Kościół św. Karola Boromeusza


Kościół św. Karola Boromeusza dzisiaj

Po II wojnie światowej stan kościoła przez długi czas daleki był od dawnej świetności.

Dopiero w 1947 lub 1948 r. położono prowizoryczne przykrycie bębna kopuły1, lecz prace remontowe z prawdziwego zdarzenia, pod kierunkiem Stanisława Marzyńskiego i Władysława Zycha (polichromia pod kopułą, krucyfiks), prowadzono od 1950 r. aż do 1960 r. Ich celem było przede wszytkim odtworzenie dzieła Józefa Piusa Dziekońskiego (tj. architektury), choć nie obyło się bez drobnych ulepszeń cywilizacyjnych m.in. centralnego ogrzewania i oszklonej, metalowej kraty przy wejściu pozwalającej zatrzymać jak najwięcej ciepła.

Około 1976 r. bardziej intensywnie wykorzystywano też podziemia kościelne. W związku ze zburzeniem domu przedpogrzebowego krypty pełniły bowiem funkcję przechowalni zwłok do czasu pogrzebu2.

Okres powojenny przyniósł też pewien "awans" kościoła3. Podobno jeszcze w czasach funkcjonowania obozu wojskowego na Powązkach świątynia pełniła funkcje parafialnej dla rodzin wojskowych, a jeszcze w l. 70-tych XIX w. lokalny kapelan był zobowiązany do posługi religijnej (namaszczenia chorych) wśród okolicznych mieszkańców. W owym czasie kościół posiadał również jakieś odpusty. Oficjalnie parafia św. Karola Boromeusza została jednak erygowana dopiero 15 października 1978 r.4

Dziś kościół powązkowski prezentuje się doprawdy wybornie. Średnio co rok jest odnawiana fasada, a ostatnio (2005 r.) przeprowadzono także remont ścian bocznych, chociaż już wcześniej kościół bielił się na tle zieleni cmentarnej. Fakt, oglądając zdjęcia z l. 70-80-tych XX w. zamieszczone w dziele Stanisława Szenica, można wątpić w jakość powojennych remontów, ale częste ostatnio "liftingi" również stawiają pod znakiem zapytania rzetelność współczesnych majstrów5.

Wnętrze, również otynkowane na biało, urządzone jest skromnie, jak to w naszych czasach (ech...). Na ścianach nawy głównej znajduje się co prawda kilka, nawet ciekawych obrazów, ale nie rozpraszają one ogólnej pustki, spotęgowanej jeszcze przez ich małe rozmiary w stosunku do powierzchni ścian. Odnosi się raczej wrażenie, że w tych miejscach coś kiedyś było, a owe malowidła mają zrekompensować ów brak. W murach transeptu zachowało się kilka epitafiów, pochodzących głownie z 2. połowy XIX w. (m.in. rodziny Milewskich, zarządcy cmentarza Ignacego Szulca, malarza Rafała Hadziewicza, Karola Szumana, rodziny Tosińskich). Namiastką dawnej świetności kościoła są trzy ołtarze: klasycyzujące, w kolorze bardzo bladego seledynu, ze złoconymi gzymsami i ornamentami oraz kolumnami wykonanymi z różnobarwnych gatunków kamienia. W ich centralnej części znajdują się wspomniane już gdzie indziej obrazy, po bokach natomiast postacie świętych i aniołów. Całość sprawia wrażenie wybitnie kiczowatych (chyba przez te złocenia), zwłaszcza na tle białych ścian. Cóż, rzecz gustu ;)

Na zachodniej ścianie świątyni, od strony cmentarza pod koniec l. 80-tych XX w. zaczęto wmurowywać tabliczki z nazwiskami oficerów pomordowanych na Wschodzie (m.in. w Katyniu). Dziś jest ich kilkaset i szczelnie pokrywają tę część kościoła6. Ponadto w północnej ścianie transeptu wmurowano krzyż, pod którym w niszy znajduje się czaszka jednej z ofiar zbrodni katyńskiej.

Zwyczajem większości warszawskich zabytkowych kościołów, także i ten jest najczęściej zamknięty. Można wejść co najwyżej do przedsionka i podziwiać świątynię zza wspomnianej metalowej kraty lub... poczekać aż skończy się jakaś msza.

© Sowa
1.11.2010

Przypisy

  1. Odręczna notatka [w:] Zbiór Korotyńskich sygn. 19719. Archiwum m.st. Warszawy.
  2. Z. Strzałkowski, M. Walecki, Przewodnik po Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, Warszawa 1976, s. 6.
  3. Oprac. na podst.: Przewodnik po Warszawie i jej okolicach, [Warszawa 1873], s. 79 ; S. Szenic, Cmentarz Powązkowski : zmarli i ich rodziny : T. 1 (1790-1850), (Biblioteka Syrenki) , Warszawa 1979, s. 19 ; Zbiór Korotyńskich sygn 19749. Archiwum m.st. Warszawy.
  4. Informacja z tablicy umieszczonej na kościele.
  5. Jest w tym akapicie pewien sarkazm, ale faktem jest, że kościół, który praktycznie nie ucierpiał w czasie wojny, w ciągu ostatnich 2-3 lat był ciągle odnawiany. Tymczasem 200-letnie powązkowskie nagrobki niszczeją, chociaż nigdy nie były poddawane pracom konserwatorskim. Podobnie ogrodzenie cmentarza zostało odnowione na początku XXI w., mimo że akurat nie wyglądało na specjalnie zniszczone. Tłumaczenie tych prac - jak słyszałam - natężonym ruchem na ul. Powązkowskiej, powodującym rzekomo pękanie ścian, niespecjalnie mnie przekonuje. Jakoś nie słyszy się o tym w odniesieniu np. do kościoła św. Aleksandra którego lokalizacja jest przecież dużo gorsza. Jeśli istnieje jakieś naprawdę racjonalne uzasadnienie tego stanu rzeczy, Sowa bardzo by chciała je poznać.
  6. Była to jedna z pierwszych tego typu inicjatyw. Tablice fundowały rodziny pomordowanych.
    Zgadzam się, że pamięć zamordowanych w Katyniu należy jak najbardziej uczcić, ale wśród współczesnych, czarnych tabliczek z granitu giną nagrobki i epitafia cudem ocalałe podczas poprzednich przeobrażeń kościoła. Te ostatnie nie są też odnawiane, stąd większość napisów jest zatarta i tylko wyjątkowo dociekliwi są w stanie odczytać, komu je poświęcono. Jak już dbamy o naszą historię, to bardzo proszę o całą, a nie tylko fragmenty.
 


Do góry