Na marginesie tematyki cmentarnej


Pompa funebris1,
czyli
pogrzeb po staropolsku

Chocież Śmierć nielitościwa wielką punkturę sercom naszym zadaje, to nie godzi się, aby tylko li w frasunku drogich naszem sercom odprowadzać. W Polszcze starej bywała to magna celebritas, takoż u możnych jako i pospolitszej braci szlachty z iście królewskim przepychem wyprawiana. Niech słowa uczonej białogłowy, Marii z Boguckich wprowadzą nas w przodków philosphiję: "Bardziej chyba od myśli o śmierci przerażała myśl o pospiesznym pogrzebie bez należytej oprawy i tłumów uczestników"2.

Podlejszej kondycyi mieszkańcy Rzeczplitej lubo sakiewki pustki często oglądający, chowali swoich nieboszczyków nader szybko, bo w ciągu 2-3 dni od zgonu. Lecz wieczny odpoczynek obywatela szlachcica bywał odwlekany i o tygodnie, miesiące, a nawet lata! Aby się mu członki nie zaśmierdły abo psuć nie zaczęły specjalne zabiegi stosowano, jakoż organów wyjmowanie itp. obrzydliwości, co białogłowskiej płci słuchać nie przystoi (in uno verbo: balsamowano).

Celebrites takoż bardzo długo trwały i na ten przykład ś.p. Józefa Potockiego aż dni 4 w 1751 r. w Stanisławowie żegnano3. Egzekwie4 częstokroć po wielu świątyniach równo odprawiano.

Dopieroż gdy ciało ziemi zwróconym zostawało, mowy żałobne się rozpoczynały. Głosili je z zwyczaju duchowni, familija, sąsiady, wprzódy samemu ułożywszy, a czasem innym, wprawionym w poezyji, zadając. Lubo czy to szarak czy magnat możny egzaltacyja jednaka była5. Międzyczas dziesiątki postyllyi6, panegiryków, mów pocieszających i... uczt wypełniały.

W Polszcze gościnność cnotą uchodzi, ergo nie mogło na biesiadach piwa, chleba abo mięsiwa wszelakiego braknąć. Lubo i siła ludzi na pogrzeby się zjeżdżała, których głodzić przecie się nie godzi. I tak na pogrzebie Jejmość Zamoyskiej (z domu księżniczki Ostrogskiej) bito dziennie 100 wołów7.

Od kondycyi nieboszczyka i poważania wśród braci szlachty zależała ilość, ale i waga sproszonych żałobników - do wspomnianej Zamoyskiej 6 biskupów przybyło, a do starosty inowrocławskiego Latalskiego, chowanego w Łabiszynie w 1583 r., aż 1700 gości w 1300 koni się zjechało.

Główne punctum uroczysty pochód ku kościołowi stanowił. Niektórzy co pobożniejsi w testamencie odpowiednie atencyje poczyniali, aby w ostatniej drodze szczątki ich doczesne ubodzy dźwigać mieli (na których zresztą odpowiednich darowizn wprzódy dokonywali) - takoż w przypadku Eufemii, księżnej Wiśniowieckiej było. Za truną insygnia władzy zmarłego przeważnie niesiono, a więc zbroje, szable, buławy w przypadku hetmanów itp. akcesoryje stanowi i pozycyi nieboszczyka przystojne. Bywało lubo, że nad grobem je niszczono, a jeśli ostatni z rodu ziemi był zdawan, to również tarczę jego herbową przełamywano.

W czas uroczystości godnie zachować się godzi. Krom niewiast, których afektacyja nieraz wielce efektowną była, żałobnicy na rozpacz głośną pozwalać sobie nie mogą, takoż bowiem mężom bardziej powaga przystojna niźli starożytnych płaczek lament. Jednakoż w czas biesiedy nastrój przeważnie krotochwilnym się stawał (przy czem często na bitkach się kończyło, bo pojemność szlacheckich kielichów8 wielką była, a łby nierównie mocne)

Za starożytnych Rzymian obyczajem sobowtór zmarłego postępował za trumną, jakoby sam siebie do grobu odprowadzając. Takoż i rycerz bywał (również personie nieboszczyka podobny), a który do kościoła wjechawszy z głośnym hukiem przed katafalkiem9 się zwalał. Nieraz i nie dwa nieszczęśliwie owo spectaculum się kończyło. Na pogrzebie JWP hetmana Stanisława Koniecpolskiego w Brodach w 1646 koń, spłoszon łoskotem, wpadł w amoku tłum gości i siła z nich mocno poturbował.

O przepychu pogrzebu między innemi przyozdobienie świątyni pańskiej decydowało, a dokładniej okazałość castrum doloris10. Było ono:

"(...) wielką bogatą strukturą, ustrojoną w rzeźbione, malowane i złocone akcesoria, w allegorye, posągi, emblemata, tarcze herbowe, dewizy i sentencyje, opiewające cnoty i zasługi zmarłego i tryumf śmierci zarazem."11 Częstokroć na kształt niemal świątyni je robiono wewnątrz właściwy katafalk ze zwłokami stawiając. Jakoż i bogaty pogrzeb księdzom kieszenie wypychał, bo zwyczaj im wszystkie funrealne akcesoryje oddawał. Doszło do tego, iże kleru zachłanność sam bp. krakowski Maciejowski ukrócić musiał, zarządzając, by tylko "świece, pochodnie, płótna i jedwabie"12 zabierano. Krom tego takoż służbę i konie odpowiednio odziać wypadało: "(...) dla służby, milicji nadwornej i dla żałobnego orszaku sprawiano osobne kostiumy, konie wiedzione za trumną zmarłego strojono w kity, pióra żurawie, skóry lamparcie, oblekano w kapy złotogłowowe, teletowe, tabinowe, które musiały być tak sute i długie, aby lugubri more wlokły się po ziemi"13.

Wczas celebracyji, a potem świątynię zdobiące były labara funebria, czyli chorągwie pogrzebowe. Od proporców na grobach żołnierzy zatykanych pochodzenie ich się wywodzi, lubo z czasem kościoły zdobić poczęły na równi z tablicami rodowymi. Przeważnie personę zmarłego z herbami i latami życia przedstawiały. Aże z bogatych materii sporządzane, piórami (takoż rzadkiej creatury strusiem zwanej) i drogiemy klejnotami zdobione, przednim łupem dla heretyków oraz pogan były i do naszych czasów niewiele ich przetrwało.

Takoż trumny skromnością Boga nie chwaliły. Zwykłe ad hoc z desek sklecane i krzyżem opatrzone abo też z jednego pnia ciosane. Co pobożniejsi sami je sobie sporządzali, zapełniając niemi strychy, kiedy Kostucha przyjść nie żwawa. Ziarnem je wtedy wypełniano, co dostatków domowi przyczynić miało. Kiedy zboże wysypywać się poczęło, znak to był rychły zgon właściciela wróżący14. Możni jednak trumny z metalu robić kazali: od cyny poczynając a złota nie stroniąc. Mąż uczony Jan Stanisław Bystroń podaje trumny takiej opis z umowy z poł. XVII w., zawartej między familią wojewody inowrocławskiego Hieronima Radomickiego a Maciejem Gerethem konwisarzem poznańskim (czas na wykonanie - 5 tygodni) zaczerpnięty:

"(...) taż trumna z takimiż wszystkimi figurami ma być jako nieboszczyka jegomości księdza biskupa poznańskiego Szołdrskiego; takież dobre złoto i cena, to jednak zmienić ma, że na tej insignia wojenne teraźniejsze będą, a tam frukty; także tam lwy były, a tu orlimi pazurami kule będą trzymać, które wpółzlociste mają być i ogromnością niemałe, których będzie ośm. Złota wszędzie dobrego dostatkiem powinien będzie pan konwisarz dać. Także do przedniego malarza obiecuje się udać, aby herby senatorskie ze dwiema hełmoma jako najprzystojniejsze odlewane pozłociste dał, epitaphium złotymi literami dał, także osobę nieboszczykowską potrafić będą powinni, która ma być w głowach, a w tych kulach mają być wici złociste do podnoszenia."15

Widać przeto, iże trumny szlacheckie bardzo bogatą ornamentacyją pokrywane były, takoż i drogocenną materyją obciągane. Kolor złotogłowiu też swoją znaczenie miał. Najbardziej powszechny czarny - żałobę wyrażał, czerwień (szkarłat) - o bogactwie świadczyła abo śmierci bohaterskiej na wojnie napotkanej, szary - pokorę (chocież trudno cechę tę braci szlachcie przypisać). Częstym również na wysokości głowy zmarłego okienko było, aby odprowadzający raz ostatni na jego twarz poglądać mogli. Z czasem osoby nieboszczykowskiej portretem je zastąpiono, z wszelkim szczegółem wizerunek jej oddającym. Po pogrzebie z trumny go zdejmowano i na ścianach kościoła bądź w domowej kaplicy umieszczano. Bez trumien, tylko w całun zawiniętych, ludzi naprawdę ubogich chowano abo... tych ze szlachty, co pobożnością wyróżnić się chcieli jakoż na ten przykład Aleksander Zborowski "tylko w delurce a kapciach, w kilim owinąwszy biały" pochować się kazał16.

Jeśli już o stroju denatów gawęda, to różnie z tym bywało. Młode białogłowy i panny wystrojone jako na bal chowano, czyniąc je kwiatom podobne nagle nielitościwą ręką Śmierci ściętych17. W wiekach XVI i XVII matrony polskie na wieczny spoczynek bądź strojach skromnych i statecznych, bądź w habbity przywdziewały. Zakonne sukienki także mężczyznom przystojne były i nieraz na łożu śmierci śluby składali. Praktykę ową poeta Wacław Potocki w Moraliach przednie wykpiwa:

"Nie darmo dziś panowie każą kaptury szyć,
W kruchtach się chować z dziady, po śmierci się mniszyć,
Żywszy w rozkoszach, co rzecz podobna igrzysku,
Chcą po dziadowsku abo z martwych wstać po mnisku."

Zazwyczaj jednak przywiązanie do munduru18 barzo silnym było, bo i z pewną dumą stanu ślacheckiego się wiązało. Vir doctus Jan Stanisław Bystroń przytacza odpowiedź pewnego szlachcica księdzu, co ojca rodziny w habicie pochować namawia:

"Imaginacja! Pan skarbnik jest szlachcic z dziadów i pradziadów, więc będzie chowany w mundurze i kwita. On swoje, ja swoje; pop przy kapturze, ja przy mundurze."19

Jakoż zazwyczaj tylko na przewiązaniu sznurem św. Franciszka się kończyło.

Po pogrzebie przeważnie konkluzje sporządzano. Były to podłużne fragmenta białego abo żółtego atłasu albo jedwabiu z ostatnią sentencją z mowy pogrzebowej nadrukowaną, wizerunkiem patrona świętego oraz herbem zmarłego, które potem w domowej kapliczce jako rodzaj pamiątki umieszczane były.

Chocież pompa wielka przystojną i miłą szlachcie była, czasem i tacy się znaleźli, co bez całej tej oprawy pochowani być chcieli. I tak dobre exemplum przesławny hetman Stanisław Żółkiewski dał, życząc sobie w testamencie "bez pompy, bez owych koni i kirysów" do grobu być złożonym, a co najwyżej, jeśli poza krajem śmierć napotka, to by mu wysoką mogiłę usypano, coby kraniec granic Rzeczpospolitej wyznaczała20. Z kolei matka JKM Jana III Sobieskiego również o skromny pogrzeb zabiegała. Lubo zwycięzca spod Wiednia matczynym zaleceniom się zastosował... dwa pogrzeby wyprawiając i katafalki takiemi napisami opatrując: "Sic mater voluit"21 i "Sic filium decuit"22.

© Sowa

Do góry

Przypisy

  1. łac. pompa - pochód, procesja; pogrzeb; przepych; funebris - pogrzebowy.
  2. M. Bogucka, Staropolskie obyczaje w XVI - XVII wieku, Warszwa 1994.
  3. W. Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, Kraków 1978.
  4. egzekwie - żałobne nieszpory i jutrznia (Słownik wyrazów obcych, Warszawa 1980).
  5. Mowa Boczyłowica (kon. XVII w.)
    "Mokrawe w pozorze, bystrolotne w uporze, skrzętne w dozorze siostry a dziedziczki kośnice, wziąwszy w sponę morgownicę nadychtowanej gonduli, przystosowawszy się do Pietniczan niedawnego czasu, wymaszkowali Helistropion z dziardynu prześwietnego domostwa Ich MM Państwa; na którym niemal wszystkim dziułtki, fiksury, brandebury, szaferany, tusłuki z szarłatu głogowskiego, a w pozostałej małżeństwa lidze kochanej biedzie, widzę podsobnego rumeliasza pod konopnym jamerłukowym dykdykiem. O tetrykowata Clothos! O żarłoczna Atropos i wartka prządko Lachesis! Na coście w bystrej zbroczy, gdy on w nie ochotnie skoczy, tak prędko i niespodzianie zamknęli mu oczy; dlatego ta dama toczy banderetę stambolskiej roboty, ustawnie moczy miazgę bolu serdecznego przyjaciela liquorem. Ja jako na schyłku tej krewności, przed tą berecynthią żałości drożdże wylewam uprzejmości. Lecz niepodobna, aby usłyszawszy bogowie, burgulatowie, perlamentarze, monsieurowie i boarowie o tych przenosinach do gabinetu podziemnego nie mieli w modzeretaeh swoich poczuć hipokandriacznej treści. Już tedy ta przytomność nasza encyklopedią żalów niech będzie, których, aby w zbroczone kawerny żarłocznego Trophoniusa, karawanem potężnie naładowanym zasłoną były, życzymy. A my pro colophone na biskokt powszedni z jagody wdowiczy mirrhą metamorfozowany pokłoszemy."
    Podaję za: J. S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce : wiek XVI - XVII, Warszawa 1994.
  6. postylla - właśc. zbiór kazań objaśniających jakiś werset Bibli.
  7. W. Łoziński, op. cit.
  8. Proponuję poczytać J. Kitowicza, Opis obyczajów za panowania Augusta III.
  9. katafalk - (wł. catafalco) podwyższenie, na którym ustawia się trumnę ze zwłokami w kaplicy pogrzebowej lub w kościele podczas nabożeństwa żałobnego. (Słownik wyrazów obcych, Warszawa 1980).
  10. castrum doloris - łac. obóz boleści, dekroacyjna ozdoba katafalku, wystawiana w czasie uroczystości pogrzebowych.
  11. W. Łoziński, op. cit.
  12. J. S. Bystroń, op. cit.
  13. W. Łoziński, op. cit.
  14. J. S. Bystroń, op. cit.
  15. ibidem
  16. ibidem
  17. Por. Leksykon symboli - kwiat.
  18. mundur - tu: strój codzienny szlachty, a więc żupanika czy kontusza.
  19. J. S. Bystroń, op. cit.
  20. ibidem
  21. łac. "Tak chciała matka"
  22. łac. "Tak zdecydował syn"

Źródła:

  • J. S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce : wiek XVI - XVII, Warszawa 1994.
  • M. Bogucka, Staropolskie obyczaje w XVI - XVII wieku, Warszawa 1994.
  • W. Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, Wyd. 12 (5 ilustrowane), Kraków 1958.


Do góry