Na marginesie tematyki cmentarnej


Edmund Małachowicz

In memoriam
Obrzędy pogrzebowe

Tematyka ta na Litwie nasuwa często niejasne skojarzenia z tajemniczymi czasami pogaństwa, najdłużej trwającego w tym zakątku Europy. Z tych czasów istotnie pozostało wiele zwyczajów i obrzędów zwalczanych przez Kościół z różną intensywnością jeszcze w XVIII i początkach XIX w. Zjawiska te szczególnie zakorzenione były na Litwie etnicznej, słabnąc znacznie na styku z ludnością białoruską i zanikając dopiero na obszarach o starszej i bardziej ugruntowanej tradycji chrześcijańskiej na Białorusi.

Objawiały się one m.in. unikaniem "poświęconej" ziemi cmentarzy i grzebaniem zmarłych na odludziu w polu, bez obrzędów kościelnych zastępowanych ludowymi. Nie dotyczyło to jednakże Wilna, miasta stołecznego i siedziby obu władz, świeckiej i kościelnej, oraz wielkiego ośrodka kultury, chociaż i tu można dopatrywać się jakichś tego śladów. Być może był to zwyczaj otwierania trumny nad grobem (niezależnie od transportu na karawanie) i tam odbywane żale i płacze, jako reminiscencja dawnych "płaczek", do dziś praktykowane wśród prostego ludu, choć oficjalnie zastąpione przez Kościół mszą żałobną. Szczególnie silna była tu pamięć o zmarłych spoczywających na cmentarzach, wywodząca się ze wspomnianych odległych tradycji pogańskich i obyczajów ludowych, którym rozgłos nadał Adam Mickiewicz, wprowadzając je do swoich Dziadów.

W objaśnieniach do pierwszego ich wydania pisał on:

"Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków.

Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz). W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków.

Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspach Nowego Świata.

Dziady nasze mają to szczególne, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż Dzień Zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyścowym. Cel tak poważny święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji: słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami, a we wszystkich zmyśleniach poczwarnych można było dostrzec pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane."

Oprócz tych tradycji, nie mających jednak wyraźnego wpływu na obrzędy pogrzebowe kultywowane przez Kościół, w Wilnie nie istniały jakieś zauważalne i specyficzne formy, które wyróżniałyby ten region. W drugiej połowie XVIII w. panowały tu obyczaje barokowe (omawiane już w innych publikacjach - tu więc pominięte). Ich forma i okazałość uzależniona była od pozycji społecznej i zamożności rodziny zmarłego.

Dawna, barokowa "pompa funebris" skończyła się jednak na przełomie XVIII-XIX w., choć jeszcze jej formy pojawiały się w początkach stulecia, np. podczas egzekwii za zmarłego papieża Piusa VII w 1823 r. w Katedrze wileńskiej.

Najskromniejszy pogrzeb był wszakże związany z modlitwą i spoczynkiem w poświęconej ziemi. Wydarzenia historyczne, które miały miejsce na początku stulecia w Wilnie, pozbawiły jednakże i tego wiele tysięcy ludzi. Rok 1812 w Wilnie był bowiem okresem największego tu pogrzebu w nowożytnych dziejach miasta. Dramatyczny odwrót Wielkiej Armii, której resztki dotarły ostatkiem sił do Wilna, miał tu swój finał. Jego efektem było wiele tysięcy zmarłych tu żołnierzy francuskich.

Według opisów Aleksandra Fredry, oficera ówczesnych wojsk w służbie Napoleona, jak również pułkownika Karola Dominika Przeździeckiego, oceniających liczbę zmarłych (być może przesadnie) na kilkanaście tysięcy, działy się tu dramatyczne sceny. Wyczerpani żołnierze marli z mrozu i chorób, a stosy trupów leżały w prowizorycznych szpitalach, szopach i w śniegu na ulicach. Około 5000 osób dobili lub wymordowali miejscowi Żydzi w celach rabunkowych lub w odwecie za uprzednie plądrowanie i grabież miasta. Zwłoki palono, zakopywano w zbiorowych mogiłach lub nawet wrzucano do Wilii. Pałac na Zakręcie zamieniony na szpital spłonął wraz z przepełniającymi go chorymi żołnierzami. Tylko niewiele znaczniejszych osób zmarłych tu i wyższych oficerów doczekało się godziwego pogrzebu i nagrobków.

Ślady tej tragedii i pamięć o niej przetrwały jeszcze wiele lat.

Przy pochówkach na omawianych cmentarzach zamiejskich, oprócz nabożeństw w kościołach lub kaplicy cmentarnej, najbardziej spektakularnymi widowiskami były kondukty pogrzebowe. Ta część pogrzebów z pewne nie zmieniła się do połowy XIX w.

Ceremonie pogrzebowe, a zwłaszcza uroczyste kondukty pogrzebowe przeciągające ulicami miasta, opisała w swych pamiętnikach z lat 1815-1843 Gabriela Puzynina:

"Procesje Bożego Ciała i krzyżowe, pogrzeby biskupów dygnitarzy i wojskowych. Wspaniałe były one, wywołując wszystkie konwenta, wszystkie zgromadzenia szkół i cechów; ubodzy bernardyni z drewnianym krzyżem rozpoczynali pochód, dalej karmelici bosi, półbiali a półczarni augustianie, biali jak śnieg z powiewnymi szkaplerzami dominikanie, nareszcie kler misjonarzy w płóciennych komeżkach na czarnych, fałdzistych sutannach, z biretami czarnymi na głowie, końcu wyższe duchowieństwo: kanonicy, prałaci w pąsowych togach o pelerynach z popielatego futerka, jak na obrazach św. Jana Nepomucena. Jeżeli umarły był dobroczynny lub przynajmniej członek Domu Dobroczynności, szły ordynkiem biedne sieroty i w białych kornetach siostry miłosierdzia. Jeżeli zmarły był wysokim dygnitarzem czy profesorem uniwersyteckim, wówczas trumnę poprzedzali uczniowie Uniwersytetu, a najpierwsi urzędnicy, ubrani w paradne mundury, nieśli na aksamitnych poduszkach insygnia i ordery nieboszczyka; katafalk ciągnęło zwykle sześć koni, do nóg okrytych czarnymi kapami; trumna obita srebrnymi blachami najczęściej otwarta, a w niej - martwa i żółta twarz starca złożonymi na piersiach rękoma. Raz w niej ujrzano piękną i po śmierci panią Konstancję z Radziwiłłów Czudowską, którą doktorowie, nietrafnie lecząc, dobili właśnie, gdy ona miała być po raz pierwszy matką.

Ten szereg pojazdów, postępujący za karawanem, ta masa nieprzeliczona ludzi i tłumy ubogich za nimi, cały ten wąż ciągnął się nieraz od Ratusza pod Katedrę, a dzwony 36 kościołów katolickich, bijąc żałośnie, a śpiewy kapłanów, odzywające się na przemian z muzyką wojskową, wznosiły i upokarzały ducha, jak jakie potężne memento mori. Wszystkie okna pełne były główek ciekawych dzieci, we wszystkich bramach tłoczyli się słudzy, bo choć powtarzające się dość często i wówczas to było nie lada widowiskiem, a że te pogrzeby najczęściej odbywały się wieczorem, pochodnie i świece, trzymane w rękach kapłanów, czyniły z tego obraz fantastyczny i dotąd niezapomniany, a już nie mogący się w rzeczywistości powtórzyć, bo dziś żywi mniej świetnie żyją i umarli mniej świetnie się grzebią, a klasztory opustoszałe i kościoły w większej połowie zamknięte, same zamilkły jak groby."1

Liczba duchowieństwa, w szczególności zakonnego, będącego tradycyjną ozdobą i uświetnieniem uroczystości pogrzebowych, istotnie malała w Wilnie w czasie kilku zauważalnych etapów represyjnej polityki władz rosyjskich. Zaczęło się to już po ostatnim rozbiorze, następnie w okresie międzypowstaniowym w związku z kasatą kościoła unickiego, a szczególnie intensywnie po powstaniu styczniowym, kiedy to nastąpiła szczególnie bezwzględna fala prześladowań katolicyzmu i polskości. Przed 1863 r. w pogrzebach znaczniejszych osobistości uczestniczyły tłumy, widziało się liczne stroje narodowe i konfederatki, przemówienia etc. Po powstaniu zapanowała żałobna cisza, dyskrecja w mowach nad trumną i ciemne żałobne stroje.

Jedną z ostatnich takich demonstracji patriotycznych był pogrzeb Aleksandra Dalewskiego, zmarłego 14 września 1862 r., z udziałem tłumów złożonych w dużej części z młodzieży, z pieśniami i przemówieniami. W kilka dni później pogrzeb Władysława Syrokomli (Ludwika Kondratowicza) był również wielką manifestacją patriotyczną, ostatnią przed powstaniem i późniejszymi represjami.

Zmarł on 15 września 1862 r. wieczorem; nazajutrz tłumy odwiedzały jego mieszkanie, a przyjaciele ozdobili mu skronie wieńcem laurowym. Katafalk z trumną ustawiono w kościele Św. Jana, gdzie po cichych modłach uroczyste nabożeństwo żałobne odprawił biskup Adam Stanisław Krasiński. W uroczystym kondukcie pogrzebowym trumnę nieśli młodzi ludzie, ubrani w stroje narodowe, czamarki i konfederatki. Wdowę prowadził Jakub Kazimierz Gieysztor, przyjaciel zmarłego. Nad grobem usytuowanym w najbardziej dziś poczesnym miejscu wzgórza pomocnego, nazwanego później Wzgórzem Literatów, przemówienia wygłosili Wincenty Korotyński, Tomasz Snarski - w imieniu społeczeństwa i Jakub Dauksza - w imieniu młodzieży2.

Pomimo represji i całkowitej likwidacji klasztorów w Wilnie istniała jednakże znaczna liczba kleru świeckiego i uroczystości pogrzebowe, głównie znaczniejszych osób duchownych, miały jeszcze potrzebną oprawę, choć ograniczoną i kontrolowaną przez władze. W tych czasach, gdy nie mogło być mowy o stawianiu pomników wybitnych rodaków nie tylko na placach i ulicach, ale nawet na cmentarzach, patriotyzm wileński schronił się w dawnym uniwersyteckim kościele Św. Jana, czyniąc zeń panteon narodowy. Wzniesiono więc w nim skromne pomniki - symboliczne nagrobki: Adama Mickiewicza w 1899 r. według projektu architekta T. Stryjeńskiego z popiersiem brązowym dłuta Gujskiego; Antoniego Edwarda Odyńca w 1901 r.; Ludwika Kondratowicza (Władysława Syrokomli) w 1908 r. dłuta Piusa Welońskiego; tablicę pamiątkową Tadeusza Kościuszki dłuta A. Wiwulskiego w 1917 r., tj. w setną rocznicę jego śmierci; popiersie Stanisława Moniuszki, który był tu organistą, ustawiono na balustradzie chóru.

W czasie pierwszej wojny światowej i dalszych walk o niepodległość ubogi lecz dostojny i dramatyczny był pogrzeb poległych w walce z bolszewikami uczestników Samoobrony Wileńskiej w styczniu 1919 r. Wielki kondukt złożony z tłumu ludzi niosących na ramionach liczne proste drewniane trumny w milczeniu przeszedł z dziedzińca pałacu gubernatora na cmentarz Nowej Rossy, gdzie powstał później mały cmentarzyk wojenny.

Zmiany w tej dziedzinie zaczęły się pojawiać po 1905 r. i w okresie okupacji niemieckiej, ale w pełni dopiero po odzyskaniu niepodległości wraz z uroczystościami publicznymi powróciły do dawnej okazałości obrzędy pogrzebowe. Wtedy to wzniesiono kilka nowych nagrobków i wykonano nowe napisy na pomnikach powstańców i bojowników o niepodległość.

Odżyły wówczas, a może tylko śmielej wystąpiły stare obrzędy i ceremonie pogrzebowe, o których wspomina Stanisław Mackiewicz-Cat:

"Po ulicach Wilna chodzą (czy też chodziły) pogrzeby żydowskie w towarzystwie "płaczek", które zawodzą głośno i histerycznie. Ale i pogrzeby katolickie, aczkolwiek dostojne i majestatyczne, mają swój długi ceremoniał, pienia, muzykę, która oddziaływa na serce, potęguje w człowieku strach śmierci, pomnaża żal za umarłym, utrwala i cementuje mistyczny strach wobec życia zagrobowego. Największe przeżycie osobiste dziecka polskiego, katolickiego - to pierwszy rodzinny pogrzeb... jednego dnia wieczorem eksportacja do kościoła, na drugi dzień pogrzeb, chór kościelny, straszne "Miserere" - to wszystko przysłoniło mi kirem śmierci i strachu kilka miesięcy dziecinnego życia..."3

W związku z odnowionym Uniwersytetem Wileńskim z czasem wytworzył się rytuał pogrzebów profesorskich. Zaczynano od nabożeństwa przy katafalku w kościele uniwersyteckim Św. Jana, kondukt formowano na dziedzińcu Piotra Skargi wedle ustalonych form i w uroczystych strojach, a następnie odbywał się przemarsz obok Ratusza, przez Ostrą Bramę na Rossę. Dawniej, przed zamknięciem Uniwersytetu, kondukt ten najczęściej zmierzał na cmentarz Bernardyński na Zarzeczu, gdzie chowano wtedy zmarłych profesorów. Po odnowieniu Uniwersytetu w 1919 r. głównym miejscem pochówków stała się Rossa, gdzie nawet przeznaczono na ten cel część głównej alei, tuż przy cmentarzyku wojskowym.

W okresie międzywojennym dożywała też swych dni nieliczna już grupka powstańców z 1863 r. odprowadzana uroczyście na miejsce spoczynku przez Stowarzyszenie Weteranów Kresowych. Obok nich zaczęli też zajmować miejsca uczestnicy pierwszej wojny światowej i walk o niepodległość.

Niezwykłą uroczystością był powtórny pogrzeb w Katedrze wileńskiej szczątków królewskich, których dokładnego miejsca spoczynku dotąd nie znano. Zajęcie w 1655 r. Wilna przez wojska moskiewskie spowodowało ogromne spustoszenia miasta, w tym i Katedry, w której zniszczono doszczętnie grób w. ks. Witolda, lecz nie znaleziono grobów królewskich. Najprawdopodobniej w przewidywaniu napaści relikwie Św. Kazimierza wywieziono z miasta, a groby króla Aleksandra, królowej Barbary Radziwiłłówny i Elżbiety Rakuszanki oraz serce Władysława IV zostały zamurowane na głucho i zamaskowane w podziemiach świątyni. Dzięki temu przetrwały, choć ich miejsce uległo zapomnieniu aż do roku 1931.

Wtedy to, w toku wielkich prac konserwatorskich, dokonano odkrycia szczątków królewskich, o czym pisał m.in. Stanisław Mackiewicz-Cat:

"(...) Są wszyscy, prałat Sawicki, Ruszczyc, Morelowski, Kłos, Pekszo - wzruszeni, rozrzewnieni - jak to naprawdę trzeba być w chwili tak uroczystej. Stoją w środku oświetlonej i pustej Katedry. Majster Gudejko, robotnicy. Jeden z robotników, który jeszcze nie widział tak jak ja, prosi, żeby go wpuszczono, pokazano.

Trzeba się obrócić i wchodzić tyłem do jamy; drzwiczki żelazne już włożone. Tubki ze światłem elektrycznym rzucają swój blask półślepy, szukający, trwożliwy. Pierwszą rzecz, którą się dostrzega, to zieleń czaszki królewskiej Aleksandra. Potem się dostrzega koronę na czaszce, potem wzrok się oswaja, widzi goleń, widzi resztki kościotrupa. Teraz od czasu do czasu przemknie się pod światłem szukającej wciąż lampki złotogłów, leżący na zwłokach Barbary Radziwiłłówny. Widać fragment tego złotogłowiu tak wyraźny, tak piękny, tak szlachetny w złotym deseniu na białym tle. Tak jak rysunek korony na głowie Aleksandra Jagiellończyka, wszystko takie proste i takie wspaniałe w tchnieniu tego prawdziwego wczesnego renesansu, który teraz, jak w bajce, jak w marzeniu sennym tajemnice swe nam opowiada.

(...) A oto na uboczu nad zwłokami Elżbiety, królowej polskiej, wielkiej księżnej litewskiej, z domu arcyksiężniczki habsburskiej, ta śliczna, cudna niziutka korona o dwudziestu ogniwach, złota zewnątrz, zaśniedziała wewnątrz. Leży tam łańcuszek złoty i tabliczka. Rozróżniam litery, słowa.

Dziś to prawdziwe misterium, tak wejść do tego grobu, który z tymi koronami ze złota i renesansu robi wrażenie nie grobu, lecz jakiejś kolebki, jakiegoś wnętrza kwiatu, gdzie chowa się myśl królewska, gdzie biją jakby wśród tych cegieł i kamieni złote serduszka śpiących tu królowych. Jakież miłe rzewne, a jakież wielkie wzruszenie. Czuję, że rozumieją to ci którzy są ze mną. Niezapomniana godzina nocna w Katedrze w tym grobie zimnych cegieł, który ciągle się wydaje ciepłą kolebką."4

Po przeprowadzeniu badań i zabezpieczeniu szczątków oraz konserwacji insygniów jeszcze w toku prowadzonych prac konserwatorskich umieszczono je w dniu 31 sierpnia 1933 r. w prowizorycznym mauzoleum, urządzonym w kaplicy Niepokalanego Poczęcia NMP, dawniej kaplicy królewskiej.

"Trzy trumny ustawione były obok siebie, na podniesieniu z boku stała urna ze szczątkami króla Władysława IV. Na ciemnych dębowych trumnach przybito srebrzyste tabliczki: Alexander... Elisabeth... Barbara..., napis na urnie głosił: "Cor et viscera Vladislai IV"... Kości królewskie, pokryte białą przejrzystą materią jedwabną, widoczne były jak przez mgłę... Konserwatorzy szczątków, prof. Reicher, dr Sylwanowicz i dr Lorentz, pokryli kości purpurowymi całunami i zamknęli trumny i urnę. Po przewiązaniu trumien i urny biało-czerwonymi wstęgami konserwator Lorentz opieczętował je pieczęcią państwową, a ks. kań. Cichoński, rektor Bazyliki, pieczęcią Wileńskiej Kapituły Metropolitalnej.

Zebrani przenieśli trumny, urnę i kopie insygniów królewskich do dawnej kaplicy królewskiej (obecnie prowizorycznego mauzoleum), udekorowanej według projektu art. mal. Jerzego Hoppena... Kaplica jest ozdobiona wspaniałymi gobelinami katedralnymi, w narożach zwisają sztandary z herbami monarchów, a u góry pod kopułą umieszczone są tarcze z herbami państwowymi. Pośrodku, na trzystopniowej podstawie, wznoszą się wysokie katafalki: środkowy, najwyższy z nich... - Aleksandra, po prawej stronie - królowej Elżbiety, po lewej - Barbary Radziwiłłówny. Katafalki i stopnie są obite purpurowym suknem, na którym widnieją bogato haftowane herby. Przy śpiewie pieśni kościelnych trumny ustawiono na katafalkach i pokryto czerwonym sztandarem z białym orłem. Na trumnach, na czerwonych poduszkach obszytych złotym sznurem ułożono kopie insygniów. Urnę ze szczątkami Władysława IV ustawiono na podwyższeniu przed katafalkiem Aleksandra Jagiellończyka."5

Spoczywały tam przez kilka lat, a wilnianie oddali im hołd dopiero w 1935 r. ukończono budowę nowej krypty pod kaplicą Św. Kazimierza, zaprojektowanej w ostatecznej wersji przez architekta Stanisława Bukowskiegp, do której przeniesiono wszystkie trzy trumny i urnę z sercem. Kwadratowe wnętrze ze sklepieniem o parabolicznych łukach gurtów, wspartym na czterech słupach, licowane w dolnej partii polerowanym, czarnym i czerwonym granitem wołyńskim, wykazuje monumentalny charakter, współczesny, choć w tradycyjnym z konieczności ukształtowaniu przestrzennym. Po wojnie dokonano w niej lituanizacji napisów oraz umieszczono na jednej ze ścian tablicę-epitafium upamiętniające w. ks. Witolda, które (drugie w tej samej Katedrze!) zostało jednak później usunięte.

Inną, patriotyczno-żałobną uroczystością był pogrzeb szczątków Joachima Lelewela. Sprowadzenie jego szczątków z Paryża do Wilna było kontynuacją zwyczaju podobnych uroczystości patriotycznych, jakie odbywały się jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, kiedy to na Wawelu spoczęły prochy księcia Józefa Poniatowskiego, Tadeusza Kościuszki, Adama Mickiewicza, a na Skałce - Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Również i w Wilnie podobna uroczystość stała się możliwa dopiero w wolnym państwie. Odbyła się ona w dniach od 9 do 11 października 1929 r. w ramach 350-lecia Uniwersytetu Stefana Batorego. Trumnę z prochami uczonego, wyniesioną z kościoła Św. Jana, na dziedzińcu Piotra Skargi pożegnał rektor w imieniu społeczności uniwersyteckiej, a następnie w orszaku duchowieństwa, dostojników i profesorów w uroczystym pochodzie przez miasto przeniesiono na cmentarz na Rossie, gdzie po egzekwiach i przemówieniu ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego umieszczono ją w przygotowanym grobowcu.

Była to wielka uroczystość patriotyczna, szczególnie ważna dla Uniwersytetu, którego jeden z największych profesorów "powrócił" do odrodzonej ojczyzny, i dla społeczeństwa ziemi wileńskiej.

Skromną rodzinną uroczystością, o której wiedziało jednakże całe miasto i cała Polska, był pogrzeb Zofii z Piłsudskich Kadenacowej, najstarszej siostry Marszałka, zmarłej 3 lutego 1935 r. w Warszawie.

Z dworca kolejowego, gdzie w dniu 8 lutego 1935 r. przybyła trumna ze zwłokami zmarłej, w uroczystym kondukcie przewieziono ją do kościoła Bernardynów. Tam okna zostały zasłonięte na czarno, główna nawa tonęła w blasku świec, a katafalk umieszczony był pod wspaniałym purpurowym baldachimem. Dla najbliższych zmarłej przygotowane były klęczniki i krzesła.

Trumna pozostała do następnego dnia, gdy do kościoła przybyli premier prof. Leon Kozłowski, przyjaciel Marszałka z czasów legionowych, a także kilku ministrów (Beck, Kościałkowski, Zawadzki, Budkiewicz), prezes BBWR Walery Sławek, marszałek senatu i były wojewoda wileński Władysław Raczkiewicz, rektor Uniwersytetu Stefana Batorego Witold Staniewicz, generalicja.

Uroczystą mszę celebrował biskup Gawlina w obecności metropolity Jałbrzykowskiego i sufragana Michalkiewicza, śpiewał chór.

"Zdjęto trumnę z katafalku i w tym momencie w snopie promieni słonecznych w otwartych podwojach kościelnych ukazał się niebieski mundur Marszałka..." - pisał sprawozdawca "Słowa". Piłsudski szedł za trumną w towarzystwie najstarszej córki zmarłej. Orszak podążał na cmentarz na Zarzeczu w skupieniu, bez sztandarów i bez śpiewów. We wszystkich oknach domów widniały twarze mieszkańców. Przy bramie cmentarnej orkiestra zagrała marsza żałobnego, odezwał się dzwon z kaplicy, a trumnę wzięli na ramiona synowie Zofii Kadenacowej. Po modlitwach trumnę opuszczono do grobu, Marszałek rzucił garść piasku, inni poszli jego śladem. Józef Piłsudski stał długo w milczeniu, żegnał na zawsze najbliższą sobie osobę spośród licznego rodzeństwa, a jego myśli zapewne błądziły w dalekiej przeszłości i wieczności. Był przecież poważnie chory, choć sam zapewne jeszcze nie dopuszczał do siebie myśli o rychłym odejściu, a ciężki stan jego zdrowia pozostawał tajemnicą dla otoczenia.

Po raz ostatni spoglądał też na Wilejkę, Popławy i piękną panoramę, widoczną spoza bezlistnych drzew cmentarza. Był to jego ostatni pobyt w Wilnie.

Wkrótce potem, w dniu 12 maja 1935 r., zmarł i on sam. Jedną z największych uroczystości żałobnych w okresie dwudziestolecia międzywojennego w Wilnie stał się pogrzeb serca Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego i prochów jego Matki Marii z Billewiczów, w dniu 12 maja 1936 r. Pogrzeb ten odbył się w podniosłej atmosferze, pełnej autentycznego żalu, nie tylko po wielkim mężu stanu, ale i bliskim rodaku wilnianinie. W swej "dyspozycji na wypadek śmierci" określił miejsce pochówku serca wraz ze szczątkami Matki i nawet tekst napisów nagrobnych.

Ciało miało spocząć w Krakowie, gdzie działał i wyruszył do walki, a serce w Wilnie - mieście przezeń ukochanym. Ten niewątpliwy Litwin z charakteru ustawicznie myślał o swoich rodzinnych stronach, kiedy odradzała się niepodległa Rzeczpospolita. Wystosował wówczas słynną odezwę do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, a w dniu 20 kwietnia 1922 r. w Wilnie wypowiedział do rodaków znamienne słowa:

"Szanowni Panowie! Przemawiać będą do was jako Naczelnik Państwa Polskiego i jako wilnianin. Te dwie moje funkcje są dla mnie nierozdzielne, że w Wilnie inaczej przemawiać nie potrafię, a jeżeli śmiało powiedzieć mogę, że nie byłbym Naczelnikiem Państwa Polskiego, gdybym nie był wilnianinem, to znów odwrotnie - rozwiązanie kwestii, czy będąc dobrym wilnianinem, zdołałem być dobrym Naczelnikiem Państwa Polskiego - pozostawiam historii."

Przeniesienie prochów zmarłych, nieraz po wielu latach, było zjawiskiem nierzadkim po odzyskaniu niepodległości i na sąsiednim cmentarzu Rossy w niejednym grobie spoczywają szczątki przewiezione z Petersburga, Moskwy lub dalszych jeszcze miejsc imperium cesarskiego. Józef Piłsudski sam był także inicjatorem sprowadzenia do Polski szczątków Juliusza Słowackiego i Henryka Sienkiewicza. Ojciec Marszałka - Józef Wincenty Piotr Piłsudski (1833-1902) również zmarł w Petersburgu i tam spoczywa, gdyż syn nie domagał się sprowadzenia jego prochów. Szczególne jednak uczucie żywił do ukochanej matki, Marii z Billewiczów Piłsudskiej (1840-1884), która była dobrym duchem rodziny i jej opiekunką, postacią opromienioną wspomnieniami kochającego syna. Jej właśnie prochy polecił sprowadzić do Wilna z Sugint w ziemi kowieńskiej.

Pochówek serca ma w Wilnie również swój precedens. W Katedrze wileńskiej spoczywa bowiem serce króla Władysława IV, złożone tam w 1648 r., odnalezione w toku wielkich prac restauratorskich w 1931 r. i ponownie uroczyście umieszczone w krypcie pod kaplicą Św. Kazimierza. Powszechnie uważa się, że ten fakt mógł stworzyć sugestię dla wspomnianej "dyspozycji", jako niewątpliwie znany Marszałkowi. Nie wiadomo natomiast, czy znany był mu inny precedens wileńskiego pochówku - "serca syna u stóp matki" na cmentarzu Rossy. Niedaleko bowiem, niespełna 80 m od płyty obecnego mauzoleum, przy zbiegu alej cmentarnych wznosi się monumentalny sarkofag hr. Weroniki Korwin-Milewskiej, zmarłej w 1891 r., w którym "u stóp" matki umieszczono serce syna Ignacego Karola, fundatora tego pomnika, przywiezione z Rovigno w 1926 r., o czym wspominała ówczesna prasa wileńska.

Rano 12 maja przybyli do Wilna członkowie rządu z prezydentem Ignacym Mościckim, premierem Marianem Zyndram-Kościałkowskim, generalnym inspektorem sił zbrojnych Edwardem Śmigłym-Rydzem i gen. Kazimierzem Sosnkowskim. Uroczystą mszę żałobną w kościele Św. Teresy odprawił arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski, a równolegle odbywały się egzekwie we wszystkich kościołach i świątyniach innych wyznań. Wśród nich, w kaplicy nad Ostrą Bramą odprawił je biskup polowy WP Józef Gawlina w asyście duchowieństwa wojskowego. Urna z sercem, przez rok znajdująca się we wnęce filara w kościele, oraz świeżo przywieziona z Sugint trumna ze szczątkami Matki zostały umieszczone na katafalku pośrodku nawy kościelnej.

Po mszy pochód pogrzebowy poprowadzili biskupi. Urnę z sercem Syna w lektyce ponieśli dawni współbojownicy Piłsudskiego z 1905 r., trumnę z prochami Matki wzięli na barki oficerowie. Czoło konduktu otwierały oddziały piechoty, za nimi szły poczty sztandarowe wszystkich pułków Wojska Polskiego, legionistów, peowiaków, Związku Strzeleckiego, formacje wojskowe, kompania strzelców, oddział orląt i zuchów. Dalej - wieńce od prezydenta państwa, rządu, generalnego inspektora armii, Ministerstwa Spraw Wojskowych, powstańców 1863 r., Uniwersytetu Stefana Batorego, miasta Wilna, sejmu i senatu oraz wiele innych.

Tuż przed lektyką i trumną kroczyło duchowieństwo z metropolitą wileńskim, sufraganem Kazimierzem Michalkiewiczem i biskupem polowym na czele, dalej zaś rodzina zmarłego, władze państwowe, senatorowie, posłowie, wyżsi urzędnicy, generalicja, przedstawiciele instytucji naukowych i kulturalnych, rady miejskiej Wilna, senat USB z rektorem na czele w togach, delegaci miast i organizacji z kraju oraz zagranicy. Po drodze dołączali się na końcu pochodu dalsi, m.in. reprezentanci organizacji chłopskich i spółdzielczości rolniczej w strojach ludowych.

Miasto wypełnił dźwięk dzwonów wszystkich kościołów i cerkwi, na wieży katedralnej trębacze odegrali hejnał wileński. Kondukt przeszedł wśród tłumów ulicami Ostrobramską, Wielką, Zamkową, przez plac Katedralny, Mickiewicza i na powrót ku Ostrej Bramie, Wileńską i Niemiecką, a dalej Piwną ku cmentarzowi na Rossie. W najbliższym otoczeniu cmentarzyka wojskowego zebrał się tłum liczący ponad sześć tysięcy osób (a wśród nich i autor niniejszego). Urnę przejęli tu przedstawiciele Ziemi Wileńskiej - wojewoda Bociański, generał Skwarczyriski, rektor USB prof. Witold Staniewicz i prezydent miasta Wiktor Maleszewski. Następnie odbyły się ostatnie modły, trzyminutowa cisza. Serce i trumna zostały umieszczone wewnątrz mauzoleum. Urnę podała wdowa stojącej na stopniu drabinki córce Jadwidze, a ta starszej siostrze Wandzie, stojącej wewnątrz krypty.

Zaległa trzyminutowa cisza, po której baterie ustawione na wzgórzach oddały 101 wystrzałów. Orkiestry odegrały hymn państwowy i Pierwszą Brygadę, po czym prezydent Ignacy Mościcki wygłosił przemówienie transmitowane na całą Polskę. Nad cmentarzem przeleciały eskadry samolotów, a przed grobem, nad którym wznosił się wysoki baldachim z czerwonej tkaniny z białym orłem w tle, zaciągnięto wartę honorową. Przed płytą grobową przeszli dostojnicy, członkowie rodziny i bliscy, delegacje oficjalne i ludność miasta.

Wieczorem, w godzinę śmierci Marszałka, sześć reflektorów skupiło swe światła nad miastem, a przy grobie kompania honorowa sprezentowała broń i pochyliły się sztandary. Na Górze Trzykrzyskiej oddano znów 101 wystrzałów armatnich, wszyscy mieszkańcy powstali na chwilę ciszy. Na tę chwilę zamarło też życie w całej Polsce, a przez radio płynęły dźwięki dzwonu Zygmunta.

Jednym z niewątpliwie ostatnich uroczystych pochówków był pogrzeb Światopełka Karpińskiego, poety i uchodźcy wojennego, zmarłego l maja 1940 r., a więc już po upadku drugiej Rzeczypospolitej, lecz jeszcze w formalnie niepodległej Litwie.

"Nabożeństwo żałobne odbyło się w kościele Św. Jakuba. Liczna rzesza przedstawicieli świata nauki, literatury, sztuk pięknych, muzyki, teatru wypełniła kościół. W czasie nabożeństwa pienia żałobne wykonał mistrz Garda, artysta opery "La Scala" w Mediolanie, i kwartet wokalny konserwatorium muzycznego pod batutą prof. Ludwiga. Gdy kapłan odśpiewał "Libera...", przyjaciele i koledzy wśród wzruszonych uczestników uroczystości wzięli z katafalku trumnę na ramiona i przenieśli ją do oczekującego karawanu, zaprzężonego w cztery kirem okryte konie. Uformował się kondukt żałobny. Za trumną zarzuconą kwieciem i wieńcami postępowali najbliżsi przyjaciele z Januszem Minkiewiczem, Hanką Ordonówną, hr. Michałem Tyszkiewiczem i przedstawicielami internatu uchodźców, dziennikarzy i literatów polskich z red. Krzeptowskim oraz redaktorzy i współpracownicy pism polskich, literaci i poeci z red. Józefem Święcickim, Józefem Mackiewi-czem, prof. Konradem Górskim, Teodorem Bujnickim, Anatolem Mikułką, Tadeuszem Lopalewskim, Z. Bortkiewiczem, Michałem Urliczem, J.B. Święcickim, Czesławem Miłoszem, Wacławem Rogowiczem i in. na czele. Polskie sfery teatralne reprezentowali licznie przybyli artyści, wśród nich Zygmunt Chmielewski, Perzanowska, Jasińska-Detkowska, Karpiński, Sempoliński, Wyrwicz, Szczawiński z dyrektorami Kielanowskim i Rychłowskim. Kondukt przeszedł ulicą Mickiewicza, Gedymina i Wielką przez Ostrą Bramę na cmentarz Rossa, gdzie przedwcześnie zgasłego pisarza odprowadzono na wieczny spoczynek. Spoczął młody poeta na Wzgórzu Literatów w pobliżu Władysława Syrokomli."6

Czasy późniejsze to już inny rozdział historii i obyczajów, w którym przetrwały tylko niektóre dawne tradycje, głównie wśród "prostego" ludu.

Przypisy:

  1. G. z Güntherów Puzynina, W Wilnie i dworach litewskich 1815-1843, s. 39-40.
  2. A. Śnieżko, Cmentarz Rossa w Wilnie : T. 2, maszynopis w Bibl. Zakł. Nar. Ossolińskich we Wrcoławiu, sygn. 16149/II, s. 222-223.
  3. Mackiewicz-Cat, Kto mnie wołał, czego chciał..., Warszawa 1972, s. 408.
  4. Mackiewicz-Cat, W zbudzonym grobie, "Słowo", 22 września 1931 r.
  5. "Kurier Wileński", 1 września 1933.
  6. Mackiwicz-Cat, op. cit., s. 412-413.

Źródło:

  • E. Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław-Warszawa-Kraków 1993, s. 39-48.


Do góry