Na marginesie tematyki cmentarnej


Pogrzeb w średniowieczu
(teksty źródłowe)

Kronika Thietmara

Biskup Walterd

71. We wtorek, przed jutrznią, udałem się znowu do miejsca jego pobytu. Był tam właśnie biskup Idzi1, który modląc się nieustannie, gorliwie zabiegał o duszę chorego. Kiedy wszedłem do izby, w której leżał ten pobożny pasterz, nie usłyszałem już jego głosu, ani też nie widziałem, by kogokolwiek poznawał. Przybyli tam, gdy jeszcze żył, biskup: Arnulf, Hilliward, Meinwerk i Eryk2 i wszyscy udzielili mu błogosławieństwa i odpuszczenia grzechów. Ja zaś, sam grzesznik, namaściłem go olejem świętym w miejscach najbardziej bolesnych. (...) Tymczasem arcybiskup, gdy już zbliżał się koniec, spojrzał na lewą stronę, lecz nie wiem na co, po czym prawą ręką uczynił dla obrony potężny znak krzyża świętego. Następnie odwróciwszy całe ciało i twarz skrzywił się, jakby do płaczu, lecz zaraz potem przybrał znów pogodny wyraz.

72. Na ten widok wyszedłem nie mogąc opanować smutku, tymczasem zaś obecni, przekonani, iż Walterd już kona, podnieśli go zaraz z łoża i ułożyli na dywanie. Kiedy zapalono świece, zawołano mnie i otom ujrzał go, jak przepasany już stulą zmagał się ze śmiercią. Na jego piersi krzyż spoczywał święty, w rękach trzymał popiół, pod sobą zaś miał włosiennicę, tak, jak to zarządził biskup Idzi. I kiedy 12 sierpnia po południu słońce już się skłaniało ku zachodowi, dusza jego wśród dymów kadzideł odeszła do Stwórcy, z którego wzięła początek, opuszczając to, co było nicością. Wszyscy obecni odmawiali ze łzami modlitwy, lecz ja, nieszczęsny, nie wziąłem w tym udziału, jak było moim obowiązkiem. Nie mogę nikomu zdradzić, co zaprzątało wówczas myśl moją; przeto módlcie się wraz ze mną, Chrystusa wyznawcy, o to tylko, by Pan, dla którego nie ma żadnej tajemnicy, nie policzył tego ani jemu, ani mnie na szkodę.

73. Po wyjęciu wnętrzności i pochowaniu ich między kościołem i pałacem przygotowano zwłoki i ustawiono je przed głównym ołtarzem. Tam odprawiliśmy egzekwie żałobne, po czym spożyliśmy posiłek i jeszcze tego samego dnia powieźliśmy zwłoki do Koennern3. Po drodze spotkaliśmy jego smutkiem przejętą czeladź niewolną4. Kiedy nazajutrz przybyliśmy do miejscowości leżącej u stóp Góry św. Jana, zjawiło się z płaczem całe duchowieństwo. Zebrał się również wielki tłum Żydów5 i sierot, dla których był prawdziwym ojcem; lamentem rozgłośnym dawał on wyraz swemu bólowi. Kiedy wchodziliśmy ze zwłokami do katedry, przyjęli je wielkim smutkiem przyjaciele zmarłego oraz wszyscy jego poddani chłopi wznosząc żałośnie ręce do góry. Któż by nie przejął się bólem na taki widok? Cały ten żal jednak nie dosięgał miary tej świeżej straty.

Kronika Thietmara : Księga VI, 71-73, s. 156-157.

Ludgarda

84 (51). (...) Tymczasem zacna Ludgarda6, zachorowawszy ciężko, mnie do siebie przyzwała przez posła, ponieważ miała do mnie wyjątkową sympatię i, jak wyżej wspomniałem7, była związana ze mną węzłem powinowactwa8. Kiedy przybyłem późnym wieczorem do Wolmirstedt9, gdzie leżała chora, i wszedłem do komnaty, ujrzałem ją w ciężkim stanie, odmawiającą wciąż psalmy z tego powodu. Wśród nich ten jeden werset nie schodził z jej ust i myśli: "Podtrzymuje mnie twoja prawica, Panie, a oni próżno szukali duszy mojej"10. Słowa jednego nie rzekła do mnie, a gdy ją zapytałem, czy chce być namaszczoną świętym olejem, odpowiedziała: "Chętnie, albowiem potem spełni się szybko wola Chrystusa na mej osobie". Przybrana w świeże szaty wezwała mnie znowu, a gdy cały obrządek namaszczenia został przepisowo wykonany, powiedziałem jej: "Jak piękną jesteś teraz!" Na co ona odrzekła: "Widzę pięknego młodzieńca po mojej prawej stronie". I oczami wskazała na tę stronę. Wyszedłem potem i spałem długo, jako że byłem zmęczony podróżą, a kiedy się obudziłem, usłyszałem jej głośne pojękiwania z powodu dojmującego bólu. Podszedłem bliżej do niej i śpiewałem psalmy, dopóki obecni nie stwierdzili jej agonii. Po odprawieniu stosownych w takiej sytuacji modłów jej dusza szczęśliwa, przez świętych powołana, poszła 13 listopada do łoża jej niebiańskiego oblubieńca.

85. Jej śmierć przepowiedział pewien mąż świecki, magdeburski mieszczanin, gdy sam leżał na łożu boleści. "Zacna Ludgarda - powiedział - odejdzie z tego świata i szczęśliwym zaiste jest ten, kto zasłuży sobie na to, by pójść tą samą drogą". Z brzaskiem dnia odprowadziliśmy zwłoki w orszaku do Walbeck i nazajutrz pochowaliśmy je obok klasztoru, po stronie północnej, gdzie spoczywa ojciec Ludherd, który przez dwadzieścia sześć lat żył tam zamknięty w klauzurze11. (...)

Kronika Thietmara : VI, 84-85, s. 163.

Do góry

Kronika Jana z Czarnkowa

11 O żałobnym nabożeństwie po królu Kazimierzu

Po koronacji wspomnianego króla węgierskiego Ludwika odprawione były w najbliższy wtorek12 we wszystkich kościołach krakowskich solenne po ś.p. królu Kazimierzu egzekwie, w obecności króla Ludwika, biskupów, książąt i wielkiej ilości szlachty. Na tych egzekwiach był taki porządek: naprzód szły cztery wozy, każdy w cztery piękne konie, a wszystko to - tak woźnice, jak konie i wozy - było czarnym suknem przybrane i pokryte. Potem kroczyło czterdziestu rycerzy w pełnych zbrojach, na koniach, pokrytych suknem szkarłatnym; następnie jedenastu niosło chorągwie tyluż księstw, dwunasty zaś chorągiew Królestwa Polskiego, a każdy miał tarczę ze znakiem czyli herbem każdego księstwa. Za nimi jechał rycerz, odziany w złocistą szatę królewską, na pięknym stępaku królewskim, purpurą pokrytym, osobę zmarłego króla wyobrażający. Za nim szło parami procesjonalnie sześciu ludzi i niosło zapalone duże świece, z których dwie były zrobione z jednego kamienia wosku. Potem szli zakonnicy i wszystkie osoby duchowne, ile ich było w mieście i na przedmieściach, śpiewając pieśni żałobne, a poprzedzając mary, pełne złotogłowia, sukna różnego i innych drogich materii, które miały być między klasztory i kościoły rozdzielone. Na końcu postępował król Ludwik, arcybiskup, biskupi, książęta, panowie i wielka moc ludu obojga płci. Pomiędzy nimi zaś a marami szli dworzanie zmarłego króla, w liczbie większej niż czterystu, wszyscy w czarną odzież przybrani i wszyscy z wielkim płaczem i jękiem. Do którego zaś kościoła wstępował ten pochód z marami - jak to do braci mniejszych13, Najświętszej Panny Maryi, braci kaznodziejów14 - tam składano dwie purpury złociste i dwie sztuki przedniego sukna brukselskiego różnych kolorów, po szesnaście łokci każda, oraz duże ofiary w pieniądzach i wielką ilość świec. Przed marami szedł jeden [z dworzan] i szeroko rozrzucał pieniądze biednym i każdemu, kto by je chciał podnieść, ażeby wolniejszą zrobić drogę idącym i aby tym goręcej za duszę zmarłego króla się modlono. Niesiono bowiem wory pełne groszy, którymi srebrne misy, niesione przez dwu wyznaczonych do tego zacnych ludzi, napełniano, gdy tylko się opróżniły, z których to mis każdy chcący złożyć ofiarę mógł brać ile zechciał15.

Z taką ceremonią i w takim porządku pochód doszedł do kościoła katedralnego, w którym czcigodny ojciec, pan biskup krakowski Florian16, odprawił mszę, zaś podczas tej mszy były złożone następujące ofiary.

12 O ofiarach, złożonych podczas żałobnego nabożeństwa za króla Kazimierza

Było postanowione, aby przy wszystkich ołtarzach, jakie są w kościele katedralnym krakowskim, stali kapłani do mszy przygotowani, tak aby wszyscy ofiarujący, ilukolwiek ich będzie, po złożeniu ofiar najpierw przy wielkim ołtarzu, gdzie biskup celebrował, następnie przy wszystkich innych ołtarzach ofiary swoje składali. Ponieważ zaś z powodu ogromnego natłoku ludu, który gorąco pragnął być obecny na egzekwiach królewskich, nie można było obchodzić ołtarzy z ofiarami, przeto jeden z nas, mający stosowne polecenie, z misą srebrną pełną groszy, a otoczony z przodu i z tylu pachołkami królewskimi, z których jedni drogę torowali, po dwakroć obszedł kościół i każdemu z kapłanów mszę celebrujących składał tyle, ile mógł ręką z misy nabrać. Na wielkim ołtarzu złożono tym sposobem naprzód dwie drogocenne purpury, a drugim razem dwie sztuki drogiego sukna, jak i w innych kościołach, o czym było wyżej. Następnie urzędnicy zmarłego króla, każdy podług swej służby, złożyli na ołtarzu naczynia, którymi zarządzali: a więc naprzód komornik Świętosław i podskarbi podali na ołtarz misy srebrne z ręcznikami i obrusami, potem stolnik Przedbor z podstolim złożyli cztery wielkie półmiski srebrne, potem cześnik i podczaszy — dzbany i kubki srebrne, potem podkomorzy czyli marszałek przyprowadził najlepszego z koni królewskich, podkoniuszy - zbrojnego rycerza w królewskie szaty odzianego, na dzielnym a bardzo przez króla lubianym stępaku królewskim, a wszystkich tych poprzedzali chorążowie, niosący chorągwie, i ów rycerz, osobę zmarłego króla wyobrażający. Po złożeniu tych ofiar, gdy zaczęto, podług zwyczaju w takich wypadkach, kruszyć chorągwie, powstał taki krzyk żałosny, taki płacz i jęk wszystkich obojga płci obecnych w katedrze krakowskiej, że od tego płaczu i jęku wszyscy, osoby możne i niskie, starzy i młodzi ledwo się utulić mogli. (...)

Kronika Jana z Czarnkowa, s. ?.

Do góry

Przypisy

  1. Biskup Miśni (...).
  2. Biskupi Halberstadtu, Żytc, Paderbornu i Hobolina.
  3. Koło Halle, na prawo od Soławy.
  4. Niewolnicy w majątkach feudałów byli zatrudnieni w tym czasie przy posługach na dworze i na roli.
  5. W początkach XI w. nie było jeszcze fanatyzmu religijnego i dlatego udział Żydów w pogrzebie arcybiskupa był czyms naturalnym i nie budził żadnych zastrzeżeń. Fanatyzm ten przyniosły dopiero wyprawy krzyżowe dając mu ujście w zwyrodniałej postaci antysemityzmu.

    [Średniowieczne ustawodawstwo kościelne nakazywało Żydom m.in. uroczyste witanie przyjeżdżającego do danej miejscowości biskupa czy zdobienie domów podczas procesji Bożego Ciała (A. Cała, Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej, Warszawa 2005, s. 49). Wydaje mi się, iż owa żałoba była wymuszona właśnie owym prawem, a nie szczególną sympatią wyznawców judaizmu do Waltreda. - Sowa].

  6. Córka margrabiego Ekkeharda I i Swanhildy, żona margrabiego Wirinhara (...).
  7. Kronika..., I, 13.
  8. Ludgarda była podwójnie powinowatą Thietmara: z powodu swego małżeństwa z bratem stryjecznym Thietmara Wirinharem oraz z tej racji, że jej wuj, książę saski Bernard I, poślubił ciotkę Thietmara Hildegardę. W tych czasach stosunek powinowactwa był określany bardzo szeroko.
  9. Por. Kronika..., VI, 49.
  10. Ks. Psalmów 62, 9-10. [w Biblii Tysiąclecia: Ps. 63, 9-10]
  11. Por. Kronika..., IV, 42.
  12. 19 listopada 1370.
  13. Łac. Fratres Minores - franciszkanie.
  14. Łac. Ordo Praedicatorum - dominikanie.
  15. Tłumaczenie M.D.Kowalski.
  16. Florian Mokrski - ur. ok. 1305, zm. 6 II 1380.

Źródła

  • Kronika Thietmara, tłum. z tekstu łacińskiego, wstęp i przypisy M. Z. Jedlicki, posłowie, K. Ożóg, Kraków [2005].
  • Kronika Jana z Czarnkowa, tłum. J. Żerbiłło; oprac. tekstu i przypisów M.D. Kowalski, Kraków [2006].
Na skróty
Kronika Thietmara
Kronika Jana z Czarnkowa

Zobacz też
Pogrzeb w średniowieczu

Powrót


Do góry