów, więc dziś możemy sobie co najwyżej wyobrażać, jak wyglądało wnętrze takiego np. XVII-wiecznego kościoła.

Pomijając zabawy wojenne, przyczyn owego ubogiego wystroju współczesnych kościołów jest kilka, ale trzy są najważniejsze.

Po pierwsze zatem niesnanski religijne. Jak wiemy Polska była krajem wyjątkowej tolerancji5, co nie zmienia faktu, że w dobrach reformatów niszczono kościoły (a więc i epitafia katolickie), a potem, gdy nastała kontrreformacja, robiono to samo z majątkiem dysydentów6.

Z drugiej strony wiele tablic miało dużą wartość materialną, gdyż sporządzano je m.in. ze srebra albo zdobiono drogim kruszcem. Tym samym łatwo stawały się łupem złodziei lub wrogich wojsk.

I wreszcie ostatnia rzecz, związana poniekąd z samą tradycją pochówków kościelnych. Jak naprodukowałam się w innym miejscu (zob. Cmentarze od średniowiecza do kon. XVIII w.) nie każdy mógł spocząć w świątynii, a tym samym wywiesić tablicę, że akurat w tej i nie innej piwnicy leży pogrzebany. Jednym ze sposobów zapewnienia sobie tego przywileju było dokonanie jakiegoś zapisu na rzecz Kościoła, gdzie przy okazji zobowiązywało się lokalny kler do wspominków. Rozumie się jednak, że z czasem strumień pieniędzy wysychał, a wraz z nowymi zgonami "szlachetnie urodzonych" potrzebna była dodatkowa przestrzeń. Świątynia bowiem zawsze cieszyła się sporym prestiżem, stąd konkurencja o miejsce na kościelnej ścianie czy filarze była baaardzo duża. Tak więc stare epitafia były zastępowane nowymi i trzeba było być chyba Władysławem Jagiełłą, żeby nie martwić się o swój "ołtarzyk".

Przyzwyczailiśmy się do tablic epitafijnych wykonanych z kamienia (nieraz z różnych kosztownych rodzajów), ale bardzo często były one odlewane z metalu (wspomniane srebro) lub rzeźbione w drewnie. Na tym ostatnim materiale powstawały też epitafia malowane. Pan Jan Harasimowicz na podstawie analizy protestanckich epitafii Dolnego Śląska wyróżnił trzy typy tablic: płytę płaskorzeźbioną lub obraz ujęty w proste ramy, epitafium edikulowe7 lub architektoniczne typu "ołtarzowego"8.

Wygląd owych tablic zmieniał się wraz z tendencjami w sztuce. I nie chodzi tu tylko o rodzaj ornamentyki, ale także o sam materiał - np. w baroku popularny był czarny marmur, łączony czasem z alabastrem9.

Sławnym ludziom wystawiano epitafia często w paru świątyniach, jak np. Kochanowskiemu w Zwoleniu i kościele franciszkanów w Krakowie. Zresztą przeciętny polski szlachcic miał za punkt honoru, aby o nim w żadnym wypadku nie zapomniano, więc w testamencie nakazywał umieszczenie tablic pamiątkowych w jakimś "dodatkowym" miejscu. Zwyczaj ten był dzielnie kontynuowany do naszych czasów, co widać np. po ścianach kościoła Św. Krzyża w Warszawie, gdzie możemy sobie podumać przed tablicą Chopina czy Słowackiego. Z kolei u Kapucynów liczne tablice odsyłają nas do grobów, znajdujących się nawet na Powązkach (np. Aleksandry Karoliny z hrabiów Chodkiewiczów hrabiny Kossakowskiej).

Nagrobne "poezyje"

Jak już nudziłam na początku, epitafium to nie tylko dekoracja rzeźbiarska, ale także tekst. Mowy pogrzebowe zostawmy sobie na lepsze czasy (tzn. kiedy Sowa się w tym temacie dokształci ;-)) i skupmy się na napisach nagrobnych.

W świadomości przeciętnego śmiertelnika epitafium to najczęściej tylko mniej lub bardziej rzewny wierszyk, umieszczony na nagrobku. Takie rozumowanie nie dość, że bardzo nieładnie spłyca zagadnienie, to na dodatek pozbawia nas ogromnej "zabawy", jaką daje "zaczytywanie" się w danych osobowych naszych antenatów. Dlatego też pisać będę przede wszytkim o całej inskrypcji, a nie tylko jej "literackich" fragmentach.

No ale do rzeczy.

Najpierw trochę historii. Otóż najstarszy napis nagrobny na ziemiach polskich brzmi:

"W grobie tym kości trzech braci",

a umieszczony został na złomach XI-wiecznej płyty nagrobnej, przypuszczalnie trzech z pięciu braci eremitów, pochowanych w katedrze gnieźnieńskiej. Najokazalszy zaś i najcenniejszy wiersz epitafijny znajdował się na sarkofagu Bolesława Chrobrego w katedrze poznańskiej. Można przypuszczać, że wiersz ten ułożył anonimowy autor w l. 1340-135010.

  • Discite puellae latinae
  • Przez długi, długi czas epitafia zapisywano przede wszytkim po łacinie. Wydaje mi się, że panowała ona niepodzielnie do przełomu XVI / XVII w, ale są to tylko moje hipotezy, bo najstarszy polskojęzyczny nagrobek, jaki widziałam pochodził z 1616 r. do tego z Warszawy ;-). Zresztą nawet w "stolicy" zachowało się kilka łacińskich zabytków m.in. w kościele św. Jacka.

    W tymże samym kościele znajduje się też kilka XVII-wiecznych napisów polskojęzycznych np. na grobowcu Małgorzaty i Adama Kotowskich w kościele Dominikanów przy ul. Freta11.

    Z koleii w wielkich ośrodkach miejskich np. Wrocławiu czy Gdańsku spotkać można było epitafia w języku tamtejszego patrycjatu, czyli po niemiecku.

  • Kto zacz?
  • Nie jest chyba odkrywczym stwierdzenie, iż podstawową funkcją inskrypcji nagrobnej była i jest identyfikacja nieboszczyka. Dawniej jednak rozumiano to cokolwiek inaczej niż obecnie, stąd ów napis nie ograniczał się tylko do imienia, nazwiska i lat życia, lecz zawierał nieraz całkiem sporą genealogię oraz wręcz życiorysy właścicieli epitafium, upstrzone dodatkowo różnymi epitetami i nazwami urzędów. Cała ta "literatura" może nieraz doprowadzić laika (czyli mnie) do szewskiej pasji. Weźmy np. takie "kwiatki" ze świątynii Dominikanów przy ul. Freta w Warszawie:

    "D.O.M.
    Stanislaus Hieronymus de Potkana
    Potkanski
    I.U.D. Scholasticus Plocensis, Abbas
    Commendatarius Sulejoviensis Canonicus
    Pultoviensis, quinquies ad Tribunal Regni
    ex uno Capitulo Plocensi Judex deputatus.
    Natus 1 Februarij 1704
    Sed annum, mensem, diem mortis ignorans
    Misericordias Domini expedat
    Et
    Vivens sibi morituro posuit
    Anno MDCCLXXX
    Tu Christiane Viator mortuo bene precare."

    lub:

    "CATHERINAE DE LISSOW KOSINSKIEY CONIVGI
    SVE CHARISSIMAE IO[HANN?]ES SBIONEVS OSSOLINSKY
    PALATINVS PODLACHIAE; STANISLAVOVIENSIS
    DOBRZINIENSISQ[UE] CAPITANEVS: MONVMENVM
    HOC AMORIS SVI INTEGERRIMI MAESTUS
    POSVIT ANNO SALVATIS NOSTRAE: M DC VII."

    Tłumaczenie:

    "KATARZYNIE Z LISSOWA KOSIŃSKIEJ MAŁŻONCE
    SWOJEJ NAJDROŻSZEJ JAN ZBIGNIEW OSSOLIŃSKI
    WOJEWODA PODLASKI STANISLAWSKI
    I DOBRZYNSKI STAROSTA POMNIK
    TEN MILOSCI SWOJEJ [POGRĄŻONY W?] SMUTKU
    WYSTAWIŁ ROKU ZBAWIENIA NASZEGO 1607"
    12

    Obydwa teksty nie oddają co prawda, do czego zdolni byli dawni "poeci nagrobni", ale curiosa możecie sobie poczytać w innych działach. Chodziło mi raczej o przedstawienie przeciętnego, staropolskiego epitafium, w którym możemy wyróżnić kilka elementów, powtarzających się również w napisach z XIX w. Mamy zatem:

    • formułę wstępną np. D[eo]. O[ptimo]. M[aximo];
    • imię i nazwisko z dodatkami, czyli np. tytułami, jakim herbem posługiwała się dana rodzina oraz, w wypadku kobiet, określenie familii, z której dama pochodziła lub nazwisk z poprzednich związków (primo voto itd.);
    • funkcje i urzędy, sprawowane przez zmarłego;
    • data narodzin i (częściej) śmierci, wiek;
    • tekst "okolicznościowy", czyli np. cytat z Biblii albo inne poema ku czci zmarłego13.

    Naturalnie nie wolno zapomnieć o różnego rodzaju epitetach, którymi upiększano pośmiertny portret zmarłego. Oprócz wszelakich carissima (najdroższa), clarus (sławny) operowano także przymiotnikami charakterystycznymi dla danego stanu lub urzędu. Stąd na grobie np. biskupa możemy przeczytać, że był reverendissimus (przewielebny), a na epitafium magnata, iż był illustrissimus (jaśniewielmożny). To przyporządkowanie nie jest naturalnie regułą, ale czasami bardzo pomaga w ustaleniu, z kim mamy do czynienia.

    Włócząc się po cmentarzach, kościołach czy ślęcząc nad spisami epitafii człowiek nieraz łapie się za głowę, a nieraz wybucha śmiechem, czytając, jakie to rzeczy nasi przodkowie uznali za stosowne odnotować na grobie. Pomijając więc okoliczności śmierci lub wspomnienie ostatnich lat życia (np. napis na grobowcu Marii Karoliny z Sobieskich księżny de Bouillon z 1746 r.) niektóre epitafia informują nas nawet o stanie cywilnym nieboszczyka (np. na Powązkach znalazłam grób 52-letniej kobiety, na którym skrupulatnie podano, że była panną).

  • "Wielkieś mi pustki uczyniła...", czyli o uczuciach rzecz
  • Charakterystyczną cechą staropolskich napisów nagrobnych była pewna ich "formalność". Zazwyczaj bowiem podkreślano te cechy i zalety zmarłego, które związane były z jej/jego życiem publicznym (np. dzielny wódz, pobożna żona).

    Dopiero epoka romantyzmu przyniosła bardziej widoczne "uduchowienie" napisów nagrobnych. Zaczęto wtedy większy nacisk kłaść na relacje między małżonkami, dziećmi a rodzicami, przyjaciółmi (por. epitafia z 1.poł XIX w. ze zbioru p. Jacka Kolbuszewskiego).

    Naturalnie i w Polsce przedzaborowej pojawiały się frazy o osobistym smutku i stracie, spowodowanej śmiercią, a i głęboko w XIX stuleciu lubiono chwalić się stołkami, które się piastowało.

  • Galli Anonimi
  • "Poezją nagrobną" zajmowali się z nie tylko artyści miary Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja czy Zygmunta Krasińskiego. Czasem sam zmarły obmyślał sobie wierszyk, który potem miano umieścić na jego grobie. Na przykład pewien ksiądz ułożył coś takiego:

    "Żebrze
    westchnienia
    do Zbawiciela
    Pana
    za dusze swoie
    xiadz tuteyszy
    Piotr
    nayniegodnieyszy
    grzesznik wielki
    zmarły
    roku 1767
    dni 20 maia."
    14

    Słodkie, nie? Człowiek się zastanawia, co ten księżulo nabroił ;-).

    Częste też były przyjacielskie "posługi", kiedy to epitafium układał ktoś z przyjaciół zmarłego (np. Dyzma Bończa Tomaszewski napisał wiersze dla Szczęsnego Potockiego, zob. zbiór Jacka Kolbuszewskiego), a nawet członek rodziny (np. epitafium na grobie Euzebiusza Słowackiego ułożył na krótko przed jego śmiercią, syn sławny skądinąd Juliusz.

    Jednak przede wszystkim tworzeniem "poezyj" nagrobnych zajmowali się domorośli wierszokleci. Stąd poziom epitafii bywał (i jest zresztą) nieraz dość żenujący. Chętnie korzystano przy ich pisaniu z cytatów biblijnych, poezji czy pieśni religijnych, a także z popularnych wpisów sztambuchowych15. Oprócz tego nagminne było przekształcanie albo po prostu przepisywanie już stworzonych przez kogoś wierszy.

    Większość owych "poezyj" była na szczęście dosyć krótka. Tym niemniej, jeśli kogoś było stać, a skromność nie była jego najmocniejszą stroną, fundował sobie prawdziwą epopoeję. Nie było to jednak zjawisko częste, gdyż kamieniarze liczyli sobie od każdej litery, zatem koszt takiego "poematu" nieraz musiał być wyższy od samego pomnika.

    Tak czy owak przeciętne XIX-wieczne epitafium było zazwyczaj znacznie dłuższe od współczesnego, a nawet, jeśli ograniczało się tylko do imienia, nazwiska i dat życia, to bardzo często dodawano formułę w stylu: "Prosi o westchnienie", czego dzisiaj trudno uświadczyć na lastrykowych płytach.

    Wesoły zmarły

    Tradycja źle widzi dowcip w napisach nagrobnych, który, jeśli się zdarzał, to zazwyczaj zupełnie przypadkowo i bywał zazwyczaj np. pomyłką kamieniarza (por. epitafium z Cmentarza Nowego w Zakopanem).

    Swego czasu krążyły jednak, ponoć prawdziwe epitafia, które wybitnie kłóciły się z nastrojem powagi, typowym dla cmentarza. Oto parę z nich, przytoczonych przez p. Jacka Kolbuszewskiego w cytowanej już wiele razy książce.

    "Tu Jan Kowalski spoczywa w grobie,
    Co przeczytawszy, odejdźcie sobie,
    Bo to, czym jestem, pokrywa trawa,
    A to, kim byłem, nie wasza sprawa"

    - napis ten miał się znajdować na cmentarzu w Lublinie

    "Pod tym kamieniem o pół kroku
    Spoczywa mąż mój drogi,
    Który 1 II 1892 roku
    Wyciągnął nogi"

    - rzekomo Powązki

    "Hic iacet Firganek,
    Luceat ei kaganek,
    Qui bene docuit: a, b, c,
    Requiestat in pace!"
    Tu spoczywa Firiganek,
    Niechaj mu świeci kaganek,
    [Temu] który dobrze uczył: a, be, ce,
    Niechaj pokój będzie!16

    - grób podobno nauczyciela, podobno z Padwy k. Mielca

    "Tak mi błogo, tak mi miękko,
    Cierpienia jak odjął ręką;
    W pełnym troski życiu całem
    Tak wyśmienicie nie spałem."

    - podobno Puławy

    Słowa na zakończenie

    Epitafia mogą nas wzruszać, śmieszyć, zachwycać bądź żenować, ale po pewnym czasie człowieka naprawdę zaczyna interesować życie naszych prababek: to, jakie cnoty im przypisywano, ile razy wychodziły za mąż, jakie fantazyjne imiona im nadawano itp. "bzdury", które kiedyś będą czytać na naszych grobach (zakładając, że ktoś z nas w ogóle zamierza umrzeć ;-) ).

    Pozostaje mi jeszcze dodać, że niniejszy szkic ma charakter wyjątkowo ogólny (co widać po bibliografii), więc jeśli ktoś poczuje niedosyt, to bardzo mi przykro. Może kiedyś, na emeryturze, zbiorę się w sobie i go uzupełnię. Może... ;-)

    © Sowa
    9.02.2005

    Przypisy

    1. Inskrypcjami, znajdującymi się na przedmiotach lub kamieniu, zajmuje się epigrafika. Nasze epitafia wchodzą więc w zakres zainteresowań tej nauki.
    2. Podaję za: J. S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce : wiek XVI - XVII, Warszawa 1994.
    3. Hasło epitafium, epitaf [w:] Słownik terminologiczny sztuk pięknych, pod red. S. Kozakiewicza, Warszawa 1969, s. 103, kol 1.
    4. Nawet w kościołach warszawskich można znaleźć całkiem sporo takich epitafii np. u Kapucynów czy św. Krzyża, które pochodzą nieraz z końca XIX w.
    5. Dlatego chociaż stosy płonęły u nas ponoć wyjątkowo rzadko, to np. Żydzi do XIX w. mieli zakaz osiedlania się w Warszawie (patrz choćby: G. Zalewska, Ludność żydowska w Warszawie w okresie międzywojennym, Warszawa 1996).
    6. Kilka ciekawych informacji na ten temat oraz zdjęć epitafii protestanckich można znaleźć w pracy: J. Harasimowicz, Mors janua vitae : śląskie epitafia i nagrobki wieku reformacji, (Acta Universitatis Wratislaviensis. Historia Sztuki), Wrocław 1992.
    7. aedicula - rodzaj kapliczki, modelu budynku lub niszy w wewnętrznych ścianach budynku, opartej na kolumnach lub pilastrach, zwieńczonej tympanonem lub baldachimem. - hasło: aedicula... [w:] Słownik terminologiczny sztuk pięknych, pod red. S. Kozakiewicza, Warszawa 1969, s. 10, kol. 1.
    8. J. Harasimowicz, Mors janua vitae : śląskie epitafia i nagrobki wieku reformacji, (Acta Universitatis Wratislaviensis. Historia Sztuki), Wrocław 1992, s. 44-45.
    9. Hasło epitafium, epitaf [w:] Słownik terminologiczny sztuk pięknych, pod red. S. Kozakiewicza, Warszawa 1969, s. 103, kol 2.
    10. Tekst zachował się w odpisach, nader licznych, ale też nader swobodnych. Naukowej analizy wszytkich przekazów dokonała m.in. B. Kürbis, Epitafium Bolesława Chrobrego : analiza literacka i historyczna [w:] Na progach historii : cz. 2 : O świadectwach do dziejów kultury Polski średniowiecznej, Poznań 2001, polemizując niejako z pracą R. Gansińca, Nagrobek Bolesława wielkiego, "Przegląd Zachodni" 1951, nr 7-8, s. 359-537.
      W artykule pani Kürbis znajdują się też wszytkie wersje owego epitafium, ale ostrzegam - jest ono po łacinie, a poetycki przykład Birkenmajera bazuje na jednym z błędnych odpisów.
    11. Owo epitafium jest właściwie dwujęzyczne: napis po polsku znajduje sę nad wejściem do krypty Kotowskich, a w ich kaplicy mamy już piękną łacinę.
    12. Za pomoc w zrozumieniu i interpretacji epitafium dziękuję Asi Lempkowskiej oraz panu Ryszardowi Jurzakowi, autorowi strony Genealogia dynastyczna.
    13. Jest to mój podział, dokonany na podstawie własnych obserwacji. Możliwe, że w fachowej literaturze każdy element ma swoją nazwę i w ogóle jest tego więcej, ale chyba to, co jest nam wystarczy ;-)
    14. Podaję za: J. Kolbuszewski, Cmentarze, (A to Polska właśnie), Wrocław 1996, s. 162.
    15. sztambuch = pamiętnik, jaki nieraz w dzieciństwie prowadziło się, zbierając wpisy od przyjaciół w stylu: "Na górze róże / Na dole fiołki / Kochajmy się razem / Jak dwa aniołki".
    16. Tłum. Sowa.

    Źródła:

    • Co mnie dzisiaj, jutro tobie : polskie wiersze nagrobne, zebrał, wyboru dokonał, wstępem i objaśnieniami opatrzył Jacerk Kolbuszewski, Wrocław 1996.
    • J. Kolbuszewski, Cmentarze, (A to polska właśnie), Wrocław 1996. (także zdjęcia).
    • Słownik terminologiczny sztuk pięknych, pod red. S. Kozakiewicza, Warszawa 1969.
    • Wiedza, zdobyta podczas lektury epitafii oraz wędrówek po warszawskich kościołach i cmentarzach.


    Do góry