Sztuka cmentarna


Anioły w sztuce cmentarnej XIX i początku XX w.

Anioł Śmierci

Teoretycznie to właśnie on powinien najliczniej występować na cmentarzach zwłaszcza, że może się poszczycić długą praktyką w kwestiach zabijania, sięgającą aż czasów biblijnych ;-) Tym niemniej w XIX w. stracił nieco na swym... hmm... temperamencie.

Wtedy to bowiem dokonała się ciekawa "wymiana kompetencji" między naszym Aniołem Zagłady a Archaniołem Michałem i greckim Thanatosem. I tak oto, zamiast uosabiać boski gniew i wymierzać sprawiedliwość (czego podjął się Archanioł Michał), głównym zajęciem Anioła Śmierci stało się nie tyle uśmiercanie, co zabieranie duszy i odprowadzanie jej ku wieczności, za co odpowiadał niegdyś Geniusz Śmierci - Thanatos, a później Archanioł Michał (co prawda rzadko ukazywanego w tej funkcji).

Jeśli chodzi o ikonografię tego "starego-nowego" Anioła Śmierci, artyści XIX-wieczni trudniący się sztuką nagrobkową nie byli zbyt nowatorscy. Odwoływali się do już wcześniej wypracowanych wątków anielskich, gdzie malachim pełnili funkcję "przewoźników" między światem ludzi a Niebem. Wystarczy wymienić:

  1. anioły odprowadzające zbawionych do Raju lub też bezpośrednio unoszące w niebiosa, witające ich na progu niebios w obrazach Sądu Ostatecznego (m.in. Rogier van Weyden, l. 1446-1452, Hans Memling, l. 1467-1471, Lucas van Leyden, 1526 r., Pieter Pourbus, 1551 r., Michał Anioł, l. 1537-1541) czy cudów (np. Giovanni Battista Crespi, Św. Grzegorz modlitwą uwalniający duszę mnicha z Czyścca, 1617 r.)
  2. wniebowzięcia Matki Boskiej i szczególnie świętych-świętych (m.in. Donatello, Wniebowzięcie Marii Panny, 1427 r., Giotto di Bondone, Wniebowzięcie Marii Magdaleny, 1320 r.). Zresztą nawet taki Dobry Łotr ze scen Ukrzyżowania zgodnie z obietnicą Jezusa1 dostąpił nagrody życia wiecznego w Raju, do którego zabiera go właśnie anioł (Attavante Degli Attavanti, Ukrzyżowanie i sceny z życia Jezusa, ok. 1485-1487).

Z pozoru artyści XIX-wieczni dopuścili się pewnej "profanacji" tych tematów. Zauważcie, że anioły zajmują się nie byle kim, bo albo świętymi, albo zbawionymi (co na jedno wychodzi) i odprowadzają ich nie byle gdzie, bo od razu do Nieba. Przenosząc ten temat na cmentarze twórcy nagrobków sugerowali więc, że osoba odprowadzana przez Anioła (zazwyczaj zleceniodawca lub członek jego rodziny) zasługiwała na miejsce w raju tj. była pobożna, sprawiedliwa, cnotliwa itp. itd. W rzeczywistości kontynuowali jednak bardzo starą tradycję, nawiązując do średniowiecznej pieśni In Paradisum..., która zresztą w 1614 r. oficjalnie weszła do liturgii pogrzebowej. Żałobnicy życzą więc zmarłemu:

"Niech Aniołowie zawiodą cię do raju,
A gdy tam przybędziesz, niech przyjmą cię męczennicy
I wprowadzą cię do świętego miasta Jerozolimy.
Chóry Anielskie niechaj cię podejmą
I wraz z Łazarzem niegdyś biednym,
Zaznaj wiecznego odpoczynku."2

Jednak przedstawienia cmentarne często "gubią" optymizm swoich pierwowzorów. Zastanówmy się bowiem, czy dla chrześcijanina chwila połączenia z Bogiem nie jest radosna? No jasne, że jest, na tym przecież polega Raj: na obcowaniu z Nim. Tymczasem w ikonografii cmentarnej Anioły Śmierci są smutne, czasem nawet groźne i tajemnicze, jakby zabierały duszyczkę nie do Raju, ale posępnego Hadesu. Nic też nie rozwiewa tych wątpliwości, gdyż zazwyczaj nie towarzyszą im żadne symbole religijne.

Wyjątkowe są więc scenki, jak ta ukazana na berlińskim grobie rodziny von Kusserow na Alten St. Matthäus-Kirchhof. Na jednej z płaskorzeźb (ok. 1873-1874) widzimy Anioła Śmierci zabierającego z kołyski dziecko, któremu z Nieba wyszła na spotkanie wcześniej zmarła siostrzyczka. Z kolei na drugiej płaskorzeźbie (1888 r.) wyobrażono młodą kobietę na łożu śmierci, lecz i tu Anioł jawi się raczej jako wysłannik, odprowadzający ją ku lepszemu życiu (dłonią wskazuje niebo, a przy jego głowie widać lekko zarysowane figurki pacholąt wyciągające ręce do kobiety - może są to jej dzieci ukazane na poprzednim pomniku).

Naturalnie nie wszytkie nagrobki ukazują Anioła i jego ofiarę. Czasem, zwłaszcza w biednych krajach (jak nasz) musimy się zadowolić samym Aniołem, czasem nawet bez "typowych" insygniów jego procesji, stąd ich funkcji musimy się domyślać. Ale o tym za chwilę.

No dobrze, po tym długim wstępie, czas na konkrety ;-)

Zacznijmy może od Thanatosa, a więc Anioła Śmierci uświadamiającego niezorientowaną duszyczkę, że jej czas się skończył i pora udać się w Zaświaty. I tak np. na "naszym podwórku" (dokładniej na Starych Powązkach) możemy podziwiać m.in. nagrobek Stefcika Kamińskiego i Maniusi Lipowskiej z Cmentarza Powązkowskiego (Jan Woydyga, 1890 r.), czy Józefa Sonenberga (Teodor Skonieczny, 1906 r.), a na cmentarzach włoskich np. przejmujący monument Paoli Baroni Orsolini (Alfredo Angeloni, 1907 r., Cimitero Urbano, Luka) z Aniołem stanowczym gestem zabierającym duszę młodej dziewczyny lub - wprost przeciwnie - przynoszącym wytchnienie po trudach życia (nagrobek rodziny Antonini, właśc. Pindemonte Moscardo, Attilio i Carlo Spazi, 1898 r. Cimitero Monumentale, Werona).

Pełna patosu jest z kolei scena ukazana na grobie rodziny Hrdličków na Cmentarzu Olszańskim w Pradze (ok. 1900 r.). Widzimy tu zrozpaczoną matkę żegnającą swego jedynego-ukochanego syna, któremu Anioł Śmierci otwiera drzwi do Zaświatów. Co ciekawe pomnik jest tak skomponowany, że jeśli staniemy twarzą w twarz z figurą Hansa Hrdlički (syna), to skrzydła anioła wyglądają, jakby wyrastały właśnie z pleców młodzieńca3.

Bardzo oryginalna, choć niestety już nieistniejąca4, była natomiast grupa rzeźbiarska autorstwa Einara Jónssona (po 1935 r.) z grobowca rodziny Karola Rajmunda Eiserta na Starym Cmentarzu w Łodzi: przed unoszącym się Aniołem o rozpostartych skrzydłach i twarzy zakrytej całunem unosi się ciało dziewczyny. Nad nimi widzimy z kolei postać kobiety z wyciągniętymi przed siebie ramionami, jakby czekającej, aby pochwycić duszę zmarłej. Warto przy tym zwrócić uwagę, że postać Anioła Śmierci tworzy krzyż, jakby artysta chciał przypomnieć, że aby zostać zbawionym i zmartwychwstać trzeba najpierw ponieść ofiarę, czyli umrzeć.

Nie mniej symboliczny, choć zrealizowany w zupełnie innej konwencji jest pomnik rodziny Campaneto (rzeźb. Scanzi, Cimitero Staglieno, Genua), gdzie młodzieńczy Anioł-Geniusz zwija żagiel niewielkiej łodzi, symbolizującej ludzkie życie.

Nierzadkie są natomiast przedstawienia Anioła Śmierci eskortującego duszę do Raju, w czym także celują Włosi (por. licznie naśladowany Federico Fabiani, pomnik rodziny Parpaglioni, 1884 r., rodziny Montebruno, rzeźbiarz Paernio - obydwa na Cimitero di Staglieno, Genua).

W Polszcze niestety ze świecą szukać podobnego rozmachu. Na Starych Powązkach znalazłam zaledwie jeden mały, choć uroczy, odlew u nasady metalowego krzyża na grobie rodziny Czerejskich (ok. 1860 r.), przedstawiający Anioła Śmierci z dzieckiem na ręku, którym towarzyszy Anioł Wiary oraz płaskorzeźbę na grobie rodziny Kozak (ok. 1919 r.), gdzie Anioł Śmierci unosi do nieba szczęśliwą duszę. Ten ostatni nagrobek jest o tyle ciekawy, iż jest to dokładna "replika" w kamieniu obrazu Luisa Ricarda Falero Do lepszego świata (1894 r.). Natomiast na Cmentarzu Rakowickim, przy grobie rodziny Zakulskich do lotu zrywa się piękna anielica takoż z dziecięciem na rękach5. Warto przy tym poczynić uwagę, iż nie są to wcale nagrobki dziecięce, lecz kontynuują tradycję (znowu) średniowieczną, kiedy to duszę ukazywano jako malutkiego człowieczka.

Skoro już jesteśmy przy pomnikach dzieci, należy wspomnieć o ciekawym typie nagrobka, gdzie Anioł Śmierci trzyma (lub unosi) w ramionach śpiące dziecko, czasem siedząc na kołysce, symbolu dzieciństwa (np. pomnik Jasia Teleżyńskiego, ok. 1880 r., Cmentarz Rakowicki, Kraków, Marii Zofii Wieczorek, Teodor Skonieczny, 1901 r. i rodziny Czerejskich na Starych Powązkach oraz wiele innych zdobiących głównie cmentarze włoskie np. grób Giuseppe Queirolo (Giuseppe Navone, 1893 r., Cimitero di Staligeno, Genua).

Występuje tu zestawienie dwóch, przeciwstawnych symboli: młodego życia i śmierci, które je przerwała. Ale czy na pewno wymowa tych pomników jest aż tak pesymistyczna? Otóż, zupełnie przypadkiem trafiłam niedawno na obraz George Federicka Wattsa pt. Śmierć koronująca niewinność powtarzający praktycznie układ postaci z nagrobka Jasia Teleżyńskiego i Marii Zofii Wieczorek. W objaśnieniu do tego obrazu czytamy, iż Śmierć jest tu właściwie Milczącym Aniołem Litości, Aniołem Opiekunem, który zabierając dziecko z tego "łez padołu" chroni przed skalaniem jego niewinność6. Z drugiej strony jest to również przypomnienie o cykliczności natury: coś się kończy, coś się zaczyna, i tak w kółko. Śmierć wcale nie jest więc kresem i tak naprawdę nigdy nie zwycięża.

Trzeba wreszcie wspomnieć o kilku Aniołach, które równie dobrze można uznać za Anioły Śmieci, jak i Smutku. I tak np. na grobie Katarzyny z Sienkierzyków Bogoria de Hulewicz (ok. 1907 r., Cmentarz Rakowicki, Kraków) przysiadł sobie anioł, lecz o jego smutnej roli "mówi" właściwie tylko strzaskana kolumna (przerwane życie), na której spoczął. Podobnie dwuznaczny jest posąg nad miejscem spoczynku Zofii z Rybickich Edwardowej Jankowskiej (ok. 1902 r., Cmentarz Powązkowski, Warszawa). Lewą dłoń opiera ona na urnie, ustawionej na ściętej kolumnie, której resztki widać u stóp anioła, prawą ręką, jakby przepraszającym gestem, składa jednak kwiat na grobie duszy, którą właśnie zabrała do Nieba.

Przypominając sobie płomienny miecz Anioła Zagłady, sugestywne atrybuty, jakimi przerażała Kostusia w średniowieczu, czy Chronos na barokowych zegarach, można by oczekiwać, że i Anioł Śmierci czymś nas "postraszy". Ale, moje Panie i Panowie, to już inne czasy, wrażliwość inna, stąd obserwujemy powrót do mniej hmmm... "agresywnej" symboliki, przede wszytkim pochodni i klepsydry. Tę pierwszą częściej jednak dzierżą Geniusze Śmierci, a post-średniowieczną klepsydrę - Chronos. Pewną ciekawostką jest jednak płaskorzeźba z grobowca rodziny Majewskich (ok. 1820 r.) na Starych Powązkach. Ukazuje ona uskrzydloną postać niewieścią, w prawej dłoni trzymającą właśnie opuszczoną pochodnię, a w lewej bukiet makówek (atrybut Hypnosa, bożka snu). Postać tę można właściwie potraktować bardziej jak jakąś alegorię śmierci, ale nie jako geniusza czy anioła.

Wracając jednak do naszych Niebian i ich atrybutów...

Do ciekawszych przykładów, należy m.in. posąg z grobu Józefa Sonenberga (Teodor Skonieczny, 1906 r., Stare Powązki), gdzie Anioł Śmierci trzyma pochodnię, ale - uwaga - wzniesioną. Artysta, wykorzystując symbolikę antyczną, przekazał w ten sposób treści zgodne z chrześcijańską nauką o śmierci, śmierci, będącej bramą do lepszego, ba! prawdziwego życia. Nasz anioł mógłby być równie dobrze Aniołem Zmartwychwstania.

O wiele mniej optymistyczny jest natomiast pomnik Stefcika Kamińskiego i Maniusi Lipowskiej również z Cmentarza Powązkowskiego (Jan Woydyga, 1890 r.), gdzie do Anioła, opartego o zgaszoną pochodnię, tuli się dwójka uśpionych snem wiecznym dzieci. W prawej dłoni trzyma on skrzydlatą klepsydrę, symbol nieubłaganie upływającego czasu, przynoszącego kres nawet tak młodemu życiu.

Tak więc w ciągu XIX w. Anioł Śmierci zaczął pełnić funkcję podobną, jak Śmierć z Pratchett`owego Świata Dysku (nie śmiać się! ;-)): nie tyle zabija (tym zajmują się zazwyczaj ludzie albo inne klęski), co przeprowadza "na drugą stronę" i (czasami) objaśnia, co mamy dalej ze sobą zrobić.

Za właśnie taką interpretacją zadań Anioła Śmieci przemawia fakt, że rzadko ukazywany jest z takimi typowymi atrybutami Śmierci, jak miecz czy kosa7. Tego typu przedstawienia udało mi się wytropić zaledwie na dwóch grobach, co ciekawe pochodzących z początku XX w. (czyżby wpływ symbolizmu?). Pierwsze, z aniołem opartym o opuszczoną kosę i zadumanym, jakby smutnym wyrazie twarzy, znajdziemy na miejscu spoczynku rodziny Klemensiewiczów (ok. 1908 r. lub 1916 r., Cmentarz Rakowicki). Drugie, to posąg na grobie Fontana Roux (Giannino Castiglioni, 1925 r.(!), Cimitero Monumentale, Mediolan) i przez autorów książki Italian memorial sculpture... zostało zatytułowane Guardian Angel of the sepulchre, chociaż jest uderzająco podobny do personifikacj śmierci z obrazów Horace Vernet czy Evelyn de Morgan (patrz De historia artis).

Wbrew pozorom, chociaż Anioł Śmierci zdaje się jak najbardziej odpowiednią osobą na cmentarzach, jego przedstawienia są dosyć nieliczne, choć zazwyczaj bardzo oryginalne :-) Co więcej, można odnieść wrażenie, że dręczą go jakieś ukryte wyrzuty sumienia, związane z jego profesją. Najczęściej bowiem jego oblicze jest smutne i nieraz, jakby przepraszając za "zaopiekowanie" się duszą, składa na grobie kwiaty, razem z żywymi opłakując śmierć, której jest poniekąd sprawcą.

Anioł ten nie reprezentuje jakiejś nadziei na życie wieczne, tylko sam fakt umierania. A ponieważ świadomość przemijania nie jest przyjemna, zapewne właśnie dlatego unikano jego przedstawień w sztuce sepulkralnej (przynajmniej w polskiej).

© Sowa
1.01.2010

Przypisy

  1. "Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju." - Łk 23, 39-43.
  2. "In paradisum deducant te angeli / in tuo adventu suscipiant te martyres, / et perducant te in civitatem sanctam Ierusalem. / Chorus angelorum te suscipiat, et cum Lazaro, quondam paupere, aternam habeas requiem." - Podaję za: Hasło In paradisum [w:] Wikipedia ; die freie Encyklopädie.

    Tłumaczenie Sowy na podstawie wersji niemieckiej i angielskiej, gdyż wersja zamieszczona w polskiej Wikipedii jest wzięta z powietrza i w ogóle nie pokrywa się z tekstem łacińskim.

  3. Pomnik ten jest ponoć ilustracją snu matki młodego Hrdlički, a mężczyzna podtrzymujący omdlewającą kobietę to (według niektórych wersji) sam cesarz Franciszek Józef. Jak informuje inskrypcja, Hans Hrdličcka (1879-1900) był absolwentem (dosł. wychowankiem) wiedeńskiej Cesarsko-Królewskiej Akademii Konsularnej (dziś Diplomatische Akademie).
  4. Brązowy odlew rzeźby zdemontowano w trudnym do ustalenia czasie i przechowywano w zabudowaniach parafii św. Mateusza w Łodzi, a w 1991 r. przekazano do islandzkiego Muzeum Narodowego w Reykiaviku. - J. Dominkowski, Nekropolia Łodzi wielkoprzemysłowej : Cmentarz Stary przy ulicy Ogrodowej : dzieje i sztuka 1854 - 1945, Łódź 2004, s. 357, przyp. 273.
  5. Mam pewne wątpliwości czy pomnik rzeczywiście został wystawiony przez rodzinę Zakulskich. Stoi przy stosunkowo nowym, lastrykowym grobie, a osoby tam pochowane zmarły w l. 60 i 80 XX w., kiedy raczej nie stawiano na nagrobkach rzeźb, zwłaszcza w piaskowcu i tak poprawnie wykonanych.

    Na Cmentarzu Rakowickim znajduje się jeszcze jedno przedstawienie tego typu, niestety inskrypcja, komu je poświęcono, jest nieczytelna.

  6. W.L. Hare, Watts (1817-1904), [1910]

    Watts namalował kilka wersji tego obrazu. W zbiorach Hulton Library znajduje się szkic(?), gdzie widać w dłoniach anioła małą koronę.

  7. Można by snuć ciekawe domysły, dlaczego wrażliwość mieszczańska, nie lubiła tych symboli. Jeśli uznamy, że społeczeństwo XIX w. lubowało się w romantycznym sentymentalizmie czy nawet hołdowało pozytywistycznemu kultowi pracy, to właściwie nie bardzo jest tu miejsce na śmierć nagłą i niespodziewaną, jaką symbolizuje kosa i miecz. Może to jakieś echo średniowiecznego myślenia, że nagła śmierć to boska kara za grzech: ludzie szczerze kochający, rzetelnie i uczciwie pracujący dla dobra rodziny powinni mieć przywilej "dobrej śmierci", tj. zapowiedzianej. Problem ten wymagałoby dokładniejszej analizy.


Do góry